• facebook
  • rss
  • Babska solidarność

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 08/2015

    dodane 19.02.2015 00:00

    Społeczeństwo. – Dostałyśmy karteczki, na których miałyśmy napisać swoją propozycję nazwy stowarzyszenia – opowiada Anna Pietryka. – Pojawiły się „Stokrotki”, „Róże” i inne kwiaty. Ale wybór padł na „Pomocną Dłoń” i to określenie najlepiej oddaje ideę działalności naszego klubu.

    Piętnaście lat temu ks. prał. Michał Józefczyk, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Tarnobrzega, wraz z lekarką Barbarą Kozik, pielęgniarką Eugenią Bułą oraz rehabilitantką Marią Toś, wyszedł z inicjatywą powołania stowarzyszenia zrzeszającego kobiety dotknięte nowotworem piersi. – Spotkanie założycielskie odbyło się w styczniu 2000 r. Pamiętam, że byłam zaledwie kilka tygodni po operacji, rana jeszcze się nie zagoiła – wspomina Anna Pietryka, prezes Klubu Amazonek „Pomocna Dłoń”. – Kiedy przyszłam na zdjęcie szwów, doktor Barbara Kozik powiedziała mi o spotkaniu kobiet po mastektomii. Biegłam na nie, bo gdzieś w głowie tkwiła mi trochę niedorzeczna myśl, że jeśli będę w tym stowarzyszeniu, to szybciej wyzdrowieję.

    – Ale to jest prawda – uzupełnia pani Marta – bo tutaj znajdujemy pełne zrozumienie, przecież każda z nas pokonywała tę samą drogę, więc najlepiej wiemy, czego oczekuje i potrzebuje kobieta chora na raka piersi. Pierwszą przewodniczącą klubu została Stanisława Stachowicz, która pełniła tę funkcję przez dekadę. Po niej pałeczkę przejęła Anna Pietryka.

    Nie będziesz samotna

    „Razem łatwiej pokonać trudności, przeżyć godnie smutku czas. Przyjdź, nie zwlekaj, czekamy na Ciebie, przecież jesteś jedną z nas” – śpiewają w swoim hymnie tarnobrzeskie amazonki. – Dla każdego chorego ważne jest, by nie być w swym cierpieniu samotnym – zauważa pani Asia. – I nie chodzi tu o tę dosłowną samotność, czyli bycie samym, ale o samotność tkwiącą w głowie. Dla nas, kobiet po mastektomii, wsparcie bliskiej, osoby jest bardzo ważne. Reakcje na wiadomość o nowotworze są tak różne, jak różne są kobiety. – Nigdy nie dopuściłam do siebie myśli, że mogę nie wyjść z choroby – mówi pani Anna. – Zwarłam mocno szyki i przygotowałam się na bój. Nastawiłam się pozytywnie i myślałam tylko o zwycięstwie. Zresztą bardzo szybko, bo tuż po operacji, trafiłam do Klubu Amazonek, co z pewnością dodało mi sił. – Najpierw się wypłakałam, wyżaliłam bliskim i Panu Bogu. Czułam, że potrzebuję wsparcia, a wiedziałam, że amazonki to kobiety z ogromnym powerem – zwierza się pani Asia. – Informacje o tarnobrzeskim klubie znalazłam na ulotce w przychodni i postanowiłam przyjść, zwłaszcza że jedną z propozycji była specjalna gimnastyka dla kobiet po operacji piersi. Nie ukrywam też, że korzystałam z pomocy psychologa, bo to są naprawdę trudne chwile. Niektóre z pań potrzebują wręcz wsparcia psychiatry. I jeśli zachodzi taka konieczność, to nie wolno się przed tym wzbraniać. Bo w walce z rakiem trzeba być silną duchem, ciałem i psychiką. Zupełnie odmiennie na swoją chorobę zareagowała pani Marta.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół