• facebook
  • rss
  • Tunelowe pola

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 27/2014

    dodane 03.07.2014 00:00

    Rolnictwo i gospodarka. Od wczesnych wiosennych miesięcy okolice Sandomierza zamieniają się w pola pełne upraw warzywnych. Osłonowe uprawy to dla wielu sadowników sposób na biznes. Nie zawsze jednak urodzaj wiąże się dla nich z dobrym zyskiem i brakiem kłopotów.

    Robiąc wiosenno-letnie zakupy, zastanawiamy się, dlaczego warzywa i owoce są coraz droższe. Stajemy także przed dylematem, jaki owoc wybrać – ładny i dorodny czy postawić na smak i ekologię? A zieleninę lepiej kupić na straganie, warzywniaku czy w supermarkecie?

    Był zbyt

    – U nas w rodzinie tradycje ogrodnicze nie trwają długo, bo gdzieś od 1984 r. Z mężem kupiliśmy małą działkę i zdecydowaliśmy, że zamieszkamy w miejscowości pod Sandomierzem. Początkowo była tu łąka, na której stały tylko słupy elektryczne. Mąż pracował w firmie, ja zajmowałam się dziećmi i domem, więc zdecydowałam, że założę pierwsze uprawowe tunele foliowe. Cały szkielet był jeszcze wtedy drewniany. Zaczęłam od uprawy pomidorów, a po sezonie pod folie trafiały chryzantemy – opowiada Maria Zimnicka.

    Jak wspomina, początkowo nie było łatwo, nie miała dużego doświadczenia, ale i uprawa nie była zmechanizowana, wymagała bardzo dużo pracy i zachodu. Jednak ze zbytem nie było wtedy problemu. – Jechało się ze skrzynkami na giełdę i niemalże natychmiast pomidor się rozchodził. Dziś zbyt jest chyba najtrudniejszy w polskim ogrodnictwie – tłumaczy. Początkowe hobby pani Marii zamieniło się z czasem w prawdziwą ogrodniczą pasję. – Otworzyła się możliwość wyjazdu na seminaria i szkolenia do Austrii czy Holandii. Tam oglądaliśmy uprawy, uczyliśmy się nowoczesnego gospodarowania i przywoziliśmy całą masę nowych pomysłów, które realizowaliśmy w miarę możliwości we własnych gospodarstwach – opowiada pani Maria. Prowadząc gospodarstwo, wychowywała trójkę dzieci. Najmłodszy Łukasz wzrastał, towarzysząc rodzicom przy ogrodniczych pracach. Tak pasja z mamy przeszła na syna, który dziś prowadzi w podsandomierskim Gierlachowie nowoczesne gospodarstwo ogrodnicze.

    Nowoczesność i tradycja

    Kilka lat temu, korzystając z pieniędzy unijnych i biorąc kredyt, zainwestował w nowoczesność. Powstały tunele foliowe, w których pną się pędy ogórków i rosną krzaki pomidorów. Duża część prac została zmechanizowana, a nad całym procesem wzrostu i nawożenia roślin czuwa specjalny komputer. – Mimo nowoczesności, aby uzyskać dobre wyniki, trzeba wszystkiego samemu dopilnować. Dziś wiele osób pyta, czy współczesne rolnictwo w Polsce jest opłacalne. Jeśli gospodaruje się na odpowiednim areale, zna się na procesie produkcji, można osiągnąć całkiem niezłe wyniki. Patrząc na realia rynku pracy i płace w naszym rejonie, dochodowość ogrodnictwa nie jest taka ostatnia – tłumaczy pan Łukasz. Podkreśla jednak, że największą przeszkodą jest niestabilność rynku i zmienność cen, które potrafią chwiać się w sezonie, oscylując od naprawdę dobrze opłacalnych do takich, przy których do interesu trzeba dokładać. – Dziś ogrodnik musi się znać nie tylko na uprawie roślin, musi być przede wszystkim menedżerem i dobrym handlowcem, inaczej nie osiągnie dobrego zysku. Drugim ważnym elementem jest jakość produktu, czyli owocu, który ma trafić na stół klienta. Można dziś nastawić się na produkcję ilościową. Są odpowiednie gatunki roślin i technologie, które pozwalają uzyskiwać naprawdę duże plony, jednak nie ma to przełożenia na smak i jakość. Jest to owoc tylko o ładnym wyglądzie, jednak smak pozostawia dużo do życzenia – opowiada pan Łukasz. Młody sadownik postanowił połączyć nowoczesność z tradycją w uprawie smakowitego pomidora malinowego. Gdy się przechodzi pomiędzy rzędami warzyw, słychać intensywne brzęczenie – to trzmiele, które uwijają się, zapylając kwiaty. Okazałe krzaki rosną na specjalnym podłożu, odizolowanym od ziemi, aby zapobiec niepotrzebnym chorobom roślin. Pomiędzy rzędami snują się specjalne węże, które nawadniają i zasilają rośliny. – To norma europejska. Dziś tak przebiega uprawa pod osłonami. Konieczne jest odpowiednie dbanie o roślinę, zaprogramowanie całego procesu, aby w odpowiednim czasie uzyskać oczekiwany plon. W moim gospodarstwie postawiłem na jakość, dlatego hodowane są pomidory malinowe, które są lepsze smakowo. Przestrzegane są normy nawożenia i karencje odnośnie do oprysków, zapylanie jest naturalne, co podnosi naturalną trwałość owocu i jego smak. W tej branży nie da się oszukać rośliny. Jeśli chce się być cenionym na rynku, potrzeba solidności – tłumaczy.

    Najgorsza niepewność

    Od kilku lat największym problemem sandomierskich ogrodników i warzywników są trudności ze zbytem. Jeszcze kilka lat temu znaczne ilości warzyw eksportowane były do wschodnich sąsiadów. Ostatnie problemy polityczne na Ukrainie i embarga nałożone przez Rosję stały się dla rolników dużym problemem. – Powstałe grupy producenckie jeszcze jakoś dają radę, jednak rolnicy indywidualni jedyną szansę zbytu mają właśnie na naszej sandomierskiej giełdzie owocowo-warzywnej. Rynek wschodni praktycznie przestaje funkcjonować, dlatego szukamy innych odbiorców. Dużą szansą wydają się kraje bałkańskie. Jednak rolnikom najbardziej potrzeba solidnej i mądrej polityki gospodarczej z krajami wschodnimi, promowania produktów polskich oraz wspólne szukanie sposobu na stabilizację ceny przy zachowaniu wolnego rynku – wyjaśnia Maciej Skorupa, doradca Zarządu Sandomierskiego Ogrodniczego Rynku Hurtowego SA. Większość producentów szuka stałych odbiorców w większych miastach. – W sezonie trzeba być naprawdę odpornym psychicznie na skoki cenowe. Często bywa tak, że w ciągu tygodnia cena zmienia się niemalże o 100 proc. w dół lub w górę. Winą jest to, że duże sklepy sprowadzają warzywa i owoce z innych krajów, zapominając, że nasze są naprawdę jakościowo bardzo dobre. Tamte są tańsze, bo rolnicy dysponują większymi dopłatami i mogą sobie pozwolić na obniżenie ceny. My najczęściej sprzedajemy po cenie produkcji, ale jeśli jest się solidnym producentem, można zdobyć dobrą markę i nieźle sprzedać towar – dodaje Ł. Ziemnicki.

    Z ogródka, rynku czy w markecie?

    Coraz częściej kupujemy warzywa i owoce już nie na targowiskowych straganach czy w osiedlowych warzywniakach, ale w centrach handlowych i supermarketach. Najczęściej nas, klientów, przekonują cena i wygląd owocu. O ich jakości i smaku przekonujemy się dopiero w domu. Większość z nich, niestety, nie pochodzi od polskiego producenta, lecz sprowadzana jest z innych krajów. Tylko niektóre sieci sklepowe dokładają starań, aby sprzedawane owoce i warzywa były polskie, co gwarantuje ich świeżość. W okolicach Sandomierza rocznie rolnicy produkują średnio prawie 2 mln ton warzyw i owoców. Na miejscową giełdę co ranek zjeżdżają się okoliczni handlowcy, którzy wywożą miejscowy towar na bazary niemalże całej Polski.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół