• facebook
  • rss
  • Okno z widokiem na śmierć

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 02/2015

    dodane 08.01.2015 00:00

    Historia. Kiedy zamknęła się za nimi brama, nagle 4-letni Jacuś Augustynowicz stał się numerem 47501, a jego starszy brat Andrzejek – 47500...

    Stanisław Żyguła został nr. 682, Józef Rosenblatt – 12068, Tadeusz Dąbrowski – 22466, Stanisław Markiewicz – 22488, Mendel Leibowicz – 24616, Franciszka Lulek – 42872, Stanisław Jasiński – 77587, a Mieczysław Szewc – 79616.

    Tak zaczął się ich pobyt w piekle na ziemi, wyzwoleniem z którego była najczęściej śmierć. Nielicznym udało się ponownie przejść drogę, która zawiodła ich za kolczaste druty. „Ze zgrzytem otworzyła się jakaś brama, jedna, potem druga. Przypomniał mi się Pustków i Oświęcim, i jego piekielna brama z hasłem »Arbeit macht frei«. W uszach ludzi przekraczających owe progi zgrzyt ten brzmiał jak diabelski chichot, którego nigdy zapomnieć nie można” – pisała po latach Janina Augustynowicz w książce „Jacek w Ravensbrück”, będącej zapisem wspomnień z uwięzienia całej jej rodziny w obozach koncentracyjnych.

    Wówczas zrozumiałem

    Był wczesny ranek, jeszcze nie świtało, gdy 3 grudnia 1942 roku Mieczysław Szewc wraz z bratem Jankiem i ponad setką innych więźniów przywiezionych z Tarnowa przekroczył bramę Konzentrationslager Auschwitz. – Pociąg zatrzymał się na rampie kolejowej, esesmani otworzyli wagony i zrobiło się bardzo widno. Zobaczyliśmy budynki oraz place oświetlone wieloma bardzo mocnymi lampami – wspomina Mieczysław Szewc. – Kiedy przechodziliśmy przez bramę, odbywał się apel. Tysiące ludzi, częściej przypominających bardziej ludzkie cienie, stało na mrozie. Gdy mijaliśmy ich, wołali o chleb, coś do jedzenia, o jakąś koszulę. Esesmani wyłapywali tych wołających i kopali ich, bili kolbami. Poprowadzono nas do łaźni, rytuałem bowiem było obowiązkowe mycie, strzyżenie oraz przebieranie w więzienne pasiaki. Zmierzając tam, usłyszałem jakieś buczenie przypominające pracę dużego silnika maszyny. Mijając bloki 27 i 28, wiedziałem już, że to nie motor, ale chór ludzkich głosów. Na kilkunastostopniowym mrozie stało lub leżało może z tysiąc nagich mężczyzn, Żydów. Modlili się, jęczeli. Cała ta grupa jeszcze żywych ludzi poruszała się, bo ci, którzy byli na zewnątrz, wypychali tych z wewnątrz, chcąc ogrzać się ciepłem innych ciał. Wówczas zrozumiałem, że trafiłem nie do obozu pracy, ale obozu śmierci.

    Pomścijcie mnie!

    Po umyciu, jeszcze zanim wręczono im więzienne ubrania, wypędzono ich mokrych na zewnątrz. Żeby dodatkowo udręczyć, najpierw dano im wierzchnie okrycia, a dopiero później bieliznę. Otrzymali też buty, czyli drewniane podeszwy z białym paskiem, dzięki któremu trzymały się na stopach. Miały więźniom służyć przez cały czas, bez względu na porę roku. Pan Mieczysław trafił do sztuby nr 5 w bloku 10, jego brat Jan do bloku 6.

    Zanim jednak bracia Szewcowie rodem z Zapolednika znaleźli się w ziemskim piekle, przeszli przez więzienia w Tarnobrzegu, Rzeszowie i Tarnowie, gdzie poznali hitlerowskie metody śledcze. Zostali aresztowani 16 marca 1942 roku. W więzieniu znaleźli się również inni mieszkańcy Grębowa i okolicznych wsi należący do konspiracji niepodległościowej. – Byliśmy smarkaczami, ja miałem 21 lat. Nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy, w jakim znaleźliśmy się położeniu. Czuliśmy się bohaterami i rozpierała nas z tego powodu duma – mówi pan Mieczysław. – Ale już w więzieniach powoli traciliśmy rezon, zwłaszcza po esesmańskich przesłuchaniach. Jednak dopiero w obozie w Auschwitz zrozumieliśmy, co nas czeka, zwłaszcza gdy mój brat w niedługim czasie trafił do karnej kompanii, po tym, gdy jakiś Niemiec przyłapał go na jedzeniu obrzynek z marchwi wyrzuconych z kuchni naszych oprawców.

    Mieczysław Szewc dostał łóżko tuż przy ścianie, w której okno wychodziło na ścianę śmierci. Przez 10 dni nie opuszczał swojej sztuby, bo nie dostał numeru i nie był sfotografowany, zabrakło bowiem kliszy, na dostawę której musiano czekać. W tym czasie widział wiele egzekucji, m.in. całych rodzin. – Przyprowadzono rodzinę z trójką małych dzieci. Wywiązała się jakaś głośna rozmowa, nagle zobaczyłem, jak esesman wyrywa chłopczyka z objęć matki i strzela mu prosto w główkę, potem zastrzelili resztę dzieci i matkę, na końcu zaś ojca – opowiada pan Mieczysław. – Widziałem również egzekucję trzech młodych Żydówek. Najpierw kapo Bruno Brondziewicz kazał im się gimnastykować, a gdy któraś już padała ze zmęczenia, strzelał do niej. Często przed egzekucją słyszałem okrzyki: „Niech żyje Polska!” albo: „Pomścijcie mnie!”. Skazańcy wymieniali również imiona swoich najbliższych, prosząc o modlitwę.

    I tak od 70 lat

    W czasie uwięzienia w Auschwitz Mieczysław Szewc pracował przy różnych robotach. Wyładowywał cement z wagonów, pracował przy kopaniu rowów, rozrzucał obornik na polach. W końcu zgłosił się jako fryzjer. Do dzisiaj przechowuje niczym relikwie maszynki i inne przyrządy fryzjerskie, dzięki którym w dużej mierze uratował siebie i brata, zarówno w takcie pobytu w KL Auschwitz-Birkenau, jak i później w Buchenwaldzie, Dorze i Ravensbrück. – Świat istnieje od milionów lat, ale nie przypuszczam, aby kiedykolwiek w dziejach Ziemi doszło do takich okrucieństw i bestialstwa jak w czasie II wojny światowej. To, co widziałem, czego byłem świadkiem, tkwi we mnie do dzisiaj. Nawet ostatniej nocy znowu śniłem koszmary... i tak od ponad 70 lat. Ale nie zapomnę nigdy również gestów miłości bliźniego. Kiedy pracowałem przy kanalizacji w Oświęcimiu, rozpoznał mnie leśniczy z Jamnicy Pasowicz i dał mi kawałek chleba. To mnie tak bardzo ruszyło – tu głos panu Mieczysławowi więźnie w gardle, w oczach pojawiają się łzy.

    Niemieckiemu komando mimo starań nie udało się zamienić ludzi w maszyny bez uczuć. Do końca pobytu w obozach pan Mieczysław starał się pomagać innym. Uratował od niechybnej śmierci, podczas uwięzienia w fabryce w Dorze, Jana Secha, czuwał nad bratem Janem i innymi kolegami z rodzinnych stron.

    Do Polski wrócił w 1947 roku. Jakby mało było doświadczeń obozowych, także w „wolnej” Polsce przyszło mu spędzić jakiś czas w więziennych murach. Od 1947 r. należy do Związku Więźniów Politycznych z siedzibą w Sandomierzu. Wcześniej był wiceprezesem, a później prezesem. Nie ucieka od koszmarnych wspomnień. Od lat uczestniczy w spotkaniach z młodzieżą, której opowiada o życiu w piekle.

    Pędzel i brzytwa

    – 15 lat temu nasza biblioteka zorganizowała wystawę „Tarnobrzeżanie w KL Auschwitz”. Były na niej kserokopie zdjęć i lista tarnobrzeskich więźniów. Niedługo po tym wydarzeniu Piotr Duma zaproponował mi udział w nagraniu filmu o Mieczysławie Szewcu – wspomina Katarzyna Opioła z Miejskiej Biblioteki Publicznej im. dr. Michała Marczaka. – Odwiedziliśmy pana Mieczysława z kamerą kilkakrotnie. Dla mnie najtrudniejszy był moment, gdy wyciągnął on starannie schowaną małą walizeczkę. Były w niej przedmioty, które ocaliły mu życie – pędzel i brzytwa do golenia i strzyżenia. Przyznaję, że z trudem wówczas powstrzymałam łzy.

    Pomysł utrwalenia wspomnień pana Mieczysława z czasem rozrósł się do kilkudziesięciominutowego filmu dokumentalnego, który wpisuje się w działalność popularyzującą wiedzę o KL Auschwitz-Birkenau prowadzoną przez Piotra Dumę. – Uważam, że naszym obowiązkiem, mam na myśli przede wszystkim historyków, nauczycieli i nas, dorosłych, jest propagowanie rzetelnej wiedzy na temat niemieckich, podkreślam: „niemieckich” obozów koncentracyjnych – mówi Piotr Duma, historyk, wieloletni nauczyciel, obecnie zastępca dyrektora Tarnobrzeskiego Domu Kultury. – Nie jakichś nazistowskich, jak to teraz się określa, ale niemieckich. Nazywanie ich nazistowskimi rozmywa informację o sprawcach tego piekła na ziemi, bo kto to taki nazista? A jak się jeszcze doda, niestety, nadal stosowane nazwy „polskie obozy zagłady”, to można dojść do wniosku, że skoro polskie, w dodatku Polacy to antysemici, to zapewne my je budowaliśmy i my zabijaliśmy tam setki tysięcy Żydów. Dlatego tak ważna jest walka z kłamstwem oświęcimskim, czyli stosowaniem wspomnianego już przeze mnie określenia „polskie obozy zagłady”. Należy mówić wprost, że to były niemieckie obozy – podkreśla z mocą.

    Piotr Duma od lat interesuje się tematyką związaną z istnieniem KL Auschwitz-Birkenau, a zwłaszcza losem tarnobrzeżan, którzy tam trafili. – Zależy mi bardzo, aby każdy tarnobrzeski uczeń chociaż raz przekroczył bramę obozu, by naocznie poznał gehennę więźniów. Jestem pewien, że w ten sposób wychowamy kolejne pokolenie broniące pamięci o ofiarach i ich rzeczywistych oprawcach – twierdzi Piotr Duma.

    Nazwisko na ręce

    Trudno podać dokładną liczbę mieszkańców Tarnobrzega uwięzionych za kolczastymi drutami, a to z dwóch powodów. – Kiedy zbliżała się ofensywa sowiecka, Niemcy zaczęli likwidować obóz i niszczyć dokumentację – wyjaśnia Piotr Duma. – Poza tym wiele osób po przejściu przez piekło obozowe nie chciało o tym mówić, pragnąc zamknąć i zapomnieć ten okres swego życia – dodaje Katarzyna Opioła. – Pamiętam z dzieciństwa naszą sąsiadkę, panią Julię Woźniak. Była to bardzo elegancka pani. Ale zastanawiało mnie, dlaczego latem, nawet w największe upały, nosiła sukienki czy bluzki z długim rękawem. Dopiero po latach dowiedziałam się, że przeszła przez KL Auschwitz. Nie chciała pokazywać swego obozowego „nazwiska” wytatuowanego na ręce.

    – Bardzo chciałbym podziękować za pomoc i zaangażowanie w propagowanie wiedzy o tarnobrzeżanach i mieszkańcach innych miejscowości naszego regionu dr. Krzysztofowi Antończykowi, pracownikowi Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau – dodaje Piotr Duma. – On jako pierwszy opracował listę tarnobrzeskich więźniów, wykorzystując dostępne w obozie dokumenty.

    Z racji 70. rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau przez żołnierzy Armii Czerwonej 27 stycznia 1945 roku, Miejska Biblioteka Publiczna im. dr. Michała Marczaka, Tarnobrzeski Dom Kultury we współpracy z Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau przygotowały wystawę ukazującą na fotogramach historię zagłady więźniów. Wernisażowi (12 stycznia) towarzyszyć będzie prelekcja Piotra Dumy dotycząca miłości w obozie. Zaś dokładnie w rocznicę wyzwolenia w bibliotece odbędzie się prezentacja wspomnianego filmu o Mieczysławie Szewcu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół