• facebook
  • rss
  • Nie ma niedzieli bez „Gościa”

    ks. Tomasz Lis, Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    Jubileusz. Tysiąc tygodni temu ukazał się pierwszy numer „Gościa Sandomierskiego”.

    Diecezja sandomierska w nowych granicach była dopiero w powijakach. Powstawały kościelne instytucje i urzędy. Był to także czas odradzania się prasy katolickiej. Powstawały nowe tytuły, dawne, po latach urzędowych zakazów, wznawiały publikację. Lokalny Kościół potrzebował swojego pisma, które docierałoby do diecezjan z miejscowymi wiadomościami i byłoby narzędziem formacji religijnej.

    – Pracowałem wtedy w sądzie biskupim i archiwum diecezjalnym. Przeglądając przedwojenne dokumenty, zauważyłem, że diecezja współpracowała wtedy z wielonakładowymi tygodnikami katolickimi, jak „Siewca prawdy” czy „Prawda katolicka”. Zasugerowałem biskupowi Wacławowi Świerzawskiemu, że warto by powrócić do tych tradycji. „Proszę się tym zająć” – usłyszałem w odpowiedzi. Wtedy rozpoczęły się konsultacje z „Niedzielą” i „Gościem Niedzielnym”. Ostatecznie wybór padł na „Gościa” – opowiada ks. Władysław Gwóźdź, pierwszy dyrektor sandomierskiej redakcji. Pierwsze numery powstawały na plebanii w Ruszczy, gdzie podczas wakacji ks. Gwóźdź zaszył się i ruszył z redakcją inauguracyjnych tekstów i artykułów. – Pamiętam, że jeden z tekstów na rozpoczęcie naszej diecezjalnej wkładki przedrukowany był nawet w „Gościu” ogólnopolskim – wspomina ks. Władysław.

    „Gościowi” nie odpuszczę

    Pierwszy numer ukazał się 4 września 1994 r. Poprzez kolporterów dotarł do wielu parafii. Niektórzy proboszczowie z lekką nieufnością patrzyli na nową, jak mówili, „śląską” gazetę. Egzemplarz kosztował wtedy 5 tys. złotych, choć w wielu parafiach była inauguracyjna promocja. – O ile dobrze pamiętam, w naszej parafii pierwszy numer był bezpłatny. U nas w domu jest czymś naturalnym, prawie obowiązkowym, że się dużo czyta. Gazety, książki, czasopisma to nasza codzienność. Gdy pojawił się „Gość”, stał się – można powiedzieć – naszym domownikiem – opowiada Tadeusz Starzomski z Ostrowca Świętokrzyskiego. Pan Tadeusz wraz z żoną Janiną należą do naszych najwierniejszych czytelników, co potwierdzili kilka miesięcy temu, przekazując do redakcji komplet archiwalnych numerów, oprawionych w opasłe tomy rocznikowe. – Mąż jest zapalonym kolekcjonerem, więc zbierał kolejne numery „Gościa”. Po kilkunastu latach nie było już miejsca w domowej biblioteczce, więc archiwum powędrowało do Sandomierza – dodaje pani Janina. Oboje z mężem do dziś czytają GN od deski do deski. Pani Janina chwali tygodnik za wielorodność tematyczną oraz teksty opiniotwórcze. – Cenne są także tematy społeczne. Myślę, że dla młodszych ważna i ciekawa jest tematyka ekonomiczna czy polityka. Ja lubię powędrować z „Gościem” po dalekich krajach czy katedrach, o których szczególnie traktują serie wakacyjne. Po ostatnim artykule o bł. Edmundzie Bojanowskim sama szukałam z nim ścieżek koligacji rodzinnych, bo pochodzimy z tych samych stron – opowiada pani Janina. I choć pan Tadeusz skarży się już na słaby wzrok, to zapowiada, że nie weźmie łatwo rozbratu z naszą gazetą. – Ja mam taki charakter. Jak coś zacznę, to łatwo nie odpuszczam. I tak właśnie nie odpuszczę „Gościowi”. Żona zaś powtarza, że nie ma niedzieli bez „Gościa” – z uśmiechem wtrąca pan Tadeusz. Przewracając strony kolejnych numerów tygodnika, wspominają najciekawsze artykuły, które często bywały tematem rodzinnej dyskusji i wymiany zdań, nigdy jednak nie poróżniły małżonków. – Niektóre jeszcze do dziś pamiętam, jakbym je czytał dopiero wczoraj – dodaje pan Tadeusz.

    Moja gazeta

    – Moja przygoda z GN sięga wczesnego dzieciństwa, kiedy babcia Janina Janeczko zaprenumerowała czasopismo – wspomina Magdalena Kuraś z Pracowni Projektowej Instal Cad w Tarnobrzegu. – Pamiętam, jak w każdą niedzielę siadałam jej na kolanach, a ona czytała mi na głos. To jest moje pierwsze i najważniejsze czasopismo. Od ponad 20 lat w rodzinie pani Magdaleny „Gość” co tydzień jest rozrywany, bo każdy chce jako pierwszy go przeczytać, lub choćby pobieżnie przejrzeć, zanim będzie mieć czas na dłuższą lekturę. Obecnie prenumerują go w swojej parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na tarnobrzeskim osiedlu Zakrzów. Magdalena Kuraś, mimo młodego wieku, doskonale pamięta, jak zmieniał się „Gość” od wielkich papierowych płacht, w dodatku niezszywanych, które rozsypywały się, poprzez kolejne formaty, aż do obecnego kształtu nowoczesnego magazynu. – Od chwili wprowadzenia magazynu lektura jest zdecydowanie łatwiejsza i przyjemniejsza, także pod względem wizualnym – stwierdza Magdalena Kuraś. – Bardzo brakowało mi „Gościa Sandomierskiego” podczas studiów. Naturalnie, kupowałam w kiosku wydanie ogólnopolskie, ale zawsze była ta ciekawość, co dzieje się u nas. Dlatego, kiedy przyjeżdżałam do domu z Kielc, zawsze czekała na mnie kupka odłożonych egzemplarzy, które z wielką przyjemnością w wolniejszych chwilach czytałam. Niezmiennie od lat pani Magdalena lekturę „Gościa” zaczyna od felietonów Franciszka Kucharczaka, które bardzo lubi i ceni sobie cała rodzina. – Następnie przechodzę do stron sandomierskich, m.in. dlatego, że są obok – mówi pani Magdalena. Jak się zwierza, najbardziej lubi artykuły o ludziach, ich pasjach, niecodziennych doświadczeniach życiowych. – Ostatnio zainteresował mnie tekst o panie Janie Puku, bo to doprawdy bardzo nietuzinkowa postać – zauważa. – I mam nadzieję, że podobnych materiałów nie zabraknie. Mile widziałabym więcej zapowiedzi interesujących wydarzeń, nie tylko relacji z nich.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół