• facebook
  • rss
  • Żołnierz z kokardą

    dodane 04.09.2014 00:00

    Szczątki czterech wojów carskiej armii odkryli w Zdziarach archeolodzy z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Leżały one w polnej wydmie w zachodniej części wsi.

    Pochowanych żołnierzy może być więcej, bo, jak opowiada 98-letnia mieszkanka Zdziar Maria Sobiło, były tam kiedyś dwie mogiły z krzyżem. – Znad Sanu zwożono pełne latry [wozy do wywożenia nieczystości – red.] nieboszczyków ułożonych jak śledzie – mówi pani Maria. Na czaszkach ofiar widać ślady po kulach, co może świadczyć, że polegli padli od strzałów snajperskich, co było codziennością podczas walk okopowych nad Sanem.


    W czerwcu i lipcu 1915 r. żołnierze armii carskiej i austriackiej starli się w krwawym boju na obszarze dzisiejszej gminy Jarocin. I to prawdopodobnie ofiary tych walk kryje mogiła odkryta przez archeologów UR.
Badaniom, które sfinansowała gmina, kierował Dominik Kurek. – Skąd wiemy, że to żołnierze carscy? Świadczyć o tym może fragment czapki z daszkiem, tzw. furażki z kokardą charakterystyczną dla szeregowych żołnierzy tej armii. Oficerowie zazwyczaj mieli groby indywidualne. Należy zauważyć, że żołnierze rosyjscy w przeciwieństwie do austriackich nie mieli nieśmiertelników – tłumaczy Jacek Siembida, nauczyciel historii w Zespole Szkół w Jarocinie.
Mogiły z czasów I wojny światowej w gminie Jarocin znajdują się jeszcze w Spokojnej-Podborku, Domostawie, Pęku, w którym pochowano 18 żołnierzy austriackich w sierpniu 1915 r. (znajdował się tam również szpital polowy) i Hucie Krzeszowskiej. Być może, ale wymaga to dokładnego zbadania, do jednej z potyczek w tej wojnie doszło pod Zdziarami 20 i 21 lipca 1915 roku. Miały tam walczyć wojska rosyjskie z austriackim Korpusem Kawalerii Heydebreck z 1. Armii.
Cofająca się armia rosyjska pozostawiała po sobie teren ogołocony z wszelkich zapasów i ludności zdolnej do pracy. Wynikało to z odezwy wydanej w czerwcu 1915 r., która mówiła, że: „Cała ludność męska z miejscowości zagrożonych zajęciem przez wroga powinna bezwarunkowo uchodzić w ślad za cofającymi się wojskami rosyjskimi, aby nie dopełniono nią szeregów armii nieprzyjacielskiej”. Dotyczyło to głównie mężczyzn w wieku od 15. do 50. roku życia. Jarocińscy gospodarze chowali się zatem w leśnych szałasach i ziemiankach, aby nie być pojmanymi przez Kozaków, którzy byli odpowiedzialni za realizację tego rozkazu. Powiat niżański, w którym leży gmina Jarocin, należał do najbardziej zniszczonych po przejściu wojennej nawałnicy. Szacuje się, że spalono tu ponad 17 tys. zabudowań chłopskich, zarekwirowano 3 tys. koni, ponad 4 tys. sztuk bydła i prawie 11 tys. trzody chlewnej. Sam Jarocin, poza Zdziarami i Domostawą, zapewne nie był bardzo zniszczony, gdyż większe działania wojenne tutaj się nie toczyły. Był to obszar zaplecza frontowego. Niemniej jarociński dwór i chłopskie zapasy zostały zapewne ogołocone przez wojska rosyjskie. Głód powodował, że szerzyły się rozboje i nocne kradzieże oraz panowała drożyzna. Na domiar złego wybuchły wówczas epidemie czerwonki i tyfusu.
Więcej o ciekawej historii gminy Jarocin od czasów zaprzeszłych aż po dziś, w tym o historii miejscowej świątyni, będzie można wyczytać w obszernej monografii, którą Jacek Siembida chce wydać w 2016 r., czyli w stulecie poświęcenia kościoła w Jarocinie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • wojownik
      05.09.2014 22:47
      Wojowie byli we wczesnym średniowieczu, a to byli żołnierze.
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół