• facebook
  • rss
  • W poszukiwaniu bohaterów

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 32/2013

    dodane 08.08.2013 00:00

    Z Przemkiem Zamojskim, rysownikiem i malarzem, o jego najnowszym dziele z cyklu „Juliusz Tarnowski in memoriam” rozmawia Marta Woynarowska.

    Marta Woynarowska: Jak narodził się pomysł grafik poświęconych styczniowemu bohaterowi z Dzikowa?

    Przemek Zamojski: Myślałem o nim, dojrzewałem do niego. Potrzebowałem jednak czasu, by szkice zaczęły żyć swoją własną scenografią, tzn. ukazały się w pełnym graficznym wymiarze. Kiedy przystąpiłem do pracy nad cyklem, przypomniały mi się słowa z „Pana Cogito” Zbigniewa Herberta o tym, że „czasem doświadczamy fizycznej obecności osób dawno zmarłych”. To jest coś, co może wydawać się dzisiaj pompatyczne, ma jednak dla mnie głęboki sens. Kiedy pracowałem nad kolejnymi kartonami, „widziałem” jego postać w romantycznym kostiumie, charakterystycznym dla czasu powstania styczniowego, z całą wyrazistością i zarazem nierealnością.

    Jak głęboko poznał Pan swego bohatera?

    Przeczytałem chyba wszystkie znane publikacje na jego temat. Mnie jednak najbardziej interesowało wnętrze człowieka, którego przecież nie znałem, jakaś tajemnica jego życia. Może nawet najbardziej ta dotycząca sekretnego afektu, słabości, która czasem zyskuje paradoksalnie wielki wymiar. Dlatego nie chciałem przedstawiać go w ujęciu patriotycznego frazesu czy poprawnej gawędy, ale bardziej jako postać stojącą na pograniczu świata realnego, metafizycznego i fantastycznego z dodatkiem nuty romantycznej. Pracując nad kolejnymi grafikami, założyłem, że graficznym lejtmotywem będzie profil Juliusza, pojawiający się w każdym z kartonów aż do niemal ostatecznego zniknięcia. Szlachetność tych rysów, jakby żywcem przeniesionych z rzymskiej gemmy, powtarzam za Henrykiem Redlichem. W grafikach widać również mój ukłon w stronę włoskiej sztuki, której sporą cząstkę Juliusz musiał poznać, podróżując z bratem Stanisławem po Italii. Muszę też wspomnieć o silnej inspiracji koncertem f-moll Chopina, którego stale słuchałem podczas realizacji cyklu.

    Rozpoczynając pracę, miał Pan zaplanowane 23 grafiki? Bo jest to liczba niejako symboliczna – jeden karton na jeden rok życia Juliusza Tarnowskiego.

    Nie planowałem tego. Dopiero w trakcie pracy, kiedy przybywały kolejne kartony, stwierdziłem, że ta liczba będzie idealna, głównie przez wzgląd na swoją dramatyczną wymowę.

    Uważny widz dojrzy w grafikach wpływy nie tylko różnych epok, ale również kilku wielkich artystów.

    Sięgałem do największych, można zatem zobaczyć inspiracje Dürerem, Leonardem da Vinci, Caravaggiem, Rembrandtem. Zaczerpnąłem też z klasycznej ikonografii, stąd fragmenty z Grottgera i Malczewskiego. Ponieważ wiem, że Juliusz bardzo mocno związany był ze swoją matką, na jednym z rysunków można zobaczyć Dürerowski portret matki oraz studium dłoni złożonych w modlitwie. Wpływy sztuki antycznej prezentuje głowa z grupy Laokoona – symbol cierpienia ojcowskiego – będąca dopowiedzeniem rodzinnej tragedii. Ale wszystkie mają jeden podstawowy łącznik – sztukę antyczną.

    Podczas otwarcia wystawy padła zapowiedź kontynuacji cyklu.

    Tak, ale będzie to już inny temat, który wstępnie nazwałem „Legenda dzikowska”. Czy pojawi się tam Juliusz? Na pewno tak! Z pewnością chciałbym przedstawić wszystkie najcenniejsze skarby Dzikowa, których jest tak wiele. Przenieść w grafice tykanie zegarka księcia Pepi, rękopis „Pana Tadeusza”, motyw jeźdźca polskiego Rembrandta. Na pewno poruszę dramat pożaru w 1927 r. Uważam, że człowiek sztuki jest coś winien miejscu, w którym żyje. Na razie jednak muszę odpocząć od dzikowskiej tematyki, by nabrać pewnej świeżości spojrzenia.

    Nad czym obecnie Pan pracuje?

    Powróciłem do stałej fascynacji, czyli Zbigniewa Herberta i jego twórczości. Mam bowiem wrażenie, że wreszcie dojrzałem do pracy nad rysunkami związanymi z autorem „Struny światła’’. Roboczo zatytułowałem ten cykl „Triera do Itaki, czyli wędrówki Hermesa”, ale wszystko się jeszcze może zdarzyć, również zmiana tytułu... Wszystkie moje opowieści są formą podróży wewnętrznej, w których staram się cofnąć czas i dać inne życie sylwetkom, o których opowiadam. Kontynuuję także cykl „Francette, pourquoi tu me fixes?”, który w nowatorski sposób sięga po takie postacie jak Pablo Picasso czy Frida Kahlo.

    Gdzie można oglądać Pańskie prace?

    Obecnie w Tarnobrzeskim Domu Kultury. Natomiast prezentuję je głównie na mojej stronie internetowej i m.in. na Facebooku. Dla mnie w sztuce najważniejszy jest akt tworzenia, a wystawy to plan drugi. Jestem zaproszony ze swoją twórczością już stricte satyryczno-rysunkową do Klubu Pirania w Jarosławiu, gdzie prawdopodobnie tej jesieni będzie można oglądać inne moje oblicze. Zapraszam także na stronę Muzeum Karykatury w Warszawie, gdzie w zakładce „rysunek miesiąca” można oglądać moje nagrodzone prace. Dodam, że od marca mam honor należeć do Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół