• facebook
  • rss
  • Nie ma granic Nieskończony

    dodane 19.12.2013 00:00

    Święta na misjach. Dzielą nas od nich tysiące kilometrów, odmienność obrzędów i kilkudziesięciostopniowa różnica temperatur. Łączy zaś nas ten sam polski opłatek i betlejemski żłóbek.

    Od początku grudnia w Republice Południowej Afryki trwają wakacje. – Jest to pełnia lata. Częste burze z piorunami przypominają o zbliżającym się Panu Bogu, który błogosławi ziemię deszczem – opowiada ks. Piotr Kaliciński, który od dekady łączy pracę plemiennego misjonarza u Zulusów oraz księdza posługującego w location, czyli slumsach wokół dużego miasta Bethal.

    – To ważny czas dla Afrykanina. Od ilości deszczu zależą potem plony i ilość trawy dla bydła. Dla wielu rodzin to także czas wyczekiwania na bliskich. Wiele osób pracuje w odległych kopalniach złota czy węgla kamiennego i wtedy wracają do domu na święta. Jest to czas szczególnej radości ze wspólnego spotkania, do którego najczęściej rodziny mają okazję tylko dwa razy w roku – na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Polskiemu misjonarzowi początkowo trudno było przyzwyczaić się do świąt bez śniegu i do Pasterki w afrykańskim upale. – Szczególnie dziwnie w tym klimacie brzmi „White Christmas”, gdy wokół upał i ani grama białego puchu. Na misji w RPA święta mają dwie wersje: angielską i zuluską. Angielski świąteczny wieczór to świece i śpiewanie kolęd, a dzień Bożego Narodzenia to pełna radości Msza św. u Zulusów, którzy tańczą i śpiewają swoje kolędy. Tutaj nikomu się nie śpieszy, tutaj każdy ma czas dla narodzonego Jezusa – z uśmiechem dodaje ks. Piotr. Opowiada także o specyficznych jasełkach: – My, Polacy, jesteśmy obecni na całym świecie. Jednego roku w jasełkach zorganizowanych w mieście rolę Maryi zagrała mała Natalka z Polski, której towarzyszył afrykański św. Józef – wspomina. Obecnie w RPA pracuje już trzech sandomierskich misjonarzy, którzy szukają choćby chwili, by spotkać się w Wigilię. – Ostatnio była polska wigilia. Opłatek, ryba, a nawet grzyby z okolicznych lasów. Mimo to zawsze w ten wyjątkowy wieczór jest tęsknota za rodziną, za Polską. Staram się wtedy zadzwonić do domu nawet z górskiej zuluskiej wioski, choć o zasięg trudno – dodaje ks. Piotr Kaliciński.

    2 tys. rubli za Mszę

    Zupełnie inna temperatura towarzyszy przygotowaniom do świąt w Kirowie w głębi Rosji, gdzie posługuje ks. Grzegorz Zwoliński. – U nas święta nie kojarzą się specjalnie ze śniegiem, który zaczyna padać już pod koniec października i leży do końca kwietnia. W grudniu jest go około metra, a mrozy sięgają do –30 stopni Celsjusza. Specyfika pracy na tej parafii, która terytorialnie obejmuje jedną trzecią powierzchni Polski, jest całkiem inna. Gdy tutaj przybyłem 12 lat temu, miałem w Kirowie tylko pięciu wiernych, teraz jest ich około 80. W centrum miasta zachowała się świątynia, którą w 1903 r. wybudowali Polacy zesłani do Wiatki (dawna nazwa Kirowa) za udział w powstaniu styczniowym. Dziś budynek kościoła to sala koncertowa, którą możemy wynająć tylko na cztery Msze św. w ciągu roku i jeszcze za to zapłacić 2 tys. rubli za godzinę – opowiada misjonarz. Dlatego codzienne Msze św. odprawiane są w domu parafialnym, gdzie przychodzi tylko po kilka osób. Na Adwent, jak dodaje ks. Grzegorz, pleciony jest ozdobny wieniec i obok ołtarza koniecznie musi stanąć świeca roratka, taka z niebieską wstążeczką. – W tym przedświątecznym czasie staram się dotrzeć do pięciu kaplic dojazdowych oddalonych od Kirowa od 50 do 300 km. Dla mnie Adwent jednak to czas wyjazdu do Polski i do polskich parafii za granicą, aby za zebrane ofiary móc utrzymać rosyjską parafię – opowiada ks. Grzegorz. W Kirowie nie jest łatwo zorganizować uroczyste obchody Bożego Narodzenia. – Tutaj święta obchodzi się według tradycji wschodniej, tj. 7 stycznia, dlatego 25 grudnia jest zwykłym dniem roboczym i Msza św. w kościele jest dopiero wieczorem, aby dzieci mogły wrócić ze szkoły, a rodzice z pracy. Pozostała także zeświecczona przez lata komunizmu tradycja, że prezenty dzieciom nie przynosi św. Mikołaj tylko Died Maroz lub Snieguroczka – opowiada misjonarz. Mimo to cała parafia skrzętnie przygotowuje się do szczególnego przeżycia wieczoru wigilijnego i świąt w atmosferze obchodów katolickich. – Pasterkę organizujemy w domu parafialnym o 18.00, a po niej polski opłatek i życzenia w kaplicy. Następnie siadamy wspólnie całą parafią do stołu na wigilijne tradycyjne potrawy. Przeważnie każdy z parafian coś przygotuje na stół. Nieodłącznym elementem są także kolędy; najpierw po polsku, a potem te same po rosyjsku. Niekiedy przychodzą do nas ciekawscy goście, aby zobaczyć, jak katolicy obchodzą Boże Narodzenie – z uśmiechem opowiada ks. Grzegorz.

    Feliz Navidad pod Andami

    Od kilku lat w ekwadorskich Andach i pod nimi pracują trzej nasi misjonarze. U stóp wysokich gór, w mieście Buena Fe, jest na misjach ks. Marcin Chłopek, któremu trochę brakuje adwentowego wyczekiwania na narodziny Zbawiciela. – Niestety, już tutaj dotarł również marketingowy zwyczaj ustrajania sklepów w świąteczne ozdoby na długo przed świętami. Ekwadorczycy szybko zaadaptowali to w swoich mieszkaniach i czasem zdarza się tak, że choinki stają w domach już pod koniec listopada – opowiada misjonarz. W wielu miejscach jego rozległej parafii praktykowany jest zwyczaj nowenny przed Bożym Narodzeniem. – Ludzie gromadzą się przy kapliczkach Dzieciątka Jezus i odmawiają specjalne modlitwy. Wtedy też można przeprowadzić katechezę adwentową. Niestety, Ekwadorczycy małą wagę przywiązują do duchowego przygotowania do świąt, jak spowiedź czy rekolekcje. Jednak na same święta rodzina musi koniecznie przygotować domową betlejemską szopkę – dodaje. Boże Narodzenie świętowane jest tylko jeden dzień, a sama wieczerza wigilijna nie ma charakteru postnego jak w Polsce. – Tutaj święta to uroczysta Pasterka, a następnie wystawna uczta z najlepszym jedzeniem, bogata w dania mięsne i lokalne potrawy. I na takiej, trwającej niemal do rana, uroczystej kolacji często święta się kończą – opowiada ks. Marcin. Ważnym elementem dekoracyjnym kościoła jest parafialna szopka i bożonarodzeniowa procesja z figurą Dzieciny, która rozpoczyna Pasterkę. Dla samych misjonarzy czas przed świętami to okres wytężonej pracy związanej z udzielaniem sakramentów. – Tutaj to czas Pierwszych Komunii Świętych, bierzmowania i szczególnie chrztów. W ubiegłym roku kilka dni przed świętami podczas jednej celebracji ochrzciliśmy blisko 150 dzieci. To mój dotychczasowy rekord – dodaje misjonarz. Mimo nawału pracy polscy misjonarze robią wszystko, by wygospodarować czas na wspólną polską wigilię. – Tego dnia po południu spotykamy się w swoim gronie, są polskie potrawy, które sami przygotowujemy, i wzajemne życzenia przy łamanym opłatku. Nie ukrywam, że wtedy łezka zakręci się w oku z tęsknoty za rodziną, bliskimi. Są to jedne z trudniejszych chwil pracy daleko od domu – podkreśla ks. Marcin. Jednak szybko dodaje ekwadorskie życzenia: Feliz Navidad.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół