• facebook
  • rss
  • Krach warzywno-owocowy?

    ks. Tomasz Lis

    dodane 01.08.2014 10:32

    Dla sandomierskich sadowników i warzywników nadchodzi ciężki czas. Od 1 sierpnia na polskie warzywa i owoce zamyka się rosyjski rynek, który był jednym z głównych odbiorców okolicznej produkcji.

    Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej (Rossielchoznadzor) powiadomiła w środę o wprowadzeniu od 1 sierpnia "czasowego ograniczenia wwozu do Rosji z Polski" owoców i warzyw.

    Przed wielkim dylematem stają sandomierscy producenci, którzy dostarczają corocznie na rynek tysiące ton owoców i warzyw. Nie wiedzą, czy nadal będą uprawiać warzywa i pielęgnować sady czy też przeorganizują swoje gospodarstwa.

    Wprowadzone przez Rosję sankcje niezwykle utrudniły i tak niełatwy zbyt na produkty rolne. – My od lat uprawiamy pomidora i kapustę. Doskonalimy jakość produkcji i jej opłacalność. Z rolnym zyskiem jest jak w ruletce, jeden rok dobry, w drugim ceny idą w dół na łeb na szyję. Teraz to już nie wiem, gdzie sprzedamy nasze plony. Jak do tej pory za wschodnią granicę szło blisko 80 proc. pomidorów z naszego gospodarstwa. Gdzie sprzedam tegoroczny zbiór? – pyta Krzysztof Trzaska z Samborca. W szarych kolorach widzi także obecny rok pan Kazimierz z Chobrzan. – W tym roku musiałem już zniszczyć pół hektara kapusty, bo nie miał kto kupić, a druga połowa przerosła na polu. Straciłem bardzo dużo. Miałem nadzieję, że wsadzone 20 tys. krzaków pomidora zrekompensuje straty. Nasady zaczynają owocować, ale nie wiem, kto to kupi. Rok temu już było ciężko, choć wtedy kupowała Rosja. Co będzie w tym roku, aż strach pomyśleć – dodaje z rozżaleniem.

    Wprowadzony od 1 sierpnia zakaz dotyczy m.in. świeżych jabłek, gruszek, wiśni, czereśni, nektaryn, śliwek i wszystkich odmian kapusty (w tym białej, pekińskiej, czerwonej, brukselki, brokułów), kalafiorów, pomidorów.

    Zakaz - jak informuje Rossielchoznadzor - wprowadzono w związku z "systematycznym naruszaniem przez stronę polską międzynarodowych i rosyjskich wymogów fitosanitarnych przy dostawach polskiej produkcji roślinnej do Rosji". - Te argumenty są wyssane z palca. Nasze warzywa są jednymi z najbardziej ekologicznych w Europie. Nas po prostu nie stać na wyszukane środki ochrony roślin. Nieuprawiany na olbrzymich areałach, lecz nadal jest to tradycyjna produkcja - podkreśla sadownik z Samborca.

    Jak wskazują analitycy, najbardziej ucierpi rynek jabłek, których do Rosji eksportowaliśmy między 1 mln a 1,2 mln ton.

    Powstałe w okolicach Sandomierza grupy producenckie z niepokojem patrzą na jesienne miesiące, gdy zaczną się jabłkowe żniwa. – Jesteśmy przygotowani do zmagazynowania dużej liczby jabłek, ale to nie jest wyjście. Od kilku lat szukamy innych rynków, ale to nie jest łatwe. Potrzebujemy natychmiastowej interwencji rządu w tej trudnej sytuacji - podkreśla pan Marek, współudziałowiec w jednej z grup producenckich.

    Nie jest ciekawa sytuacja także na sandomierskiej giełdzie, gdzie od indywidualnych rolników warzywne i sadownicze plony kupowali indywidualni handlowcy ze wschodu. - Jeśli sytuacja się nie zmieni, ugotujemy się w naszej warzywno-owocowej zupie. Nie będzie klienta i zbytu, ceny pójdą w dół i to będzie koniec z naszym i tak mało rentownym rolnictwem. Śmieszne są tłumaczenia pana ministra, który winy szuka w nas, że nie łączymy się w grupy producenckie. Zamiast szukać wyjścia z tej sytuacji, on szuka kozła ofiarnego. Zostanie nam wyjść na drogowe blokady, jak to było kiedyś. Bo za co wyżywimy rodzinę? – pyta Zbigniew Krasny, próbujący sprzedać całą masę wiśni.

    Ostatnie tygodnie to dosłowny krach cenowy na sandomierskiej giełdzie: porzeczka czarna kosztowała około 60 gr. za kg, wiśnia maksymalnie dochodziła do 1 zł za kg, za główkę kapusty płacono ok. 0,50 zł, a za kalafior maksymalnie rolnik otrzymywał 1 zł.

    Co ranek giełda zapełnia się rolnikami przywożącymi najwyższej jakości towar mozolnie uprawiany od miesięcy. Kilka lub kilkanaście godzin spędzonych na rynku bez nadziei na sprzedaż rozgorycza nie jednego. - Trzeba wracać i tak dziś się nic nie sprzeda. Jak nie przyjadą ze wschodu będzie ciężko - podsumowuje pan Jan Zajączkowski, który przywiózł na giełdę cały samochód kalafiora.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół