• facebook
  • rss
  • Winna lwowska „Trylogia”

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 47/2014

    dodane 20.11.2014 00:00

    Ludzie. Na rynku księgarskim ukazał się „Słownik Legionistów Tarnobrzeskich” Bogusława Szwedy. To już 10. książka w jego dorobku, nie licząc licznych artykułów zamieszczanych w czasopismach naukowych oraz prasie.

    Trudno mi dokładnie określić powody, które pchnęły moje zainteresowania na drogę historii, szczególnie biografistyki – mówi Bogusław Szwedo. – Zwłaszcza, że w młodości miałem umysł ścisły, fascynowała mnie matematyka i stąd wybór studiów technicznych. Ale nie mogę powiedzieć, abym był ahumanistyczny, bo historia mnie interesowała. Startowałem jako uczeń w olimpiadach historycznych oraz wiedzy i świecie współczesnym.

    Lekcje u docenta

    Ziarenko zainteresowania przeszłością Polski zasiał w małym Bogusiu jego tata. Ponieważ nie umiał opowiadać bajek, wolał czytać jemu i bratu „Trylogię” Henryka Sienkiewicza. A książka była niezwykła, pochodziła bowiem z XIX-wiecznego lwowskiego wydania Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Na początku lat 50. XX w. w niżańskim gimnazjum, do którego uczęszczał tata pana Bogusława, w szkolnej bibliotece przeprowadzono ubytkowanie księgozbioru i wśród książek przeznaczonych na spalenie znalazła się lwowska „Trylogia”.

    – Uczniom kazano zanieść tomy do kotłowni i tam je spalić – opowiada Bogusław Szwedo. – Przypuszczam, że powodem niszczenia książek było miejsce ich wydania. W latach 50. temat Lwowa i Kresów był bardzo niewygodny. Mój tata zamiast palić, codziennie przynosił do domu po jednej książce schowanej za pazuchą. I tak dzięki niemu, jeszcze zanim nauczyłem się czytać i pisać, znałem już przygody Sienkiewiczowskich bohaterów oraz dzieje Polski drugiej połowy XVII wieku.

    Egzemplarze te jak relikwie pan Bogusław przechowuje w swojej bibliotece do dzisiaj.

    Kontaktu z historią nie stracił także podczas studiów politechnicznych w Rzeszowie. W okresie karnawału wolności w 1980 i 1981 roku. zaangażował się w działalność „Solidarności”. – Byłem dziennikarzem rzeszowskich wydawnictw solidarnościowych – wyjaśnia Bogusław Szwedo. – Mam do dzisiaj zachowaną legitymację, której ważność o nieco ponad dwa tygodnie skrócili panowie Jaruzelski i Kiszczak, wprowadzając stan wojenny. To tak na marginesie. Jan Musiał, redaktor naczelny biuletynów wydawanych przez rzeszowską „Solidarność”, wcześniej zaś dziennikarz „Nowin”, uczył mnie jako studenta różnych rzeczy. Wysłał mnie nawet na indywidualne lekcje historii do doc. Franciszka Kotuli, postaci niezwykle cenionej i znanej w Rzeszowie. Wówczas już leciwego, ponad 80-letniego pana.

    Po ukończeniu studiów pan Bogusław powrócił do Tarnobrzega, gdzie podjął pracę nauczyciela w Zespole Szkół Górniczych. Tu zetknął się z Tadeuszem Zychem, uczącym historii, który po upadku komunizmu w Polsce wyszedł z inicjatywą założenia Towarzystwa Historycznego i wydawania „Tarnobrzeskich Zeszytów Historycznych”. Ponieważ Bogusław Szwedo uczył informatyki i miał do dyspozycji komputery zakupione dla szkoły przez „Siarkopol”, wykorzystywał je do składania periodyku. – 12 pierwszych zeszytów wyszło spod mojej ręki – mówi pan Bogusław. – Łamałem, składałem i redagowałem. Czytałem każdy artykuł, by wyłapać jakieś literówki, ewentualne błędy.

    Jeden z zeszytów dotyczący Tadeusza Gajdy ps. Tarzan był jego autorskim. Od pewnego czasu interesowała go postać żołnierza oddziału „Ojca Jana”. Materiały na jego temat, zbierane przez kilka miesięcy, pozwoliły zapełnić cały numer.

    Pierwszy biogram

    Na niwę biografistyki, jak sam mówi, trafił trochę przez przypadek. – Śp. doktor Zbigniew Milarski na początku lat 90. wyszedł z inicjatywą ufundowania tablicy upamiętniającej Gracjana Fróga, dowódcę 3. Wileńskiej Brygady AK i innych tarnobrzeskich żołnierzy odznaczonych orderem Virtuti Militari – wspomina Bogusław Szwedo. – Znaliśmy ich wówczas zaledwie kilkunastu, potem okazało się, że jest ich kilkudziesięciu. Nie wiem dlaczego z prośbą o pomoc w opracowaniu ich biogramów zwrócił się akurat do mnie. Jeździłem wówczas dość często do Warszawy z racji prowadzenia różnych spraw związanych z radiem „Leliwa”, którego jestem założycielem. Wówczas po raz pierwszy przestąpiłem próg Centralnego Archiwum Wojskowego i na dobre tam wsiąkłem. Niebawem minie 20 lat od dnia, kiedy zjawiłem się tam po raz pierwszy.

    Biogramy Gracjana Fróga i innych tarnobrzeskich kawalerów Virtuti Militari zaczęły sukcesywnie ukazywać się na łamach „Tygodnika Nadwiślańskiego”, by niebawem stać się podstawą do wydania jednej z pierwszych książek „Kawalerowie Virtuti Militari ziemi tarnobrzeskiej”. Następnie ukazały się opracowania dotyczące osób odznaczonych tym orderem, związanych z rejonami niżańskim i sandomierskim. Tarnobrzeski biograf zaczął się specjalizować w badaniu życiorysów kawalerów Virtuti Militari. Zmarły w ubiegłym roku prof. Cezary Chlebowski, autor publikacji na temat Polskiego Państwa Podziemnego, określił go mianem najlepszego znawcy tego zagadnienia.

    Tkanie życiorysów

    Zgromadzenie wszystkich dostępnych materiałów na temat jednej osoby niekiedy zajmuje parę miesięcy, a bywa i lat. – Nie muszę się spieszyć, nikt mnie nie pogania, dlatego codziennie dwie lub trzy godziny poświęcam na przeszukiwanie zdigitalizowanych publikacji, prasy, archiwaliów – mówi pan Bogusław. – Jak natrafię na interesującą mnie informację, dopisuję ją do powstającego biogramu i tak powoli tkam życiorys kolejnej osoby. Często gromadzenie danych o konkretnej postaci rodzi drugą biografię. Teraz, w dobie cyfryzacji i internetu, zbieranie materiału jest nieporównywalnie łatwiejsze. Nie mówiąc o tym, że często nie muszę opuszczać domowych pieleszy, bo wystarczy łącze i komputer. Za to początki przypominały prawdziwą orkę, w czasie której przydarzały mi się zabawne historie, wpadki.

    Szykując się do jednej z pierwszych wizyt w Centralnym Archiwum Wojskowym, pan Bogusław pożyczył od brata ręczny skaner. Szczęśliwy, że będzie mógł sobie zeskanować część materiałów, co zdecydowanie przyspieszy mu pracę, wkroczył do archiwum i przystąpił do działania. Kiedy wyciągnął mały skaner, podeszła do niego archiwistka obsługująca czytelnię i z ogromnym zdziwieniem i zaskoczeniem zapytała, co to jest. Pan Bogusław zaś z rozbrajającą szczerością odrzekł, że skaner ręczny. Pracownica CAW szybko pozbawiła go wszelkich złudzeń co do możliwości wykorzystania urządzenia. I nie pozostało nic innego, jak żmudne i czasochłonne przepisywanie otrzymanych akt do zeszytu.

    – Dzisiaj, po ponad 20 latach korzystania z zasobów archiwalnych, czuję się w tych instytucjach jak w domu, zwłaszcza zaś w Centralnym Archiwum Wojskowym, gdzie traktowany jestem jak domownik – stwierdza Bogusław Szwedo. – Poza tym mój dorobek i ranga publikacji stawia mnie na innym poziomie. Należy dodać, że pracę ułatwiają mi również kontakty i przyjaźnie związane w ciągu ostatnich 20 lat. Dzięki nim mam w swoich zbiorach wręcz unikatowe opracowania. Jednym z nich jest dzieło prof. Zdzisława Wesołowskiego, mieszkającego w Anglii, który wydał zestawienie wszystkich osób odznaczonych orderem Virtuti Militari. Książka ukazała się w nakładzie zaledwie 50 egzemplarzy, w tym jeden jest w mojej bibliotece.

    Kiedy tarnobrzeski badacz dowiedział się o niej, wysłał do prof. Wesołowskiego prośbę o możliwość jej zakupienia. Do listu dołączył kilka swoich książek, które tak spodobały się profesorowi, że swoją pracę darował panu Bogusławowi za darmo. A publikacja nie była tania, kosztowała 100 dolarów.

    – Wiele osób zwraca się do mnie z prośbą o sprawdzenie w niej danych jakiejś osoby – mówi Szwedo. – To dzięki tej książce w dużej mierze udało mu się wyłuskać np. wszystkich kapłanów uhonorowanych Virtuti Militari. Przez pół roku każdego dnia wertowałem po 10 stron w poszukiwaniu kapelanów. Więcej nie było możliwe, bo są to kolumny spisane małym drukiem. W sumie 26 tys. nazwisk.

    Obecnie pan Bogusław ma w swoich zasobach tysiąc teczek z całkowicie lub jeszcze nie w pełni zgromadzonym materiałem, który czeka na publikację. – Mam takie marzenie, o ile Pan Bóg mi na to pozwoli, by wydać w sumie 10 tomów „Tarnobrzeskiego Słownika Biograficznego”. Po jednym na rok. Zdaję sobie sprawę, że każdego roku przybywają kolejne nazwiska, które powinny się w nim znaleźć. Bo warunkiem koniecznym, by biogram danej osoby znalazł się w mojej publikacji, jest jej przejście do wieczności. Dlatego znajomym żartobliwie życzę, by jak najdłużej nie trafiali na karty moich książek.

    Bogusław Szwedo oprócz opracowywania biogramów do swych kolejnych publikacji przygotowuje również życiorysy do „Polskiego Słownika Biograficznego”, „Małopolskiego Słownika Biograficznego”, „Harcerskiego Słownika Biograficznego”, a także do dwutygodnika Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego „Nasza Służba”. – Jest to swoiste wyzwanie, bo co dwa tygodnie muszę przesłać materiał na pół kolumny – stwierdza pan Bogusław – do stałej rubryki „Niebanalne życiorysy”.

    W ubiegłym roku na rynek księgarski trafiły trzy opracowania autorstwa tarnobrzeżanina – „Powstańcy styczniowi odznaczeni Orderem Wojennym Virtuti Militari”, „Tarnobrzeski Słownik Katyński” oraz pierwszy tom „Tarnobrzeskiego Słownika Biograficznego”.

    Bogusław Szwedo obok uprawiania swojej pasji pracuje, udziela się społecznie. Od 22 lat szefuje regionalnemu radiu „Leliwa”. W swojej bogatej biografii pełnił funkcję prezesa TVP oraz zasiadał w Radzie Nadzorczej tej instytucji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół