• facebook
  • rss
  • Kroniki pisane nocą

    Andrzej Capiga

    |

    Gość Sandomierski 35/2013

    dodane 29.08.2013 00:00

    Historia. W bielińskim klasztorze ukrywał się ścigany przez gestapo kapelan AK, ks. Londowicz. Siostry opatrywały też rannych w akcjach partyzantów. Przez prawie trzy miesiące działał tam ich szpital. Doglądały żołnierzy, żywiły i kontaktowały ich z dowództwem.

    Matka Kolumba Białecka zdecydowała się założyć drugi klasztor Zgromadzenia Sióstr św. Dominika w Bielinach na prośbę ks. Wojciecha Harmaty, proboszcza w Bielinach i w Ulanowie. Pierwsze siostry przybyły do Bielin już w 1868 r., by prowadzić tu pracę katechetyczną i pielęgnować chorych.

    Dwa lata później na placu podarowanym przez hrabiostwo Mniszchów poświęcono kamień węgielny pod klasztor i kaplicę. Od początku siostry z gorliwością oddawały się pracy; założyły szkołę, katechizowały dzieci i starszych, organizowały spotkania z młodzieżą, pielęgnowały chorych, szczególnie zasłużyły się w czasie epidemii cholery. Mieszkańcy Bielin pamiętają też ich bohaterską postawę podczas II wojny światowej oraz w trudnych stalinowskich czasach. 18 sierpnia siostry odznaczone zostały Krzyżem Czynu Zbrojnego.

    Rok 1939

    Już na wiosnę siostry spieszą z pożyczką na obronę powietrzną kraju. Siostry Alicja Głuszek i Helena Szajkowska, nauczycielki, przechodzą kurs obrony przeciwgazowej w Rudniku i Jarosławiu. W pierwszych dniach wojny tłumy uchodźców przeciągają przez Bieliny, szukając w klasztorze ochłody i posiłku. „Uchodźcy wracają ze wschodu, zmęczeni, zgnębieni wiadomościami, że sowiety na granicy Polski. Między uchodźcami są księża, klerycy, zakonnicy, jest część Kuratorium Krakowskiego z profesorem języka angielskiego Dybowskim, z jego siostrą i córką, są wizytatorzy i inni. W salach szkolnych [część klasztoru zaadaptowano wcześniej na potrzeby szkoły – red.] mieszkają uchodźcy, inni na plebanii, na wsi i we dworze. Najwięcej było ze Śląska i Krakowa. Uchodźcy przychodzili z obolałymi nogami. Siostry, jak mogły, opatrywały i leczyły oraz żywiły. Gdy zabrakło mleka i chleba, prosiły znane im gospodynie, które chętnie pomagały. Zadzwonił do furty lekarz wojskowy i żąda, by urządzić w klasie salę opatrunkową”. 9 września. „W kuchni ruch, gotujemy obiady na 150 osób. Gotuje się cały dzień, wskutek tego zapasy się kończą. Podleczeni żołnierze wracają do swoich domów. Tłumy Żydów z Pragi i Wiednia przeciągają przez Bieliny. Młodzież w kościele zanuciła »Boże, coś Polskę«”. 12 września. „Polskie patrole opuściły Bieliny. Jeszcze rano spisano na furcie z przesłuchania szpiega ze Śląska. Po paru dniach przyszli Niemcy, objęli tartak”. Święta. W wielu domach płacz na Wigilię. Mieszkańcy Bielin dostarczają siostrom zboże, ziemniaki, chleb i masło. Pytają, czy nie są głodne. One zaś dzielą się żywnością z jeszcze biedniejszymi.

    Rok 1940

    Rok smutny, jak i poprzedni. Mróz ściska. Ludzie przymuszeni do ciężkiej pracy w lesie. 4 sierpnia. „Do Bielin przyjeżdża wojsko okupanta z francuskiego frontu na wypoczynek. Są to przeważnie Austriacy i Czesi. We wsi jest ich 600, klasztorze – 60”. 1 września. „Siostry na własny koszt wynajmują pokój u Karola Urbaniaka. Siostry Alicja i Helena uczą tam dzieci”.

    Rok 1941

    12 kwietnia. „Przyjeżdża nowe wojsko, czysto niemieckie, dwóch lekarzy. Lekarz wiedeńczyk. U nas w dużej sali mają biuro. Izba chorych u Hasiaków w starym domu. Siostra Stefania Chmura jest tłumaczką chorych cywilnych. Zjeżdżają się chorzy z całej okolicy”.

    Rok 1942

    7 stycznia. „Otwarto u nas kuchnię dla wysiedlonych i najbiedniejszych, dzięki staraniom Księcia Piotra Czartoryskiego i wydajnej pomocy Ks. Skalnego, tutejszego rodaka, który jeździł po okolicznych wioskach i zwoził prowianty. Siostry gotują zupełnie bezinteresownie dla 57 osób zupę maszczoną słoniną, dwa razy na tydzień dostają mięso. Kuchnią zajmuje się Siostra Jadwiga Dąbek. Do Bielin przybywają zza Sanu biedni wysiedleni i zajmują opustoszałe mieszkania. Wieś nawiedziła czerwonka”.

    Rok 1943

    Książę Piotr Czartoryski wystarał się o mąkę, kaszę, masło, sól i jajka. Biedacy cisną się znowu do furty na gorące obiady i po mleko. Obiady dla biednych się kończą, a zaczyna półkolonia dla dzieci. Bardzo smutne kobiety z Dąbrówki i Dąbrowicy, bo ich mężowie w więzieniach i obozach. Listopad. „Wpadł Ks. Katecheta ze słowami: »Niemcy mnie ścigają«. Ukryłyśmy go, aż nie wyjechali”. Grudzień. Pasterka. „Kościół wypełniony. Noc śliczna. Naraz robi się ruch w kościele. Ktoś zawołał pod chórem: »Niemcy! «. Wystarczyło. Wszyscy cisną się do drzwi, dzieci płaczą. Ks. Katecheta kończy Pasterkę. Ktoś podał wiadomość, że pożar. Ochłonęłyśmy, bo to lepsze niż łapanka. Zostałyśmy same w kościele. Wyjeżdża Ks. Katecheta do Grabów, by wyspowiadać partyzantów”.

    Rok 1944

    Luty. „Do Kurzyny wpadli bolszewicy, dywersanci. Za przechowywanie żydów w Wólce Bielińskiej została niewinnie zastrzelona młoda dziewczynka, Kupcówna. Mnożą się rabunki. Niemcy wycinają drzewa nad Sanem. Widać, że będzie opór”. Maj. „Dostajemy czterech rannych: Prawdzic, Orzeł, Kon i dobrze nam znany Rumaniak Fredek z Mokradła. Nasze położenie niebezpieczne, ale obowiązek obywatelski zapomnieć o sobie a ratować ciężko rannych. Sprowadzamy im lekarza z Ulanowa, rosyjskiego z Biłgoraja. Leżą najpierw w infirmerii, potem w kancelarii. Wraga z Potoka pomaga nam w dostarczaniu lekarstw i żywności. Po miesiącu wywożą podleczonych”. Czerwiec–lipiec. „Dr. Nowiński ofiarował nam 1,20 kg gazy sterylizowanej, a apteka w Krzeszowie bandaży. Ofiarną okazała się żona szewca Agnieszka Smołowa”. Sierpień. „Siostra Stefania Chmura i Siostra Aurelia Olszewska przystępują do zaprzysiężonej pracy polegającej na przygotowaniu placówki sanitarnej i pomocy w urządzeniu opłatka dla Obozu Jana [dla partyzantów z oddziału Ojca Jana – red.] i dostarczeniu bielizny. Dałyśmy starą kapę na 20 szali, firankę na dwie koszule i 9 nowych czapek stowarzyszeniowych. Zdrada o mało nie pozbawiła życia przezacnego Ks. katechetę Londowicza. W Grabach zginęło 7 osób, oprócz cywilnych. Niemcy stracili dwa razy więcej. Niemcy urządzili pacyfikację lasów. Wyłapali 65 młodzieży. Przed egzekucją zbito ich kolbami, nawet po twarzy, niektórym połamano nogi i ręce. Z naszej parafii był Adolf Walas, 18-letni syn organisty, Kazimierz Koń i Sieczka z Glinianki”. Październik. „Przyprowadza do furty milicjant z Pysznicy postrzelonego milicjanta Edwarda Sibigę. Opatrzno ranę i wysłano go do szpitala w Nisku. Warszawa padła. Ogólny ból nad Armią Krajową. 16 dzieci ukończyło u nas tajną VII klasę i zdało egzamin w Ulanowie. Obecnie znów prowadzi VII klasę Siostra Przełożona Helena Szajkowska. Najechało tysiąc sowietów do Bielin”. Listopad. „Pierwsza łapanka w Bielinach. Przejechały dwa duże auta. Wywieźli jedno pełne auto mężczyzn. Druga łapanka. Smutek we wsi. Zostały domy bez mężczyzn. Bóg zasmucił, Bóg pocieszy, ufamy i modlimy się za biedaków”.

    Rok 1945

    Styczeń. „Wojsko wyjeżdża na front, ściągają druty telefoniczne, we wsi spokój nastaje – oby trwały”. Luty. „Otwarcie szkoły żeńskiej rolniczej w pałacu. Siostra Anna Kwapich dostała posadę”. Z relacji siostry Aurelii Kazimiery Olszewskiej, która przebywała w Bielinach od marca 1943 do stycznia 1947 r., wynika, że klasztor w Bielinach znajdował się niemal w centrum partyzanckich działań. W pracę w podziemiu zaangażowane były szczególnie siostry Stefania, Helena, Diana i Aurelia. Siostra Aurelia na przykład przenosiła pod wskazane adresy tajne dokumenty. Pomoc partyzantom, współpracując z siostrami, udzielało także wiele osób cywilnych, w tym między innymi Emilia Wojtanowska, nauczycielka miejscowej szkoły, której mąż zginął w Katyniu, oraz Agnieszka Łoś.• Przy pisaniu korzystałem z kronik prowadzonych przez siostry dominikanki z Bielin. Zachowałem pisownię oryginalną.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół