• facebook
  • rss
  • Historia nie tylko miodem płynąca

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 43/2014

    dodane 23.10.2014 00:00

    Mury benedyktyńskiego klasztoru od czterech wieków wpisane są w panoramę Sandomierza. Mimo że o mniszkach mało kto już pamięta, duch benedyktyński nie umarł.

    Ponad 300-letnia historia klasztoru panien benedyktynek w Sandomierzu dostarcza wielu fascynujących anegdot, ale i intrygujących opowieści o niejednym nie do końca wyjaśnionym wydarzeniu...

    Panny z posagami

    Sprowadzenie w 1615 r. benedyktynek do miasta wiąże się z fundacją Elżbiety z Gostomskich Sieniawskiej, która przekazała zakonnicom działkę pod budowę klasztoru oraz dobra ziemskie tzw. klucza górskiego, który obejmował okoliczne majątki. Początki nie były sprzyjające dla mniszek, bo już w 1623 r. pożar strawił drewniany klasztor, a zakonnice musiały przenieść się do pobliskich Kichar. Przez kilkanaście lat podnoszono budynki z pogorzeliska, stawiając monumentalny konwent oraz barokowy kościół, gdzie przez blisko trzy wieki mieszkało, modliło się i pracowało 296 zakonnic, nad którymi pieczę sprawowało 19 ksieni, czyli zakonnych przełożonych. Klasztor sandomierski był bogatą fundacją. Wstępowały tutaj panny z wysokimi posagami wywodzące się z rodzin senatorskich i szlacheckich, było także kilka mieszczanek, jednak żadnej pochodzenia chłopskiego. Mimo że mniszki zobowiązane były do życia w klauzurze, czyli odosobnieniu od świata, zapisały się w historii Sandomierza działalnością edukacyjną. Siostry prowadziły szkołę dla dziewcząt pochodzących z miasta i okolicy, jak również kształciły panny przebywające tutaj na pensji a pochodzące z odległych stron kraju. Przy klasztorze powstały także: cenna i bogata w woluminy biblioteka zakonna oraz ośrodek muzyczny. Chór zakonny i zespół muzyczny uświetniał ceremonie liturgiczne w przyklasztornym kościele, do którego schodzili się mieszkańcy miasta. W klasztornej kronice można znaleźć zarządzenia ksieni na takie nabożeństwa, jak za „szczęśliwą elekcję przyszłego króla” po wyborze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego czy po uchwaleniu konstytucji w 1791 r.

    Droga do seminarium

    Jedna z licznych anegdot opowiada o... chorobie jednej z przełożonych. Zmożona dolegliwościami ksieni mimo troski innych sióstr słabła z dnia na dzień. Chcąc wzmocnić nadwerężone chorobą siły przełożonej, siostry przygotowały jej mleko z miodem z dodatkiem dobrego węgrzyna. Ksieni, posmakowawszy leczniczego napoju, miała powiedzieć do kurujących ją sióstr: „Nawet gdybym umarła, krowy dającej tak smaczne mleko nie sprzedawajcie”. W latach największej świetności mieszkało w murach klasztornych blisko pięćdziesiąt mniszek. Konwent dzielił także smutne losy związane z historią miasta i ojczyzny. W 1809 r. podczas walk polsko-austriackich o Sandomierz budynki klasztorne bardzo ucierpiały i wymagały gruntownych remontów. Restrykcje wobec zakonnic rozpoczęły się także po upadku powstania styczniowego. Klasztor musiał zapłacić kontrybucję w wysokości 840 złotych polskich, odebrano im okoliczne folwarki oraz zajęto szkołę dla dziewcząt. Sandomierskie benedyktynki objął również carski zakaz przyjmowania do zakonu nowych panien, co groziło zamknięciem klasztoru. Starsze zakonnice umierały, więc liczba sandomierskich mniszek malała. Gdy zeszła poniżej ośmiu, rząd carski postanowił zamknąć sandomierski konwent. Po niedługim czasie sandomierzanie mogli oglądać bardzo smutny obrazek, jak garść benedyktynek opuszczała klasztor, by w towarzystwie długoletniego spowiednika ks. Wawrzyńca Szubartowicza wyjechać do klasztoru w Łomży. Poklasztorne budynki przekazano diecezji, a bp Stefan Zwierowicz przeniósł tu seminarium duchowne. Dziś po dawnych klasztornych korytarzach wędrują klerycy na sale wykładowe i do kaplicy, która znajduje się w niegdysiejszym klasztornym refektarzu, mijając dawne wejścia do cel, nad którymi znajdują się napisy z duchowymi sentencjami. Mimo zmian nadal w tych murach panuje duch benedyktyński. Może niekoniecznie za sprawą pojawiającej się (zdaniem niektórych) od czasu do czasu zjawy, lecz wymodlony przez trzywiekowy pobyt panien benedyktynek.

    Pytanie 2.:

    W którym roku benedyktynki opuściły sandomierski klasztor?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół