• facebook
  • rss
  • Auta napędzane duszą

    Andrzej Capiga, Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 32/2013

    dodane 08.08.2013 00:00

    Motoryzacja. W tym roku, od kwietnia do października, w Polsce odywają się 44 rajdy zabytkowych pojazdów. Jeden z nich – I Runda Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych – miał miejsce w Stalowej Woli.

    Techniczne nowinki interesują prawie wszystkich. Zamiłowanie do staroci – to już domena oddanych fanów. Szczególnie sprawdza się to w przypadku zabytkowych pojazdów.

    Mieli swojego Bibera

    W przyszłym roku stalowowolski automobilklub będzie obchodził 40-lecie powstania. Staruszkiem wprawdzie nie jest, ale zaczynał w bardzo siermiężnych warunkach. I tylko dzięki determinacji takich zapaleńców, jak Jan Zennermann, Jacek Antonowicz, Stanisław Skruch, Wiesław Potasz, Edward Haduch, Marian Kowalski, Eustachy Sobota czy Stanisław Biber, mógł rozpocząć działalność jako delegatura Automobilklubu Rzeszów.

    Na początku klub rozwijał się na terenie Huty Stalowa Wola, która była jego największym sponsorem. Jego członkowie skupili się wtedy przede wszystkim na bezpieczeństwie w ruchu drogowym, chociaż nie był on wtedy tak intensywny jak dziś, doskonaleniu samej technik jazdy, organizowali także turystyczne rajdy samochodem. Pomysły obmyślali w skromnym pokoiku w hotelu robotniczym przy ul. W. Wasilewskiej, który był wtedy pierwszą siedzibą stalowowolskiego automobilklubu. Potem odkupili od Niżańskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego budynek, który pozostał po budowie mieszkalnego osiedla. Mając zaplecze, zarząd klubu podjął decyzję o powołaniu sekcji kartingowej, prowadzonej z zapałem przez Stanisława Kordalskiego, Stanisława Czekierdę, Jerzego Jabłońskiego i Aleksandra Adriana. W dalszej kolejności zorganizowano również sekcję motorowerową, motorową oraz oczywiście samochodową. Wkrótce koła stalowowolskiego automobilklubu pojawiły się też w Tarnobrzegu, Połańcu i Janowie Lubelskim. Klub zaczął na siebie zarabiać, robiąc na przykład przeglądy pojazdów, szkoląc kierowców, stał się także prekursorem turystycznych wojaży po kraju i zagranicy. W latach ustrojowej transformacji Automobilklub Stalowa Wola zainwestował w diagnostyczny sprzęt, stał się również uznanym organizatorem różnego rodzaju imprez samochodowych i rekreacyjnych, w tym między innymi zlotu ratowników drogowych czy eliminacji Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych. Nie zapomina także o osobach niepełnosprawnych, dla których urządza wspólnie ze Spółdzielczym Domem Kultury coroczną imprezę „Baw się razem z nami”. – Obecnie nasz automobilklub liczy ok. 160 członków – mówi Zbigniew Bieś, jego prezes. – Reprezentują różne środowiska i mają różnorodne zainteresowania. Powstały sekcje ratowników drogowych, pojazdów zabytkowych, sędziowska... Jak na obecne warunki ekonomiczne, stalowowolski automobilklub prowadzi bardzo szeroką działalność, którą wspierają miasto, starostwo, Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego oraz różne firmy, sponsorujące konkretne przedsięwzięcia. Ma też stałe własne dochody z prowadzonej działalności gospodarczej, m.in. warsztatu samochodowego, kursów, wynajmowania hal, parkingów. Mimo skromnego budżetu jest organizatorem szeregu imprez, z których część ma zasięg ogólnopolski. – Prowadzimy wspólnie z policją zajęcia w szkołach z zakresu bezpieczeństwa drogowego – tłumaczy Zbigniew Bieś. – W działalność edukacyjną wpisują się również powiatowe i gminne turnieje Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Jesteśmy także organizatorem kursów sędziów sportowych. Ważną imprezą, która na stałe gości w naszym kalendarzu, jest odbywający się 8 marca specjalny rajd dla pań, z okazji przypadającego na ten dzień Święta Kobiet. Dla członków klubu zaś mamy każdego roku przewidziane ogniska i wycieczki, np. w Bieszczady. Można powiedzieć, że oprócz stycznia oraz lipca i sierpnia pozostałe miesiące są mocno wypełnione różnego rodzaju imprezami, wydarzeniami.

    Automobil roku

    – Po raz pierwszy eliminacje do Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych otrzymaliśmy w 2004 r. – mówi Zbigniew Bieś. – Wcześniej bowiem odbywały się tylko zloty. I od tamtego roku cyklicznie organizujemy jedną z rund. Przerwa była w 2011 r. z uwagi na nałożenie na siebie tego samego dnia dwóch wydarzeń: eliminacji i nocy muzeów. A ponieważ, jak to się mówi, koszula bliższa ciału, rzeszowski oddział Polskiego Związku Motorowego postanowił przeprowadzić eliminacje w Rzeszowie. Dzięki tym eliminacjom wśród naszych członków wzrosło zainteresowanie starymi autami, co przełożyło się na powiększenie grona sekcji pojazdów zabytkowych, skupiającej obecnie kilkanaście osób. W tym roku Automobilklub Stalowa Wola zafundował miłośnikom motoryzacji wspaniałą ucztę, jaką była I Runda Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych, która odbyła się na początku maja. Jego trasa przebiegała drogami dawnej puszczy sandomierskiej, gdzie 600 lat temu odbywały się królewskie polowania przed bitwą pod Grunwaldem, a w latach 20. i 30. ubiegłego wieku austro-daimlerem i bugatti 37A jeździła nimi najbardziej znana i utytułowana zawodniczka wyścigów samochodowych Maria Koźmianowa. W Stanach koło Bojanowa miała swój dom i garaże, w których przygotowywano samochody do zawodów. Wśród pojazdów, które przejechały także ulicami Tarnobrzega i Stalowej Woli, można było między innymi zobaczyć mercedesa 560 SL, syrenę, lincolna continentala, skodę, czy też wołgę. Był tam też jeden z najpiękniej odrestaurowanych starych samochodów w Polsce, fiat 508 III S – własność Stanisława Popowicza ze Stalowej Woli. Główna Komisja Samochodów Zabytkowych PZM przyznała mu tytuł „Automobil Roku”.Model 508 jest to unowocześniona konstrukcja auta oznaczonego jako 509, wytwarzanego już w drugiej połowie lat 20. we Włoszech. „Pięćsetósemkę” przed laty kupił teść pana Stanisława. Auto było wówczas w fatalnym stanie. – Trudno powiedzieć, że był to kompletny pojazd. Można było go właściwie nazwać workiem z częściami. Zresztą przez lata służył jako swego rodzaju magazyn na części. Na dobrą sprawę trzeba było zacząć budowę auta od podstaw. Prace renowacyjne nie były łatwe, brakowało wielu elementów. Całkowicie nowe jest m.in. nadwozie. Zależało mi na tym, żeby wszystko było oryginalne, ale zgromadzenie wszystkich elementów nie było łatwe. Oczywiście, nie było możliwości kupienia wszystkich części w jednym miejscu. Znalezienie ich trwało wiele miesięcy. Ostatecznie udało się skompletować wszystkie, choć nie ukrywam, że pochodzą z różnych egzemplarzy tego modelu – zwierzył się Stanisław Popowicz.

    Drogie hobby

    Do grona miłośników zabytkowych aut dołączył również sam prezes, który remontuje obecnie BMW 321 z 1937 r. – Jest to bardzo drogie hobby, w dodatku wymagające wiele cierpliwości – zauważa Zbigniew Bieś. – Dotyczy to zwłaszcza tych najstarszych samochodów oraz aut, których egzemplarze wypuszczono w niewielkiej liczbie. Osoba zainteresowana kupnem przedwojennego wyremontowanego modelu musi się liczyć z wydatkiem sięgającym nawet 1,5 mln zł. Naturalnie zdecydowanie taniej można kupić samochód w – nazwijmy to – stanie mocno niekompletnym. Ale wówczas przed takim właścicielem pojawia się widmo czasami kilkuletnich poszukiwań potrzebnych części, dokumentacji technicznej, a potem cierpliwego dopasowywania kolejnych elementów, by wreszcie móc wyjechać na podbój szos. – Najczęściej kupuje się auta z Anglii lub Francji, gdyż tam zachowało się ich najwięcej – informuje prezes automobilklubu. – Są wydawane specjalne katalogi. Ale najczęściej odbywa się to na zasadzie „jedna pani powiedziała drugiej pani”. I wówczas rozpoczyna się prawdziwe dochodzenie, niemal śledztwo. Naturalnie wielkim dobrodziejstwem są różne portale, na których odbywają się aukcje internetowe. Jeżeli ktoś zdecyduje się na zakup zabytkowego auta, musi liczyć się z tym, że oto rozpoczyna ćwiczenia z cierpliwości. Czasami części trzeba poszukiwać nawet kilka lat po całym świecie, należą bowiem już do rzadkości. Albo zwyczajnie zastępować zamiennikami. Zupełnie inaczej sprawa przedstawia się w przypadku samochodów z okresu PRL, czyli syrenek, fiatów, trabantów, do których części można jeszcze kupić w sklepach motoryzacyjnych. – Stare auta mają swój niezaprzeczalny urok, mają duszę – podkreśla Zbigniew Bieś. – Poza tym są proste w konstrukcji, a przy tym zwyczajnie ładnie się prezentują. O swojej beemce pan Zbigniew dowiedział się na jednym ze spotkań środowiskowych. – Padł wówczas temat, że ktoś w Mińsku Mazowieckim ma do sprzedania autko z 1937 r. – opowiada. – Skontaktowałem się z właścicielem i ściągnąłem je. Niektóre części dałem do renowacji. W robocie teraz są licznik i silnik. Niestety, nie sposób znaleźć mechanika, który potrafiłby zrobić takie auto. Dlatego trzeba śledzić informacje pojawiające się w internecie, gdzie można natrafić na dokumentację techniczną, zdjęcia. Czasami wykorzystuje się nawet stare lub współczesne filmy, w których pojawiają się zabytkowe samochody. Każda, nawet najmniejsza informacja jest na wagę złota. Pan Zbigniew dzięki znajomościom Stanisława Popowicza obecnie stara się poznać nazwiska właścicieli jego samochodu. – Być może dzięki dokumentom znajdującym się w Monachium dowiem się, kto jako pierwszy je nabył – dodaje z nadzieją.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół