• facebook
  • rss
  • Miasto, którego nie ma

    dodane 10.04.2014 00:00

    Kto pamięta sklepik Dyrkaczów na rogu Hutniczej i Wasilewskiej? ta Rodzina BYŁA bardzo zasłużona dla stalowowolskiego handlu, bo przez dłuższy czas właśnie ona prowadziła jedyne w mieście prywatne sklepy. Tylko tam można było kupić gumę do żucia, landrynki czy wielkie czerwone lizaki.

    Aplac targowy? Dziś na tym miejscu wznosi się najwyższy stalowowolski blok. Albo samolot przed Domem Dziecka? Dworzec autobusowy przy Staszica? Drewniany dom fotografa niedaleko torów kolejowych? Prom na Sanie? – Te i inne obiekty zniknęły z pejzażu naszego miasta. Ale może zachowały się na fotografiach? Może przetrwały choćby w naszej pamięci?

    Spróbujmy odtworzyć mapę „nieistniejącej Stalowej Woli” – apelowali Anna Garbacz i Marek Wiatrowicz z Muzeum Regionalnego w Stalowej Woli podczas spotkania z cyklu „Szanujmy wspomnienia”, które odbyło się w Domu Gościnnym „Hutnik”. W sali im. Stefana Norblina mieszkańcy miasta wspominali dawną Stalową Wolę. Okazało się, ku radości organizatorów, że historią hutniczego miasta zainteresowani byli nie tylko ludzie starsi. Przybyło także wielu młodych, którzy przynieśli z sobą cenne archiwalne zdjęcia z rodzinnych albumów. Skanowane na miejscu za chwilę pojawiały się na ekranie podczas multimedialnej prezentacji. Przy pomocy pracowników muzeum uczestnicy spotkania zgadywali, co na nich się znajduje. W ten sposób na nowo „powstawała” stara Stalowa Wola. – To trochę nieoczekiwane, że w tak młodym mieście aż tyle rzeczy przestało już istnieć. Może czasami mało istotnych z punktu widzenia historii, ale ważnych dla jego mieszkańców ze względów sentymentalnych – zauważyła Anna Garbacz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół