• facebook
  • rss
  • Fort Sandomierz

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 33/2014

    dodane 14.08.2014 00:00

    Historia. 100 lat temu na początku sierpnia region dotknęły pierwsze wojenne działania Wielkiej Wojny. Strategicznie położone miasto kilkakrotnie stawało się miejscem zaciekłych walk i przechodziło z rąk do rąk walczących armii.

    Mało kto myślał, że zamach na arcyksięcia Ferdynanda w dalekim Sarajewie będzie miał swoje skutki także na odległym pograniczu wielkiego cesarstwa austriackiego i rosyjskiego caratu. A jednak już na początku sierpnia w okolicy Sandomierza zaczęły się pierwsze walki. Potem losy miasta zmieniały się wraz z przemieszczającym się tutaj kilkakrotnie frontem – opowiada Marek Lis, historyk ostrowiecki.

    Cisza przed burzą

    Podział Polski pomiędzy zaborców sprawił, że Sandomierz znalazł się na samej granicy między zaborami austriackim i rosyjskim. Była to daleka prowincja dla zaborczych rządów, którym chodziło jedynie o względny spokój, żeby nie trzeba było obsadzać granic dodatkowymi jednostkami wojskowymi. – Przed wybuchem Wielkiej Wojny sytuacja w całej okolicy była bardzo spokojna, na co wskazuje fakt, że w mieście stacjonowała tylko Brygada Straży Granicznej z Rosyjskich Jednostek Pogranicza. Były to służby mundurowe i zmilitaryzowane, ale nie podlegające Rosyjskiemu Ministerstwu Wojny, lecz finansów – tłumaczy M. Lis. Pogranicznicy, którzy mieli wzdłuż Wisły jeszcze kilka posterunków, m.in. w Łukowcu czy Zawichoście, mieli za zadanie kontrolować przepływ ludności przez granicę i zajmowali się cłem. Zabory podzieliły na dziesięciolecia nie tylko terytorium kraju, ale także rodziny. Zdarzało się, że krewni mieszkający w dwu sąsiadujących wioskach przynależeli do dwóch różnych państw. Miało to mieć konsekwencje w nadchodzącej wojnie. – W Galicji rząd pozwalał na wiele, jeśli chodzi o utrzymanie polskości. Swobodnie mogły działać Drużyny Strzeleckie, nie było obostrzeń co do używania języka polskiego. Odmiennie przedstawiała się sytuacja w zaborze rosyjskim, gdzie działalność wolnościowa była w głębokiej konspiracji – dodaje M. Lis.

    Z rąk do rąk

    Wypowiedzenie wojny między Austrią i Rosją w 1914 r. oraz późniejsze dołączenie się Niemiec zaskutkowało rozpoczęciem działań wojskowych w pasie przygranicznym. – Mówiąc o I wojnie światowej, trzeba rozdzielić działania wojenne, czyli przemarsze wojsk, budowanie umocnień itp., oraz konkretne bitwy. Sandomierszczyzna była głównie świadkiem działań wojennych. Przez cały region przetaczały się tabuny wojsk jednej i drugiej strony konfliktu. Broniono miast i zdobywano je. Tak samo było z mostami wiślanymi czy strefami umocnień wojskowych. Bitew stoczono tylko kilka, jednak miały one duże znaczenie nie tylko lokalne, ale ogólnofrontowe – wyjaśnia historyk. Już po kilkunastu dniach od wybuchu wojny pozostający pod zaborem rosyjskim Sandomierz został przejęty przez nadciągające od Krakowa przez Staszów wojska austriackie. – Austriacy dysponowali grupą operacyjną, która nie napotykając większego oporu, szła w ofensywie. W tym czasie w rejony Sandomierza Rosjanie ściągnęli najpierw kilka dywizji kawalerii, a potem 72. Tulski Pułk Piechoty. Jednak przewaga wroga zmusiła ich do odwrotu aż po rejon Tarłowa. To właśnie tam pod koniec sierpnia stoczono trzy potyczki, nazywane ogólnie bitwą pod Tarłowem. Pierwszą wygrali Rosjanie, kolejna zakończyła się zwycięstwem Austriaków, trzecia szalę zwycięstwa znów przechyliła na stronę Rosjan – relacjonuje pan Marek. Te działania dość mocno nadwyrężyły zdolności wojenne walczących jednostek. Mimo wyczerpania Rosjanie rozpoczęli kontruderzenie, zmuszając wroga do odwrotu. – Tymczasem Austriacy dość mocno ufortyfikowali Sandomierz, który miał stać się obronnym bastionem – podkreśla. Bitwa o miasto trwała kilka dni. Od 8 do 14 września poszczególne części miasta przechodziły z rąk do rąk. Szczególnie zaciekłe walki toczone były w okolicach kościoła św. Pawła, który dość znacznie ucierpiał podczas ostrzałów artyleryjskich. – Pobliski cmentarz niejeden raz był dosłownie pomiędzy dwoma barykadami walczących. Mimo zwycięstwa Austriacy zmuszeni byli do odwrotu, bo złamano opór na innych odcinkach frontu. Miasto znów wróciło w ręce Rosjan, ale, jak się okazało, tylko na chwilę – opowiada pan Marek. Jak można wyczytać w zachowanych dokumentach, bitwa w Sandomierzu była walką bratobójczą. W szeregach 72. Tulskiego Pułku Piechoty byli rezerwiści zaciągnięci do carskiego wojska z Radomskiej Guberni. Ich pochodzenie można wyczytać z zachowanych list mobilizacyjnych. Pochodzili z Ostrowca, Opatowa, Obrazowa czy Lipnika. Po drugiej stronie w szeregach austriackich walczyli polscy rezerwiści z Galicji.

    Opatowskie zmagania

    – Pod koniec września ruszała nowa ofensywa, zwana operacją warszawsko-dęblińską, w której wojska austro-węgierskie wsparte wojskami niemieckimi miały zmusić Rosjan do odwrotu. Podczas tej operacji została rozegrana bardzo znacząca bitwa pod Opatowem. Rosjanie, aby zabezpieczyć przeprawę swoich wojsk przez Wisłę, umieścili pod Opatowem elitarną brygadę Strzelców Gwardii. Byli to zaprawieni w bojach żołnierze. Mimo swojej waleczności i nieustępliwości na skutek olbrzymiej przewagi przeciwnika musieli się jednak wycofać. Rosjanie zostali odepchnięci w kierunku Warszawy i Sandomierz wrócił do rąk austriackich. Kolejną ważną strategicznie batalią była bitwa nad rzeką Opatówką. Rozgrywała się ona od 30 października do 3 listopada – opowiada Marek Lis. Nad tą rzeką załamało się uderzenie państw centralnych i Rosjanie ruszyli z kontratakiem na Austriaków, którzy bronili się bardzo ofiarnie, dając czas odwodom na umocnienie drogi na Kraków. Będący w przewadze Rosjanie zaniechali dalszego marszu, gdyż kilkudniowa bitwa nadszarpnęła także ich siły. – Ta bitwa zakończyła pierwszy okres walk pod Sandomierzem. Front stanął do maja 1915 r. na linii rzek Pilicy i Nidy –precyzuje pan Marek. W kolejnym roku wojny wzmocnione wojskami niemieckimi Austro-Węgry przełamały front w bitwie pod Gorlicami. Rosjanie wycofali się na tzw. linię radomską. – W naszym rejonie linia frontu biegła od Koprzywnicy przez Klimontów, Opatów po Wierzbnik. Walki w tym rejonie rozpoczęły się 15 maja 1915 roku i trwały kilka tygodni. Całe te działania nazwano bitwą pod Opatowem, w której ramach stoczono wiele potyczek, takich jak m.in. legionowa bitwa pod Konarami. Działania w tej okolicy zakończyły się 2 lipca, kiedy Rosjanie wycofali się za Wisłę – wyjaśnia historyk.

    My, Pierwsza Brygada

    Historia walk na froncie wschodnim nie byłaby pełna bez historii polskich legionów i walk Pierwszej Kompanii Kadrowej Józefa Piłsudskiego. Historyczne jest wkroczenie kadrówki do Kielc 12 sierpnia 1914 roku. Trzeba jednak zaznaczyć, że podczas pierwszej ofensywy wchodzące w skład armii austro-wegierskiej legiony nie brały czynnego udziału w wojennych działaniach. Nastąpiło to dopiero podczas operacji warszawsko-dęblińskiej. – W historii 1. Pułku Piechoty Legionów bardzo znaczący był pobyt w Jakubowicach pod Sandomierzem. To właśnie tam Józef Piłsudski wydał swój pierwszy rozkaz nominacyjny, mianując 137 legionistów oficerami. Było to ważne wydarzenie w historii formacji, która zyskiwała na znaczeniu prestiżowym i militarnym – wyjaśnia M. Lis. Sam przemarsz legionów był bardzo ważny nie tylko z punktu widzenia militarnego, ale przede wszystkim z patriotycznego. Polacy nareszcie mogli zaciągać się w szeregi narodowej formacji. – Dziś mało się o tym mówi, ale z tym naszym patriotyzmem po latach niewoli nie było aż tak kolorowo. Nie wszędzie legiony witano z otwartymi rękami, nie w każdym dworze mogli znaleźć przyjazną atmosferę. Trzeba pamiętać, że to na armię rosyjską mówiono tutaj „nasi”, bo w niej walczyli siłą brani tutejsi rekruci. Ponadto wycofujące się poprzednio wojska austro-węgierskie zrabowały z tych terenów co się tylko dało. Dlatego początkowo z rezerwą podchodzono do piłsudczyków – podkreśla historyk. Najsłynniejszą bitwą stoczoną przez Pierwszą Brygadę Legionów w naszym rejonie była ta, która rozegrała się pod Konarami koło Klimontowa. Legioniści byli już liczącą blisko 5,5 tys. żołnierzy jednostką. Dysponowali artylerią, karabinami maszynowymi oraz zapleczem logistycznym i zaopatrzeniowym. – Po sukcesach pod Konarami odnieśli kolejne zwycięstwa pod Bidzinami, Ożarowem czy Lisowem. Słynne pozostało także zdobycie Reduty Tarłowskiej, po której wyparto Rosjan za Wisłę – podsumowuje Marek Lis. Po 1915 r. Sandomierszczyzna odetchnęła od wojny. Była wyniszczona gospodarczo i ekonomicznie poprzez przemarsze wojsk i niezliczone grabieże. Każdy kolejny rok przynosił nadzieję, że konflikt pomiędzy zaborcami i powstające polskie oddziały zaowocują upragnioną niepodległością, która przyszła w 1918 roku.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół