• facebook
  • rss
  • Zwrócony rodzinie

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 36/2013

    dodane 05.09.2013 00:00

    – Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, gdzie spocznie nasz wujek – mówi Krystyna Frąszczak.

    Przed kilkunastoma dniami w siedzibie Instytutu Pamięci Narodowej odebrała świadectwo zidentyfikowania doczesnych szczątków mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”. – Nie spodziewałam się, że badaczom uda się odnaleźć wujka – zwierza się siostrzenica wyklętego żołnierza. – Liczyłam się z sytuacją, że po zamordowaniu UB unicestwiła jego ciało, np. poprzez polanie jakimiś żrącymi substancjami, by uniemożliwić w przyszłości odnalezienie miejsca jego spoczynku.

    
Mama pani Krystyny była najmłodsza z rodzeństwa i wiekowo najbliższa swojemu bratu Hieronimowi. – Łączyła ją z nim szczególna więź emocjonalna – opowiada siostrzenica „Zapory”. – Niestety, nakłonienie mamy do wspomnień z dzieciństwa i młodości było niezwykle trudne. Bardzo niechętnie wracała pamięcią do tamtego czasu, bo wydarzenia z drugiej połowy lat 40. pozostawiły nieuleczoną traumę. Każda rozmowa o beztroskich przedwojennych latach, w których pojawiała się postać wujka, otwierała stare rany.
Rodzina o swym krewnym nigdy nie zapomniała, nawet w najgorszych latach komunistycznego terroru. Nie zniszczyło tego nawet odium hańby, jakie na Dekutowskich rzuciła ówczesna władza, skutecznie utrudniająca im nawet codzienną egzystencję. Zarówno mama pani Krystyny, jak i ciocia Helena miały ogromne problemy ze znalezieniem zatrudnienia. – Moja mama, która jeszcze przed wojną była nauczycielką, po wielu nieudanych próbach znalezienia pracy w szkolnictwie dowiedziała się w Wydziale Oświaty, że jako przedstawicielka reakcyjnej rodziny nie może wychowywać młodego pokolenia – mówi Krystyna Frąszczak. – Ciocia Helena, z wykształcenia filolog romański, studia ukończyła we Francji, uczyła francuskiego w naszym, tarnobrzeskim liceum tylko w latach 1945–1946, po czym została zwolniona. Wówczas opuściła Tarnobrzeg i wyjechała na zachodnie tereny Polski.
Rodzina majora „Zapory” nie mogła pogodzić się z faktem, że nie ma on swojego grobu. Pewną szansę wiązała z projektem „Poszukiwania nieznanych miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego z lat 1944–1956”, realizowanym przez Instytut Pamięci Narodowej, Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Ministerstwo Sprawiedliwości przy współpracy Instytutu Ekspertyz Sądowych.
Dlatego w chwili, kiedy pojawiły się informacje o odszukaniu zbiorowych mogił w kwaterze Ł na wojskowym cmentarzu na Powązkach w Warszawie, w których pochowano zamordowanych w więzieniu na Rakowieckiej, zrodziła się cicha nadzieja, że może wśród nich jest Hieronim Dekutowski. – Takie oczekiwanie pojawiło się zwłaszcza po oficjalnej prośbie o dostarczenie przez rodzinę materiału genetycznego – opowiada pani Krystyna. – Został pobrany od siostrzeńców, bo wujek nie miał dzieci, a zarówno rodzice, jak i rodzeństwo już nie żyli. Niestety, okazało się, że materiał jest zbyt daleki, wówczas poproszono mnie o jakiś przedmiot mogący nosić ślady DNA należące do mojej mamy. Pani Krystyna wysłała do zbadania przez naukowców z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego kołnierz futrzany od palta mamy. Po dokładnych oględzinach nie znaleźli jednak żadnego fragmentu mogącego zawierać próbki DNA. W tej sytuacji pozostała już tylko jedna, ostatnia szansa, czyli pobranie materiału ze szczątków rodziców majora. Otwarcia grobu rodzinnego, znajdującego się na cmentarzu parafialnym ojców dominikanów w Tarnobrzegu, dokonano wiosną tego roku. W czerwcu zadzwonił prof. Krzysztof Szwagrzyk, pełnomocnik prezesa IPN do spraw poszukiwań miejsc pochówku ofiar terroru komunistycznego, informując, że ciało Hieronima Dekutowskiego zostało zidentyfikowane.
Spotkanie w Warszawie w siedzibie IPN, które odbyło się 22 sierpnia, przyniosło chwile wzruszeń, ale, jak zaznacza pani Krystyna, pierwsze emocje już opadły. Ogromnym przeżyciem natomiast była wizyta na cmentarzu Północnym i możliwość modlitwy przy trumnie wujka. Odwiedziła również słynną Łączkę, miejsce zbiorowej mogiły, w której major leżał przez kilkadziesiąt lat, zgnieciony wraz z ciałami swych podkomendnych, przyjaciół i innych żołnierzy wyklętych.
Obecnie przed rodziną majora „Zapory” stanął trudny dylemat związany z wyborem miejsca ostatecznego pochówku ich bohaterskiego krewnego. – Pierwsza myśl, jaka się pojawiła, i najbardziej naturalna, wręcz oczywista, że wujka złożymy w rodzinnym grobowcu w Tarnobrzegu – wyjawia Krystyna Frąszczak. – Ale w niedługim czasie skierowano do nas dwie prośby. Ze strony środowiska warszawskiego z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem na czele wypłynęła sugestia, by spoczął on w zbiorowym grobie na Powązkach Wojskowych, opatrzonym imiennymi tablicami pochowanych w nim bohaterów. Miałby to być swego rodzaju panteon owych niezłomnych ludzi.
Na powrót swojego komendanta czeka również Lubelszczyzna. – Otrzymałam wiele telefonów w tej sprawie, odbyłam też niejedną rozmowę – mówi siostrzenica „Zapory”. – Ziemia lubelska była bowiem ostoją legendy Dekutowskiego. Nigdy nie uległa indoktrynacji komunistów, nazywających żołnierzy wyklętych zdrajcami i bandytami. Pamięć o „Zaporze” i jego oddziale przetrwała przede wszystkim w małych miastach i wioskach, gdzie do dzisiaj jest uważany za bohatera. Dobitnym dowodem na to są liczne pomniki, tablice poświęcone majorowi Dekutowskiemu.
Rodzina nie podjęła jeszcze decyzji, dając sobie czas na spokojne rozważenie sprawy.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół