• facebook
  • rss
  • Z muszlą w plecaku

    dodane 16.10.2014 00:00

    – Czytałam, że nad camino latają anioły z mopami, szczotkami i czyszczą dusze. I to jest prawda. Przez pierwsze dni wszystkie złe myśli wylatują z głowy, a przez następne jest spokój ducha i radość życia – mówi Małgorzata Wolak, która przeszła prawie 350 km szlakiem św. Jakuba.

    Pierwszy w rodzinie, rok temu, szlak przetarł syn Jakub, który wybrał się na camino zaraz po maturze. O drodze św. Jakuba dowiedział się w Hiszpanii, będąc tam na spotkaniu młodych. Po powrocie, a przeszedł 800 km, szczegółowo opowiedział rodzicom o przebytej trasie, pokazał zdjęcia. Mama Małgorzata była pod ogromnym wrażeniem i zamiast „zazdrościć” synowi, postanowiła sama spróbować sił.

    Przygotowania do wyprawy trwały cały rok. Pani Małgorzata przede wszystkim zapisała się na kurs języka angielskiego. Potem znalazła stronę internetową www.caminodesantiago.pl, dokładnie opisującą nie tylko poszczególne trasy słynnej drogi, ale także informującą, co należy ze sobą zabrać. Wybrała camino primitivo, jedną z krótszych, ale trudniejszych tras. Liczy około 350 km i zaczyna się w Oviedo. Tam dotarła autobusem z Madrytu. Zabrała ze sobą tylko najbardziej potrzebne rzeczy – śpiwór, plecak, który powinien ważyć maks. 10 proc. wagi pielgrzyma, i wygodne obuwie (byle nie nowe). – Najtrudniej było mi właśnie z plecakiem, najbardziej bolały plecy – wspomina pani Małgorzata. Żywności brać nie trzeba, bo szlak jest bardzo dobrze przygotowany pod potrzeby pielgrzymów. – Trasę rozpoczęłam w Oviedo, w katedrze. Jeszcze w Madrycie dostałam paszport pielgrzyma, w którym po drodze zbierałam podpisy i pieczątki. Zatrzymywałam się w albergach – schroniskach dla pielgrzymów. Opłata za nocleg to „co łaska” lub 6 euro. Jest czysto, aczkolwiek prymitywnie. Śpi się na piętrowych łóżkach. W zasadzie wszędzie jest ciepła woda – wspomina. – Średnio pokonywałam do 30 km dziennie; najmniej 15, a najwięcej aż 45. Cały czas idzie się przez góry, w tym przez najpiękniejszy odcinek na trasie – szlak Starych Szpitali na wysokości 1,2 tys. m n.p.m. z cudownymi widokami – mijając po drodze małe osady lub miejscowości, gdzie można zrobić zakupy. Generalnie idzie się samemu. Pielgrzymi spotykają się w kolejnych albergach (niektóre są w klasztorach). W schroniskach jest czas na rozmowy, wspólne kolacje, zwiedzanie okolicy – z przejęciem opowiada pani Małgorzata. Hiszpanie są bardzo serdeczni dla pielgrzymów. Częstują ich, czym się da. – Ja dostałam banana, a moja koleżanka Iza surowe jajko – ze śmiechem wspomina pani Małgorzata. Na swojej trasie pani Małgorzata nie spotkała żadnego Polaka, za to Słowaków, Niemców, Duńczyków, Serbów, Francuzów i Włochów. Wszyscy, osoby w różnym wieku, bardzo przyjaźnie nastawieni i otwarci. Aby zaliczyć szlak, trzeba przejść przynajmniej 100 km lub przejechać rowerem 200. Pani Małgorzata przeszła 350 km. Zajęło jej to 2 tygodnie. Na miejscu otrzymała stosowny certyfikat po łacinie. – W samej katedrze w Santiago byłam zaskoczona, gdyż sądziłam, że będzie pełna, jak nasza Częstochowa, tymczasem modliłam się przy trumnie św. Jakuba sama przez pół godziny – mówi pani Małgorzata. Dodatkowo pokonała jeszcze 120 km do przylądka Finisterre nad Oceanem Atlantyckim. Ponoć trzeba tam być, zebrać muszelki, wykąpać się w morzu i zobaczyć zachód słońca. Małgorzata Wolak już myśli o kolejnych wyzwaniach, czyli szlakach św. Franciszka do Rzymu i jerozolimskim.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół