• facebook
  • rss
  • Nie ma „spocznij”

    dodane 05.12.2013 00:00

    Ks. mjr Robert Krzysztofiak to jedyny kapelan wojskowy w sandomierskiej diecezji. W garnizonie w Nisku zameldował się we wrześniu ubiegłego roku na polecenie przełożonego, biskupa polowego Józefa Guzdka.

    Kapłanem i kapelanem nie został jednak na rozkaz – to było jego życiowe marzenie i powołanie. Najpierw w 2002 r. od bp. Świerzawskiego otrzymał święcenia kapłańskie. Następnie czekała go pierwsza cywilna parafia – Opatrzności Bożej w Stalowej Woli.

    Po roku, za zgodą ordynariusza sandomierskiego bp. Andrzej Dzięgi, ówczesny biskup polowy Sławoj Leszek Głódź przyjął ks. Roberta Krzysztofiaka do pracy w ordynariacie polowym. Pierwsza wojskowa placówka to 12. brygada zmechanizowana w Szczecinie. Potem wojskowe szlify młody kapelan zdobywał między innymi w Wyższej Oficerskiej Szkole Wojsk Powietrznych w Dęblinie i Wojskowym Centrum Kształcenia Medycznego w Łodzi, skąd przyjechał właśnie do Niska, by tutaj organizować wojskowe duszpasterstwo. Jakie są podstawowe różnice między posługą w parafii cywilnej a wojskowej? – Wojskowa to parafia personalna, cywilna – terytorialna. W wojskowej nie ma ustalonych spotkań duszpasterskich z określonymi grupami wiernych. Posługa ma bardziej indywidualny charakter – wyjaśnia ks. Robert. Ośrodek Duszpasterski Garnizonu Nisko skupia kilka jednostek wojskowych. W sumie około tysiąca żołnierzy i pracowników cywilnych oraz ich rodziny. Ks. Robert musi się często dwoi i troić, gdyż jednocześnie jest także administratorem parafii wojskowej pw. Dobrego Pasterza w Nowej Dębie, która swoim zasięgiem obejmuje Stalową Wolę i częściowo Mielec, posługuje również w garnizonie w Sandomierzu, który sięga aż po Ostrowiec Świętokrzyski. Do tego dochodzi jeszcze opieka nad wojskowymi emerytami kombatantami oraz materialna i duchowa troska o rodziny dwóch poległych na misjach żołnierzy. Praca musi więc być wzorowo zorganizowana. Zajęcia w niżańskim garnizonie generalnie rozpoczynają się o 7.30. Po tzw. rozprowadzeniu kapelan spotyka się z żołnierzami. – Są to zarówno rutynowe zajęcia z etyki, jak i zwykłe rozmowy, podczas których żołnierze dzielą się swoimi troskami i radościami, a czasami też wątpliwościami. Problemy z reguły są takie same, jak w cywilnych rodzinach. Dochodzą oczywiście te związane ze specyfiką wojskowej służby, na przykład rozłąka z rodziną. Spotkania odbywają się z reguły w kilkuosobowych grupach. Żołnierze pytają też o różne sprawy, w tym i te związane z Bogiem – tłumaczy niżański kapelan. W wojsku każdy ma zagwarantowaną swobodę wyznawania swojej wiary. W niżańskim garnizonie także nie ma Eucharystii na rozkaz. W sprawach związanych z religią żołnierze decydują sami. Kapelan ma ich tylko zachęcać. Czasami żołnierze sami wychodzą z inicjatywą odprawienia Mszy św. Tak było w przypadku śmierci ich kolegi. Garnizon posiada kaplicę, gdzie co niedziela o 12.00 odprawiana jest Eucharystia. Od niedawna ma ona swojego organistę; na ochotnika zgłosił się bowiem żołnierz Narodowych Sił Rezerwy. Mimo że niżańska jednostka jest zamknięta dla osób postronnych, współpraca z lokalnym środowiskiem układa się bardzo dobrze, w tym zwłaszcza z miejscowymi parafiami św. Józefa czy Matki Bożej Fatimskiej. – Społeczność wojskowa to nie tylko ćwiczenia i chodzenie w mundurze, ale to też formacja duchowa, dlatego włączamy się w posługę charytatywną. Chcemy pokazać ludzką twarz wojska. To pozytywnie wpływa na morale żołnierzy. Na wszystkie większe święta wojskowe zapraszamy mieszkańców Niska oraz księży z sąsiednich parafii – podkreśla ks. Robert Krzysztofiak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół