• facebook
  • rss
  • Mój 4 czerwca

    Marta Woynarowska

    dodane 04.06.2014 09:51

    Miałam szczęście, tak miałam to szczęście, że mogłam pierwszy raz w życiu brać udział w głosowaniu i to tak ważnym.

    Koleżanki i koledzy, którzy kończyli 18 lat po 4 czerwca 1989 r. zazdrościli nam urodzonym przed tą datą. Niektórzy szli z rodzicami i prosili, żeby chociaż pozwolili im skreślać nazwiska osób z listy krajowej. Bo to była największa przyjemność, zamazywać nazwiska ludzi reżimu, kacyków PZPR, tak by były zupełnie niewidoczne. Jedna z moich koleżanek dała się ponieść emocjom tak bardzo, że podziurawiła całą kartę. Ale najważniejszy był następny dzień, i niecierpliwe, pełne nadziei, ale i niepokoju oczekiwanie. Tego dnia nasza klasa (część damska) rozpoczynała zajęcia o godz. 7.10. Niewiele brakowało a spóźniłabym się, bo czekałam na tatę, który zasiadał w komisji wyborczej z ramienia „Solidarności”. Wpadł do domu na chwilę, by w pośpiechu coś zjeść. Kiedy powiedział, że nasi kandydaci uzyskali wszystkie mandaty, a w przypadku komuchów (przepraszam za słownictwo, ale nie inaczej byli nazywani ludzie związani z ówczesną władzą) konieczna będzie druga tura, to nastąpił szał radości. Biegłam do liceum jakbym miała przy butach skrzydełka niczym grecki Hermes, by jak najszybciej podzielić się wspaniałą wiadomością. Kiedy wpadłam do szkoły, krzyknęłam: zwycięstwo! Pierwszą lekcją było wychowanie fizyczne, naturalnie nawet się nie przebrałyśmy w stroje, tylko wspólnie z panią prof. Dorotą Ryznar świętowałyśmy tryumf „Solidarności”. Ile było entuzjazmu, nadziei, radości, podekscytowania. Choć nie wszystkie koleżanki podzielały te nastroje, zwłaszcza te, które były w ZSMP. Dla nich 5 czerwca 1989 r. był dniem klęski. A rok później, kiedy odbywały się egzaminy wstępne na studia ta przynależność stała się kamieniem u nogi, bo już nie było punktów za pochodzenie, za przynależność do młodych komunistów. Liczyła się tylko wiedza i samodzielne myślenie. Można było bez skrępowania pisać i mówić zgodnie ze swymi przekonaniami, tak jak na temat: „Koniec II wojny światowej dla Polski – klęska czy zwycięstwo?”, który stanowił jedno z zagadnień na moim egzaminie pisemnym na UJ.

    Wiem, że wiele osób jest rozczarowanych transformacją, tym co działo się i dzieje w naszym kraju, bo nie tak miało być, bo nadal jest bezrobocie, ubóstwo, czasami sięgające wręcz skrajnej biedy, rozwarstwienie społeczeństwa. Owszem nie jest tak cudownie, jak na to liczyliśmy, ale MAMY WOLNĄ OJCZYZNĘ! I to jest najważniejsze, bo o to walczyli nasi dziadowie, ojcowie, o to prosiły Boga w kościołach nasze babcie i mamy, śpiewając: „Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie”.


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół