• facebook
  • rss
  • Historia i fasola

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 51-52/2014

    dodane 18.12.2014 00:00

    – Mam mentalność chłopską, czyli cechuje mnie przywiązanie do ziemi, ojcowizny. Przez pokolenia nas żywiła, na niej pracowali moi przodkowie, jestem jej zatem coś winien. A właściwie jestem jej winien bardzo wiele – mówi Waldemar Prarat.

    Spłacanie długu wdzięczności rozpoczął kilkanaście lat temu, działając na różnych polach. Zaczęło się od historii, a właściwie pracy magisterskiej żony pana Waldemara. – Poprosiła mnie o pomoc w dotarciu do potrzebnych materiałów, a później sprawdzeniu – opowiada W. Prarat. – To wówczas bakcyl szperania w dziejach regionu zaatakował mnie z całą siłą, bo pierwsze symptomy tego „zakażenia” pojawiły się już w szkole podstawowej.

    Jako nastolatek interesował się historią, a jego ulubionym okresem w dziejach Polski było średniowiecze – czasy panowania dynastii piastowskiej, zwłaszcza Mieszka I. – Czytałem bardzo dużo, połknąłem dziesiątki książek, czułem się jak odkrywca wkraczający na nieznane obszary – wspomina pan Waldemar. – To był czas fascynujących przeżyć, które spotęgowały się w chwili rozpoczęcia nauki w Technikum Górniczym w Tarnobrzegu, popularnie zwanym Górnikiem. Z uwagi na odległość i nie najlepsze połączenia autobusowe zamieszkał w internacie. Nauka szła mu bez problemów miał zatem sporo czasu do zagospodarowania. Szybko trafił do ówczesnej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Tarnobrzegu (obecnie Miejskiej Biblioteki Publicznej im. dr. Michała Marczaka), której księgozbiór wprawił go w zachwyt. Przekraczając po raz pierwszy jej progi, zapewne nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że za kilkanaście lat trafią tam jego prace historyczne. – W latach 90. żona studiowała. Na temat pracy magisterskiej promotor zaproponował jej opracowanie dziejów oświaty we Wrzawach – mówi pan Waldemar. – Kiedy wszedłem w to zagadnienie, okazało się ono tak fascynujące, że nie potrafiłem się już od tego oderwać i tak już zostało. W ten sposób pod koniec lat 90. zacząłem wchodzić w historię regionalną, przez którą niejeden raz przewinęła się również ta wielka historia. Wydawało się, że dzieje naszej ojczyzny wiążą się przede wszystkim z Krakowem, Warszawą, Gnieznem, a tymczasem swoją historię mają także małe ośrodki, wioski; mniejszą lub większą, ale mają.

    Pierwsze artykuły Waldemara Prarata ukazały się pod koniec 1999 r. na łamach „Tygodnika Nadwiślańskiego”. W 2001 r. wyszła zaś w Wydawnictwie Diecezjalnym nieduża książeczka „Wrzawy: szkice z dziejów wsi”. Koszty druku pokrył z własnych pieniędzy. – Spotkała się ona z zainteresowaniem i uwierzyłem, że nie tylko można coś takiego robić, ale że również warto. Publikacji regionalnych było wówczas niewiele, regionalistyka po zastoju powojennym i okresie PRL-u zaczynała się dopiero odradzać – opowiada pan Waldemar. Wkrótce zaczęły ukazywać się kolejne prace, w których nie skupiał się już tylko na rodzinnych Wrzawach, ale obejmował coraz większy obszar, np. tereny położone w widłach Wisły i Sanu. Pasja pana Waldemara, niestety, wymaga przeważnie własnych nakładów, jednak nie zawsze. – W przypadku książki „Parafia Wrzawy. Zarys dziejów” wydanie było możliwe dzięki wsparciu naszego krajana Adama Łabudy, który przeznaczył na ten cel znaczne pieniądze – podkreśla Waldemar Prarat. – Rzadki to dzisiaj przypadek, bo z reguły lokalni sponsorzy jeśli już, to inwestują w bardziej spektakularne przedsięwzięcia niż publikacje historyczne. Mogłem również liczyć na wsparcie starostwa tarnobrzeskiego, czasami samorządu gminnego, które zazwyczaj nie odmawiają pomocy i chociaż pieniądze nie są może oszałamiające, to pozwalają pokryć koszty druku. Wiadomo, że nie są to wydawnictwa komercyjne, bo przekazuje się je do bibliotek i osób zainteresowanych, stąd też nie można liczyć na zwrot jakikolwiek kosztów. Dlatego tak cenna jest pomoc.

    Waldemar Prarat do dzisiaj ma na swoim koncie kilkanaście publikacji z zakresu historii i regionalistyki. Jego wkład w popularyzowanie dziejów małej ojczyzny doceniła niedawno kapituła nagrody im. Michała Marczaka. Pan Waldemar został pierwszą osobą uhonorowaną tą nagrodą. – Cieszy to tym bardziej. Ale stawia również wyższe wymagania, przynajmniej ja to tak odbieram – twierdzi. Spłacania długu pan Waldemar nie sprowadza tylko do wydawania kolejnych publikacji. Niejednokrotnie zabiegał o upamiętnienie osób zasłużonych dla lokalnej społeczności, a także ważnych dla niej wydarzeń. Stąd inicjatywy ufundowania płyt pamiątkowych wrzawian poległych w I i II wojnie światowej, Kaliksta Horocha, dawnego właściciela Wrzaw i ich dobroczyńcy, a także ustawienia głazu przypominającego nieistniejący budynek szkoły powszechnej, który został zburzony w 2006 r., oraz wnioskowanie o nadanie placowi imienia Wincentego Siemka, pierwszego i długoletniego dyrektora tej szkoły. Włączył się również w starania o powołanie Stowarzyszenia Producentów Fasoli Tycznej „Piękny Jaś” we Wrzawach. O czym będzie kolejna książka? – Fascynuje mnie Kraków, gdyż tam jest jeszcze wiele nieodkrytych materiałów z moich stron. Ostatnio ogromnie ucieszyły mnie znaleziska w Muzeum Archeologicznym, które podały myśl na nowy temat pracy – mówi pan Waldemar.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół