• facebook
  • rss
  • Ziarno zostało zasiane

    Marta Woynarowska

    dodane 10.04.2014 10:00

    – Nie zapomnę słów papieża na temat rodziny, które wypowiedział w Sandomierzu – mówi Piotr Duma.

    – Chociaż planów małżeńskich jeszcze nie zrealizowałem – opowiada Piotr Duma, zastępca dyrektora tarnobrzeskiego Domu Kultury, historyk, regionalista – to dzięki słowom ojca świętego wiem jaki kształt moje małżeństwo powinno przybrać.

    Odnoszę się tutaj do kazania wygłoszonego podczas Mszy św., która papież odprawił w Sandomierzu 12 czerwca 1999 r.

    Ale z ojcem świętym Janem Pawłem II miałem dwukrotny kontakt, kontakt w sensie udziału w nabożeństwach sprawowanych przez niego w czasie pielgrzymek do Polski. Było to w roku 1991 w ramach Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie i w 1999 podczas wizyty w Sandomierzu. Dwa zupełnie inne wydarzenia. W  moim przypadku ogromne znaczenie miała także dzieląca je ośmioletnia przerwa, gdyż w 1991 r. byłem 16-letnim chłopakiem, a w 1999 stałem już u progu egzaminu magisterskiego i wejścia w prawdziwie dorosłe życie.

    To pierwsze spotkanie było swoistą przygodą. Do Częstochowy bowiem przybyłem w pieszej pielgrzymce, która przybyła na Jasna Górę na dwa lub trzy dni przed spotkaniem z ojcem świętym. Czas oczekiwania wypełniało nam zwiedzanie sanktuarium, miasta, chłonięcie tej niesamowitej atmosfery, uczestnictwo w różnych spotkaniach, koncertach. Z perspektywy czasu, widzę, że była to świetna podbudowa pod to co miało się wydarzyć za parę dni. Człowiek bowiem był tak fajnie, pozytywnie nakręcony. W dzień przyjazdu Jana Pawła II wszyscy od wczesnego rana biegli Alejami, by być jak najbliżej klasztoru. My z kolegami tymczasem udaliśmy się nad rzekę, pochlapaliśmy się w niej. Kiedy zatem przyszliśmy na miejsce celebry zostały nam miejsca na obrzeżach i to był, jak się okazało, rewelacyjny punkt. Wszystko słyszeliśmy i wiedzieliśmy dzięki telebimom. Kiedy bowiem papież objeżdżał plac, papamobile przejechał tuz obok nas, praktycznie na wyciągnięcie ręki.  Wprawdzie twarz i oczy ojca świętego widziałem tylko przez ułamek sekundy, ale wystarczyło by wywołało pewne ukłucie w sercu i gęsia skórkę, gdyż emocje sięgały zenitu. Drugim momentem, który wrył się mi w pamięć to było wspólne wykonanie pieśni „Abba Ojcze”, którą zanitowały całe błonia i aleje.

    Spotkanie to nie spowodowało bynajmniej, że oto nagle stałem się aniołem i zacząłem fruwać. Ale słowa, które papież tam wypowiedział gdzieś po cichu kiełkowały i co jakiś czas do dzisiaj się odzywają. Wydaje mi się, że moja odpowiedź na nie była naturalna, i metodą małych kroków dochodziłem do pewnych refleksji.

    Niedługo po tej pielgrzymce zaangażowałem się w życie oazowe. Zacząłem jeździć na letnie oazy jako animator. I trwało to przez 10 lat.

    Natomiast w 1999 r. mój odbiór słów papieskich był już inny. Mając 24 lata, będąc tuż przed ukończeniem studiów, człowiek jest już w jakiś sposób ukształtowany. Naturalnie nie do końca, ale w znaczący sposób. Postanowiłem sobie, że tak w 1991 r. tak i teraz udam się na spotkanie z ojcem świętym na piechotę. Z domu wyszedłem ok. godz. 3 rano, by na miejsce dotrzeć ok. 7. W dodatku wszyscy idący pieszo musieli nadkładać drogi przez Koćmierzów, gdyż okolice lądowiska były już zamknięte. Pamiętam ogromny upał, to że wytrzymaliśmy na tym placu, gdzie nie było deka cienia, to prawdziwy cud. Wielkie wrażenie sprawiła na mnie kilkudziesięcioosobowa grupa księży, którzy w powiewających ornatach schodzili kozimi schodkami na miejsce celebry.

    Kazanie, jakie wówczas Jan Paweł II wygłosił chyba najmocniej do mnie trafiło. Nie wiem, być może to efekt słuchania na żywo. Odnosząc się do słów Chrystusa „błogosławieni czystego serca” mówił m.in. o rodzinie. Uderzyło mnie, że człowiek mający taką niesamowitą erudycję, mądrość, potrafi w prosty sposób mówić o sprawach trudnych i ważnych docierając zarówno do osób bez wykształcenia, jak i posiadających jakieś tam tytuły naukowe. Usłyszałem wówczas piękne i proste słowa o rodzinie, które mocno utkwiły mi w pamięci. W czyn nie zostały wprawdzie jeszcze wprowadzone, ale wciąż tkwią w głowie. Nie mówię tu o poszczególnych sformułowaniach, ale o ogólnym przesłaniu.

    Od kilku lat przymierzam się do zrobienia filmu o Janie Pawle II, który jeszcze jako metropolita krakowski Karol Wojtyła kilkakrotnie przebywał w Tarnobrzegu. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zrealizować ten pomysł.


     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół