• facebook
  • rss
  • Diamentowy chłopak

    dodane 01.08.2013 00:00

    O tym, jak zdobywa się indeks na jedną z najbardziej renomowanych uczelni, z Kacprem Pałkusem, tegorocznym absolwentem Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Tarnobrzegu, rozmawia Marta Woynarowska.

    Marta Woynarowska: Ma Pan w kieszeni diamentowy indeks Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Co trzeba zrobić, aby go otrzymać?

    Kacper Pałkus: Przede wszystkim trzeba mieć dobre zaplecze, czyli jakieś pięć procent talentu, a cała reszta to przede wszystkim praca, praca i wiele chęci. Wiedza i umiejętności nie przychodzą same z siebie, trzeba je systematycznie doskonalić poprzez rozwiązywanie coraz bardziej skomplikowanych zadań. Po drugie należy mieć solidne oparcie w nauczycielu, zwłaszcza tak wspaniałym jak mój wychowawca, pan profesor Mieczysław Knutelski. Jestem mu bardzo wdzięczny. W dużej mierze dzięki niemu udało mi się zdobyć diamentowy indeks na AGH. Doskonale przygotował mnie i moich dwóch kolegów. Dla niego nie ma zadań czy zagadnień matematycznych, których nie potrafiłby w prosty sposób wytłumaczyć.

    Czy przygotowując się do startu w Ogólnopolskiej Olimpiadzie o Diamentowy Indeks AGH, uczęszczał Pan na dodatkowe zajęcia z matematyki, np. na korepetycje?

    Nie. Poza lekcjami żaden z nas nie chodził na korki. Tylko tuż przed startem pan Knutelski dawał nam do domu zadania do rozwiązania. Kiedy zaś przeszliśmy do drugiego etapu olimpiady, zorganizował nam kółko matematyczne. Olimpiada bowiem podzielona jest na trzy etapy. Pierwszy polega na rozwiązaniu otrzymanych zadań w domu i odesłaniu ich do komisji. Jeśli zaliczy się ten stopień, przechodzi się do drugiego, nazwijmy go rejonowym. My pojechaliśmy do Przemyśla, dokąd zawiózł nas sam pan dyrektor LO. Zadania na tym etapie nie wychodziły poza materiał programowy liceum, ale dopiero podczas ostatniego etapu w Krakowie należało wykazać się wiedzą znacznie wykraczającą poza ramy szkolne.

    Ile osób doszło do końcowego szczebla?

    Z 1339 startujących w etapie pierwszym do ostatniego przeszło 189 uczniów. Diamentowy indeks otrzymują zaś wszyscy, którzy rozwiązali ponad 70 procent zadań.

    Co daje taki indeks?

    Przede wszystkim możliwość wyboru studiów na AGH na dowolnym kierunku, a mnie osobiście dał pewność siebie i spokój, z jakim podszedłem do matury. Doskonale wiedziałem, na co mnie stać i nie miałem żadnych obaw. Te pojawiły się dopiero na tydzień przed ogłoszeniem wyników, ale związane były z językiem polskim. Pomyślałem sobie, że gdyby powinęła mi się noga z polskiego, to byłaby katastrofa. Ale poszło dobrze.

    Matematykę oraz angielski zarówno na poziomie podstawowym, jak i rozszerzonym zdał Pan na 100 procent. To dzięki m.in. tym wynikom przed kilkoma dniami otrzymał Pan wyjątkową nagrodę dla najlepszego maturzysty w Tarnobrzegu.

    Zaskoczyła mnie informacja, że pani eurodeputowana Elżbieta Łukacijewska zaprosiła mnie do Brukseli na odbycie miesięcznego stażu w Parlamencie Europejskim. Jest to wielkie wyróżnienie i jednocześnie szansa. Podszlifuję język angielski, a adnotacja o takim stażu w moim CV z pewnością będzie mile widziana przez potencjalnego pracodawcę. Takie rzeczy dzisiaj bardzo się liczą.

    Mając indeks AGH w kieszeni, zdecydował się Pan jednak studiować na Podkarpaciu?

    Wybrałem Politechnikę Rzeszowską, bo tylko tu jest najlepsza możliwość studiowania lotnictwa i kosmonautyki. To bardzo renomowany kierunek, na wysokim poziomie. Poza tym w związku z rozwijającą się w naszym regionie doliną lotniczą liczę, że kiedy za pięć lat skończę studia, nie będę miał problemów ze znalezieniem pracy. Swój udział w podjęciu tej decyzji miał mój wujek związany z lotnictwem. Mnie jednak nie pociąga pilotaż, ale zagadnienia związane z budową silników.

    Pański sukces to sporo godzin nauki i pracy.

    Nie tylko. We wszystkim należy zachować umiar i równowagę. Zawsze staram się mieć czas na odpoczynek, mam również swoje obowiązki w domu, nie mogę zrzucać wszystkiego na barki rodzeństwa czy rodziców, którym jestem ogromnie wdzięczny za wyrozumiałość, wsparcie i doping. Ale przede wszystkim dziękuję Panu Bogu, bo wszystko, co udało mi się osiągnąć, to Jego łaska. Wiem i czuję, że jest w tym Jego palec, bo nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego jak staż w Europarlamencie. Dlatego w podzięce idę na pielgrzymkę do Częstochowy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół