• facebook
  • rss
  • Rozważania na ławeczce

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 51-52/2013

    dodane 19.12.2013 00:00

    Patrząc na to, co wyprawiali z Mrożkiem, można być spokojnym o ich aktorską przyszłość.

    Na scenie tylko ławeczka, bo to wokół niej kręci się cały spektakl. A na niej oni, czyli aktorzy Młodzieżowego Teatru Słowa, którzy w swoim najnowszym przedstawieniu „Ano, czekajmy...” wcielają się w role chłopów z „Indyka” Sławomira Mrożka. – Postawiłem przed nimi bardzo trudne zadanie – przyznaje Andrzej Wilgosz, opiekun grupy, teatrolog, instruktor Tarnobrzeskiego Domu Kultury. – Tym razem nie musieli wydobywać z siebie emocji, ich gra sprowadzała się bowiem do mimiki oraz modulowania głosu, pewnego rodzaju frazowania, co jest sztuką niełatwą.

    – Niezbyt dobrze grało się nam dzisiaj, bo publiczność nie próbowała nawet nawiązać z nami kontaktu – zauważa Adam Pasierb, uczeń Gimnazjum nr 1. – Świetnie było podczas premiery, kiedy ludzie żywo reagowali na naszą grę, co jakiś czas wybuchając śmiechem, bo przecież dialogi Mrożka są kapitalne, pełne ironii, ciętego dowcipu, chociaż samej sztuki do komedii trudno zaliczyć.

    Nauka grania

    Aktorzy tworzący Teatr Słowa to młodzież tarnobrzeskich gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. – Kostiumy, charakteryzacja to ich indywidualny wybór i trzeba przyznać, że doskonale wyczuli atmosferę „Indyka” i cały kontekst tego dramatu – chwali swych aktorów Andrzej Wilgosz. Ale i młodzi nie szczędzą pochwał swemu opiekunowi i reżyserowi. – Zdecydowałam się na pracę z panem Andrzejem, bo to jest mistrz, który potrafi nauczyć aktorskiego rzemiosła, a właściwie sztuki – mówi Maria Busz, uczennica LO im. Kopernika. – Nie ma co ukrywać, zdecydowana większość z nas chciałaby swoją przyszłość związać ze sceną, filmem, wybierając studia w szkołach teatralnych czy filmowych. Dzięki pracy z panem Andrzejem nasze szanse zdecydowanie wzrastają – dodaje, choć zdaje sobie sprawę, że dostanie się na taką uczelnię jest trudne i trzeba mieć przy tym wiele szczęścia. – Pan Andrzej podchodzi do zajęć z nami bardzo profesjonalnie, autentycznie chce nas czegoś nauczyć – mówi Aleksandra Pyszczek, uczennica Gimnazjum nr 3. – Ponadto do każdego z nas odnosi się indywidualnie, przy jednoczesnym zachowaniu spojrzenia na cały zespół – dodaje Wiktoria Gleń z Publicznego Gimnazjum Katolickiego. Obecna grupa wspólną pracę zaczęła dwa lata temu. Ten czas pozwolił im poznać się i stworzyć prawdziwy zespół teatralny. Spotykają się na cotygodniowych próbach, ale w okresie poprzedzającym premierę bywa że i codziennie. – Przyznaję, że z wielką niecierpliwością czekam na każdą próbę – mówi Hubert Wójtowicz z Gimnazjum nr 3. – Granie, zmaganie się z tekstem traktuję jako swoiste wyzwanie i pracę nad sobą, których efekt jest najprzyjemniejszy, zwłaszcza gdy słyszy się gromkie brawa na koniec występu. Sporo czasu na przygotowanie ról aktorzy poświęcają także w domach, ucząc się swych kwestii, ćwicząc gestykulację i mimikę przed lustrem. – Musimy bowiem odnaleźć siebie w tekście, a to trzeba robić już indywidualnie – stwierdza Wiktoria Gleń.

    Odkrywanie tekstu

    Młodzi aktorzy mają za sobą doświadczenie ze sztukami różnych autorów, tworzących w odległych od siebie okresach, począ- wszy od Szekspira a skończy- wszy na Sławomirze Mrożku. Jedni lepiej czuli się w dramatach autora „Hamleta”, inni woleli repertuar współczesny. – Jednym z naszych pierwszych spektakli były wybrane fragmenty z Szekspira. W trakcie pracy nad tekstem odkryłam, że można je odczytać i zinterpretować jak najbardziej współcześnie. Na scenie nabrały bowiem zupełnie innego charakteru – mówi Karolina Gudz z Publicznego Gimnazjum Katolickiego. – Poza tym, pracując nad Szekspirem, staraliśmy się wydobyć z siebie maksimum emocji – dodaje Wiktoria Gleń. – A przecież każdy z nas to chodząca bomba emocjonalna – śmieje się Angelika Abram z Gimnazjum nr 3. W przypadku Mrożka aktorzy skupili się nad mimiką, ciałem, gestykulacją. – Mnie lepiej pracowało się nad Mrożkiem, bo emocje, jakie każdy z nas musiał w sobie wzbudzić przy Szekspirze, długo jeszcze się utrzymywały i czułam się czasami rozbita wewnętrznie – zwierza się Aleksandra Pyszczek. Mimo że Mrożek stosował niełatwą frazę i rytm to jednak większość z aktorów wolała naukę fragmentów z „Indyka”. – Tekst Mrożka często przypominał mi język potoczny, prosty, nierzadko dosadny – mówi Adam Pasierb. – Każdy z nas nosi w sobie cząstkę teatru – puentuje Angelika Abram. – Jesteśmy od siebie tak bardzo różni, a jednocześnie w tak nieprawdopodobny sposób pasujemy do siebie... i to stanowi chyba o sukcesie zespołu teatralnego – stwierdza Wanda Szmuc.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół