• facebook
  • rss
  • Spoczęli w naszej ziemi

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 46/2014

    dodane 13.11.2014 00:00

    Ziemia Sandomierska była pierwszym sprawdzianem bojowym dla Legionów Polskich. Na tym szlaku komendant Piłsudski wręczył pierwsze nominacje oficerskie.

    Sto lat temu, gdy wybuchła wojna między mocarstwami, które zawłaszczyły nasze ziemie, pojawiła się nadzieja na powrót do niepodległej i wolnej ojczyzny. Powstałe w Krakowie z ochotników, działających w Galicji, Polskich Drużyn Strzeleckich i Związku Strzeleckiego Legiony Polskie już w połowie sierpnia 1914 roku wkroczyły do Kielc. Mimo że jeszcze w szeregach armii austriackiej, jednak już identyfikowane jako polskie wojsko, zaczęły bój o wolność. Ich pierwszy szlak bojowy prowadził dokładanie po ziemi sandomierskiej, gdzie nie tylko zdobywali pierwsze doświadczenia bojowe, ale także otrzymali pierwsze nominacje od komendanta i tutaj żegnali pierwszych poległych kolegów.

    Piechurzy i ułani

    – Jak wiemy, Pierwsza Kompania Kadrowa już 12 sierpnia 1914 roku wkroczyła do Kielc i mimo zwycięskiej potyczki z Rosjanami musiała się wycofać ze względów taktycznych. Nie trwało to długo, bo już 22 sierpnia legioniści wkroczyli na nowo do miasta, pozostając na dłużej. Dzięki temu w szeregi tworzącego się wojska mogli wstępować napływający ochotnicy. Z tym pobytem związany jest epizod złożenia przysięgi wojskowej, jeszcze na wierność Austrii, gdyż taki był warunek tworzenia legionów jako autonomicznej grupy wojska pod komendą Piłsudskiego, ale jednak w ramach armii austriackiej – wyjaśnia Marek Lis, historyk.

    W tym czasie legiony liczyły już niemal 3 tys. żołnierzy. Józef Piłsudski zdawał sobie doskonale sprawę z niedostatecznego wyszkolenia i wyposażenia swojego wojska, dlatego postępował bardzo zachowawczo i nie narażał oddziałów na niepotrzebne starcia z wrogiem. Wraz z rozpoczęciem operacji warszawsko-dęblińskiej legiony były włączone już w działania frontowe, ale stanowiły swego rodzaju linię zabezpieczającą wojska austriackie. – W pierwszych dniach października oddziały legionowe przemierzały najbliższe okolice. Marsz odbywał się na linii: Sulisławice, Byszów, Klimontów, Lipnik i Pielaszów. Zachowały się wspomnienia Melanii Gorajowej o pobycie legionistów w jej domu na kwaterze, gdzie jeszcze żył dziadek, dawny powstaniec. To bardzo wzruszające wspomnienia – dodaje M. Lis.

    Obok oddziałów piechoty w naszym rejonie działali także z dużym powodzeniem ułani Władysława Prażmowskiego „Bieliny”. Wykonywali oni już samodzielne zadania przed frontem posuwających się naprzód oddziałów. Stoczyli zwycięską potyczkę ze szwadronem kawalerii rosyjskiej w Ruszczy oraz walczyli w Koprzywnicy. Warto dodać, że z podsandomierskich Rożek pochodziła żona „Bieliny”. 6 października przed rodzinnym dworkiem, gdzie na ganku stał „Bielina” z żoną i synkiem, ułani urządzili małą defiladę. Po krótkim postoju dołączyli do stacjonującego w Jakubowicach 1. Pułku Piechoty. – Nastroje wśród żołnierzy były na ogół optymistyczne, choć ciągłe marsze nużyły szczególnie młodych rekrutów. Dostrzegano wyraźnie, że w Królestwie nie przywitano ich tak, jak na to liczyli. Zdarzały się także przypadki niechęci – podkreśla Marek Lis.

    Oficerskie szlify

    To właśnie w Jakubowicach 9 października 1914 roku komendant Józef Piłsudski wydał rozkaz nadający swoim podkomendnym stopnie oficerskie. – Przyjmuje się, że był to pierwszy od czasów powstania styczniowego polski akt nominacyjny w regularnym wojsku polskim. Do tej pory legioniści mieli dowódców określanych „kompanijny” czy „batalionowy”, nie nazywano ich tradycyjnymi stopniami oficerskimi. Od chwili nominacji żołnierzami dowodzili porucznicy czy kapitanowie, rósł więc szacunek podległego do dowódcy. Te stopnie miały być nagrodą i wyrazem uznania dla wyróżniających się dowódców. Miało to także znaczenie dla tworzenia kadr przyszłego Wojska Polskiego – wyjaśnia historyk.

    Rozkaz nominacyjny z 9 października wymieniał 137 nazwisk wraz z otrzymanymi stopniami i podziałem na poszczególne oddziały. Wśród nich było 11 legionistów ze sztabu, 10 z kawalerii, po czterech z oddziałów technicznych i pomocniczego oraz 108 z batalionów piechoty. – Ważną decyzją, jaką podjął Piłsudski w Jakubowicach, było wysłanie do Warszawy swojego współpracownika ppor. Tadeusza Żulińskiego, żeby pomógł w tworzeniu Polskiej Organizacji Wojskowej, która działała propagandowo na tyłach wroga, zaś później w 1918 r. pomagała przejmować od uciekających zaborców władzę – podkreśla Marek Lis.

    Z Jakubowic legioniści wyruszyli w kierunku Dęblina, wzięli udział w bitwie pod Laskami, ponosząc tam spore straty. Wraz z całą armią nastąpił odwrót do Galicji. – Kolejny epizod legionowy w naszych rejonach związany jest z walkami w maju 1915 roku na linii frontu na rzece Nidzie i pod Opatowem, gdzie liczne już oddziały legionowe obstawiały samodzielnie odcinki frontu. Z tymi walkami związane są bitwy pod Konarami czy pod Żernikami. Były to bardzo intensywnie toczone działania, w których zginęło kilku znaczących legionistów i których groby znajdują się na naszej ziemi – wyjaśnia historyk. Kolejnym ważnym miejscem legionowej legendy jest zdobycie „reduty tarłowskiej”, która stała się niejako oknem na przeprawę przez Wisłę i dalszy wojenny marsz. – Niewątpliwie powstanie Legionów, ich przemarsz i działania wyzwoleńcze sprawiły, że w prowadzonej wojnie Polacy zobaczyli nadzieję na powrót do niepodległości i odzyskanie wolnego kraju – podsumowuje Marek Lis.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół