• facebook
  • rss
  • Modelowy świat

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 07/2014

    dodane 13.02.2014 00:00

    Pasja. – Jestem przekonany, że każdy może być modelarzem. Ważne, by być choć odrobinę wytrwałym, co jest coraz rzadsze u młodych ludzi – wyjaśnia pan Leszek

    Jeszcze kilkanaście lat temu modelarstwo było modne wśród dorastających chłopców. Konstrukcyjnego bakcyla najczęściej łapali na zajęciach praktyczno-technicznych. Dziś ten przedmiot zastąpiono informatyką. Jednak nie wszystkie modelarnie opustoszały tak szybko. – Nie każdego pochłonęła komputeryzacja. Wielu, widząc piękne modele u swoich kolegów czy w sklepach, chce się zmierzyć z konstruktorskim wyzwaniem.

    Niekiedy chłopców przyprowadzają ojcowie lub dziadkowie, którzy wiele lat temu kleili modele i chcą, by ich następcy także tego zakosztowali – opowiada Leszek Wicha, instruktor ostrowieckiej modelarni.

    Kartonowy bunkier

    W ostrowieckiej modelarni trudno oderwać oczy od zmyślnych samolotów uwieszonych u sufitu, perfekcyjnych modeli okrętów wojennych czy miniaturowych czołgów i samochodów z minionych epok. Przy stolikach młodzi konstruktorzy skrupulatnie wycinają, dopasowują i sklejają swoje miniaturowe cudeńka. – Wiele osób dziwi nazwa naszej modelarni, ale wynika ona z historii, która sięga 15 lat, choć wcześniej istniały podobne kluby lub świetlice, gdzie gromadzili się początkujący modelarze – opowiada instruktor. Jego pasja rozpoczęła się już w dzieciństwie. – W kiosku zobaczyłem popularne pismo „Mały Modelarz”, a na osiedlu, gdzie się wychowywałem, koledzy sklejali pierwsze modele szybowców, które samodzielnie latały nawet do stu metrów. To mnie zachwyciło i tak zaczęła się moja pasja, która trwa do dziś, bo nadal sklejam modele – wspomina pan Leszek. Najpierw było modelarstwo kartonowe, potem sklejał własne konstrukcje latających modeli, a od kilkunastu lat specjalizuje się w modelarstwie miniaturowym w plastiku. – Mam w kolekcji prawie 240 modeli samolotów. Od jakiegoś czasu pasjonują mnie także pojazdy kołowe i gąsienicowe. Przez lata było to „klejenie do szuflady”. Kilka lat temu na miejscowej wystawie pokazałem swoje modele i zaproponowano mi funkcję instruktora w modelarni, by zastąpić odchodzącego na emeryturę naszego mistrza Henryka Grysa – opowiada pan Leszek. Początkowo modelarnia mieściła się w ostrowieckiej Szkole Podstawowej nr 13, gdzie zaszczepioną na lekcjach praktycznych pasję rozwijało wielu uczniów, zapisując się na pozalekcyjne zajęcia. Po systemowej reformie modelarze musieli szukać nowego lokum. Znaleźli je w piwnicach budynku żłobka na osiedlu Ogrody. – Pomieszczenie, które otrzymaliśmy, było zaplanowane jako schron. Było tam ciemno, chłodno i wilgotno, ale dla nas było to wystarczające, stąd wzięła się nazwa modelarni „Bunkier”. Schron często bowiem kojarzony jest z bunkrem, choć mają całkiem inne zadania – tłumaczy z uśmiechem pan Leszek. Dziś młodzi modelarze tajniki miniaturowych konstrukcji poznają w nowym pomieszczeniu Miejskiego Centrum Kultury, gdzie także na organizowanych wystawach prezentują swój modelowy dorobek. – Nie zmienialiśmy nazwy, bo ona jest uniwersalna. W naszej modelarni pracujemy nad samolotami, czołgami, a także nad figurkami żołnierzy. Wszystko zależy od tego, czym interesuje się osoba, która do nas zagląda – podkreśla instruktor.

    Idą jak tajfun

    Przy każdym ze stolików trwają konstrukcyjne zmagania. To niemalże zegarmistrzowska praca. Młodzi modelarze precyzyjnie dopasowują części, skrupulatnie dorabiają drobne elementy wyposażenia, odpowiednio malują model, tak by był jak najwierniej odtworzony. – W modelarstwie chodzi o to, aby wykonany przedmiot był jak najbardziej zbliżony do oryginału. Kupowany model posiada tylko główne części, te zasadnicze. I taki można też skleić. Ale kunsztem w modelarstwie jest to, aby go dopracować w najdrobniejszych szczegółach: aby miał oryginalne kolory, poszczególne elementy wyposażenia, ślady używania czy walki. Do wykonania takiego modelu nie wystarczy tylko umiejętność poskładania części i posklejania ich. Tutaj zaczyna się pasja, która prowadzi do zdobycia wiedzy o danym egzemplarzu i jego konstrukcji oraz historii. I to właśnie rozwija tych młodych ludzi – podkreśla instruktor. 15-letni Olaf pracuje właśnie nad superodrzutowcem. Kadłub i skrzydła prawie gotowe, ale najważniejsze przed nim. – Teraz zostały główne detale wyposażenia, podwozia, uzbrojenia oraz dobranie odpowiedniej kolorystyki. Jest to Blackbird, samolot dalekiego zasięgu pełniący zadania wywiadowcze – objaśnia młody modelarz. – Do modelarni przyprowadził mnie dziadek, bo chciałem budować modele sterowane radiem i na początku trochę się zawiodłem. Ale z czasem moją pasją stały się odrzutowce. Najcenniejsze w mojej kolekcji to Thunderbolt oraz Mig 29 w barwach czeskich. W moich planach jest jeszcze kilka modeli dużych i supernowoczesnych odrzutowców – dopowiada Olaf. Obok niego koledzy pracują nad czołgami, działami czy prawie mikroskopijnymi samochodami. Oprócz wspólnej pasji do modeli każdy z nich ma swoją umiłowaną działkę, w której jest niekwestionowanym ekspertem. Kamil Wziętek zainteresowanie militariami przejął od taty, który w dzieciństwie też sklejał modele. Obecnie pracuje nad czołgiem. – Sprawy wojskowości interesowały mnie od dziecka i gdy tylko dowiedziałem się o modelarni, stała się ona miejscem realizacji moich marzeń – podkreśla. – Czołg Pancer I to pojazd z początku II wojny światowej. Tutaj trzeba przyłożyć się do wykonania podwozia, uzbrojenia oraz szczegółów związanych z imitacją zużycia i śladami eksploatacji, bo to podkreśla kunszt modelarza. Ważne jest także wykonanie szczegółowego wyposażenia, które informuje, z jakich lat pochodzi dany eksponat – z pasją opowiada Kamil. To jeden z utytułowanych modelarzy z „Bunkra”. – Na wystawie w Świdniku zająłem pierwsze miejsce w mojej kategorii, w Radomiu zaś drugie. Tam wystawiłem samolot szturmowy „Tajfun” – podkreśla z dumą młody modelarz.

    Prawdziwe 3D

    Jak się okazuje, militarna pasja to nie tylko domena chłopców. Pośród ostrowieckich modelarzy jest także 10-letnia Wiktoria Kaczmarczyk, która na modelarnię przychodzi już od ponad dwóch lat. – Trafiłam tutaj śladem brata. Skleiłam już blisko 15 modeli, a moim ulubionym i chyba najpiękniejszym jest wiatrak. Obecnie pracuję nad miniaturowym samochodem ciężarowym Gaz. Najpierw wykonywałam podwozie, potem kabinę z elementami wyposażenia. Teraz pozostało nadwozie i malowanie modelu, które chyba jest najtrudniejsze. Często opowiadam moim koleżankom o tym, co robię, ale jakoś nie wszystkie chcą się tym zainteresować – mówi Wiktoria, eksponując swój model. Obok jej brat Adrian pracuje nad konstrukcją słynnej latającej fortecy. Dopiero powstaje kadłub, ale, jak zapewnia, model będzie gotowy na najbliższą wystawę. – Na początku uczymy się dobrze zaplanować budowę modelu, układając cały plan. Potem każdy szuka informacji, co to jest za obiekt, jakie były jego historia, przeznaczenie, gdzie i przez kogo był używany, oraz poznajemy szczegóły konstrukcyjne, które wykorzystujemy potem do budowy. Modelarnia to taki mały warsztat, gdzie odwzorowujemy prawie idealnie tamte maszyny – tłumaczy 13-letni Adrian. On trafił na modelarnię trzy lata temu dzięki mamie szukającej miejsca, które by rozwinęło jego zainteresowania. – Moim marzeniem jest zostać pilotem, a tutaj mogę doskonale poznać dawne maszyny, legendy podniebnych przestworzy – dodaje z uśmiechem. Nie każdy, kto trafia na wspólne zajęcia i rozpoczyna budowę, wytrwa do końca. Wielu młodych ludzi początkowo jest pełnych zapału, lecz dokładna, czasami mozolna praca ich nuży i odchodzą. – Wiele osób pyta, jakie cechy powinien mieć modelarz. Myślę, że nie chodzi tutaj o jakieś szczególne zdolności czy talenty. Jestem przekonany, że każdy może podołać temu zadaniu. Ważne jest tylko, aby rozwijać pewne zdolności i umieć być choć odrobinę wytrwałym, co jest coraz rzadszą cechą młodych ludzi – wyjaśnia pan Leszek. Obserwując już kolejne pokolenia rodzących się młodych konstruktorów, podkreśla, że ta pasja niezwykle rozwija młode umysły. – Pozwala im nabyć ważnych cech: uczy bycia skupionym na tym, co robią, a to przydaje się w nauce; planowania, dokładności, staranności, poszukiwania informacji; poszerza też wiedzę. I choć dzisiaj modelarstwo ma dużą konkurencję w informatyce i komputerowych grach, to jednak wielu, mimo że początkowo rezygnowali, po jakimś czasie wraca do nas i do swoich modeli. Bo tutaj mają bezpośredni kontakt z obiektem, widzą go w trójwymiarze i sami decydują, jaki ma powstać. Stają się jego twórcami – podsumowuje instruktor.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół