• facebook
  • rss
  • Wstyd i chwała

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 32/2014

    dodane 07.08.2014 00:00

    Kiedy funkcjonariuszom zdarzało się destabilizować sytuację zamiast ją uspokajać? Lub co zmusiło stróżów prawa do zejścia do podziemia? I jasne, i ciemne karty tego wycinka historii ujął w swojej najnowszej publikacji Tadeusz Zych.

    Narodziny Policji Państwowej były równie trudne i długotrwałe, jak odradzanie się państwa polskiego po odzyskaniu w 1918 r. niepodległości. Klęska państw centralnych i wycofywanie się zaborców z ziem polskich, a wraz z nimi likwidacja urzędów i instytucji państwowych rodziły konieczność zapełnienia tej luki. – Tarnobrzeg, jak każde galicyjskie miasto, do października 1918 r. miał swoich stróżów prawa. Naturalnie była to policja austriacka, mimo że służyli w niej tarnobrzeżanie – tłumaczy dr hab. Tadeusz Zych, autor świeżo wydanej książki o dziejach tarnobrzeskiej policji.

    – Byli więc traktowani jako swoi. Ponadto w różnych okresach istniała Policja Municypalna, czyli odpowiednik dzisiejszej Straży Miejskiej. Rozbrajanie wojsk austro-węgierskich nastąpiło w Tarnobrzegu, podobnie jak w wielu innych miastach Galicji, już w październiku 1918 r. Wytworzyło to bardzo niebezpieczną sytuację, bo wraz z likwidacją władz austriackich pozbawiano się również policji. – Zaczęły wyłaniać się wówczas tzw. milicje lokalne – mówi Tadeusz Zych. – I pierwszą próbę stworzenia tego typu organizacji podjęły tworzące się legalne władze tarnobrzeskie. Zadanie stworzenia takiej milicji otrzymał Tomasz Dąbal, którego można traktować jako pierwszego komendanta policji w Tarnobrzegu – dodaje. – Z powierzonego obowiązku wywiązał się, ale niebawem dołączył wraz ze swymi podkomendnymi do ruchu znanego w historii jako Republika Tarnobrzeska. I zamiast uspokajać sytuację, destabilizowali ją. Doprowadziło to do konieczności ściągnięcia posiłków z Krakowa, by zaprowadzić porządek w Tarnobrzegu, bo jego miejscowa milicja poszła na usługi anarchii. To taki swoisty paradoks. Wraz z krzepnięciem struktur państwowości polskiej rosła konieczność powołania jednolitej służby porządkowej. Do połowy 1919 r. istniały bowiem początkowo lokalne struktury milicyjne, wyłoniły się również dwie większe instytucje Milicja Ludowa oraz Policja Komunalna, których działania określały m.in. dekrety Naczelnika Państwa, czyli Józefa Piłsudskiego. Prace nad powołaniem jednolitej ogólnopaństwowej służby policyjnej pchnął do przodu ówczesny minister spraw wewnętrznych, późniejszy prezydent RP Stanisław Wojciechowski. Ostatecznie 24 lipca 1919 r. sejm przyjął ustawę o Policji Państwowej. I tak zrodziła się instytucja trwająca do dzisiaj. – W Tarnobrzegu usadowiona została komenda powiatowa, która początkowo podlegała Krakowowi, a następnie bezpośrednio już pod Lwów – dodaje T. Zych. – Jej struktura zmieniała się z upływem czasu, wymuszana często przez życie i rozwój cywilizacyjny. W latach 20. nie było problemu z zapewnieniem bezpieczeństwa w ruchu komunikacyjnym, bo nie było samochodów, które pojawiły się dopiero w następnym dziesięcioleciu. W powiecie zarejestrowanych zostało wówczas kilkanaście aut i to zrodziło konieczność powołania specjalnej komórki, która zajęłaby się rejestracją i monitorowaniem tychże pojazdów. Rozwój COP-u, napływ ludności rodziły nowe zadania. Ciekawostką jest fakt, że w Tarnobrzegu, jako jednym z nielicznych miast funkcjonowały oddziały specjalne policji, szkolone do wyjątkowych działań. Zostały one użyte do stłumienia strajku chłopskiego w sierpniu 1937 r. w Grębowie i odznaczyły się dużą brutalnością. Czas wojny dla znacznej grupy miejscowych policjantów okazał się niezwykle tragiczny. Uwięzieni przez władze Związku Sowieckiego podzielili los innych katyńczyków. W tym gronie znalazł się ostatni przedwojenny komendant tarnobrzeski nadkomisarz Wilhelm Schreiber. Ale okupacja to także piękna karta w dziejach policji, wielu funkcjonariuszy bowiem wstąpiło do organizacji podziemnych. Jak zauważa Tadeusz Zych, można wręcz mówić o ich nadreprezentatywności w strukturach konspiracyjnych. – Wielu wybitnych żołnierzy to policjanci. Na przykład cały Oddział II Wywiadu i Kontrwywiadu Komendy Obwodu AK kierowany przez Stefana Rosia „Jawora”, znakomicie pracujący, oparty był na przedwojennych funkcjonariuszach Policji Państwowej – zauważa badacz. Część przedwojennych funkcjonariuszy administracyjnie została wcielona przez Niemców do tzw. granatowej policji. Można było zauważyć trzy różne postawy, z jednej strony nadgorliwość w pełnieniu swych obowiązków, przejawiającą się braniem udziału w eksterminacji ludności żydowskiej i prześladowaniem swych rodaków; z drugiej przyjęcie wygodnej zasady niewychylania się i wreszcie trzecia grupa, która była zaprzysiężonymi żołnierzami Armii Krajowej. – Poprzez nich AK i podziemne struktury państwa polskiego mogły wykonywać wiele zadań – podkreśla Tadeusz Zych. – Karta czasu wojny znaczona zatem była z jednej strony bezgranicznym heroizmem, ale zdarzały się też przypadki całkowitego zaprzaństwa. Tak jak działo się to w całej Polsce.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół