• facebook
  • rss
  • Baba Jaga i pająki

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    – Idą, idą! – woła jeden z chłopców do grupki dzieci na placu zabaw przy ul. Dekutowskiego.

    Wszystkie wybiegają naprzeciw nadchodzącym paniom Małgosi i Ani. – Jesteśmy tzw. streetworkerami, czyli pedagogami ulicy – wyjaśnia Małgorzata Górniak-Siatka.

    Poszerzają teren

    W Tarnobrzegu drugi rok z rzędu stowarzyszenie Esteka realizuje program „Pedagodzy ulicy”. – Będąc w zarządzie osiedla Siarkowiec, zauważyłem, że wiele dzieci sporą część czasu, zwłaszcza latem, spędza na placach zabaw lub pod blokami – wyjaśnia narodziny programu jego koordynator Sławomir Partyka. – Nie brakowało również chuligańskich wybryków młodzieży. Dlatego próbowałem przekonać ówczesnego prezydenta Tarnobrzega do przystąpienia do programu „Pedagodzy ulicy”, ale, niestety, nie udało się.

    Ponieważ w ubiegłym roku doszło do kilku drastycznych przypadków pobić, bójek z udziałem młodych osób, zmobilizowało mnie to do zdecydowanych działań. I tak, dzięki akceptacji i wsparciu finansowemu prezydenta Norberta Mastalerza na osiedlu Siarkowiec pojawili się streetworkerzy. W programie, zgodnie z jego nazwą, uczestniczą pedagodzy, nauczyciele bądź studenci kierunków pedagogicznych. – Naszymi działaniami chcemy objąć jak największą liczbę dzieci i młodzieży spędzających dużo czasu na ulicy, wychowujących się czasami w trudnych warunkach socjalnych i kulturowych – mówi Sławomir Partyka. – Dużo uwagi poświęcamy młodzieży mającej problemy w szkole, wagarującej, mającej epizody ze spożywaniem alkoholu, braniem środków uzależniających. Główną naszą intencją jest, aby program ten był jak najbardziej ciekawy, atrakcyjny dla jego odbiorców – dzieci nie kupią przecież byle czego – aby inspirował, motywował i przełamywał wszelkie bariery i budował wzajemne zaufanie. W ubiegłym roku w zajęciach uczestniczyło średnio ośmioro, dziesięcioro dzieci. W obecnym np. na plac zabaw przy ul. Dekutowskiego przychodzi ich prawie trzydzieścioro. W stosunku do roku 2012 poszerzony został teren działania. W poniedziałki i środy panie pracują z dziećmi przy ul. Dekutowskiego, we wtorki i czwartki przy ul. Wyspiańskiego, w piątki zaś na osiedlu Siarkowiec. Zajęcia zaczynają się kilka minut po 15.30, a kończą o 19.00.

    Przyjemne z pożytecznym

    Anna Dereń i Małgorzata Górniak-Siatka pracę jako streetworkerki podjęły w tym roku. – Siostra mojego męża uczestniczyła w realizacji pierwszej edycji programu i zachęciła mnie. Podobnie jak koleżanka nie miałam sprecyzowanych planów na wakacje, a obie jako nauczycielki mamy dwa miesiące wolnego. Zdecydowałyśmy więc, że nie będziemy oddawać się wtedy tylko słodkiemu leniuchowaniu. Zresztą jest to też jakaś forma wypróbowania siebie – mówi pani Anna. – Po co siedzieć bezczynnie w domu, jeśli można wesoło, przyjemnie i pożytecznie spędzić czas na zabawach na świeżym powietrzu? – dodaje pani Małgorzata. Inicjując gry i zabawy, pedagodzy starają się nauczyć dzieci samodzielnego zagospodarowywania wolnego czasu. – Chodzi o pokazanie im różnego rodzaju gier zespołowych, zabaw, które później mogą same wykorzystać – wyjaśnia Małgorzata Górniak-Siatka. – W przypadku starszej młodzieży mamy reagować na niewłaściwe zachowania, typu picie alkoholu, palenie papierosów lub przypadki agresji słownej czy fizycznej. Doświadczonych pedagogów wspiera jak na razie jedna wolontariuszka. – Ponieważ mam teraz sporo czasu, postanowiłam spędzić go z korzyścią dla innych, ale i dla siebie – mówi Patrycja Głowacka, tegoroczna absolwentka resocjalizacji w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej im. prof. S. Tarnowskiego w Tarnobrzegu. – Pracuję pod okiem doświadczonych pedagogów, od których mogę się bardzo wiele nauczyć. Poza tym jest to wiedza praktyczna, nie tylko teoretyczna. W ten sposób się rozwijam. Choć Patrycja jako studentka resocjalizacji miała ograniczony kontakt z dziećmi, to jednak nabyta wiedza okazuje się w niektórych sytuacjach bardzo potrzebna. – Reaguję, np. słysząc mało parlamentarne słowa – opowiada. – Albo kiedy dochodzi pomiędzy dziećmi do jakichś nieporozumień. Ale takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko, bo generalnie dzieciaki są bardzo fajne.

    Dwa ognie wciąż żywe

    – Bardzo podoba mi się zabawa w twistera – mówi Mikołaj. – I nie tylko, ale tu trzeba się nieźle nagimnastykować. Poza tym gramy z paniami w dwa ognie i „Baba Jaga patrzy”. Jest fajnie i na pewno przyjdę w środę. Dzisiaj dzieci bawią się m.in. w pająka i muchy. – Chodzi o to, aby po haśle: „pająk idzie” każdy stanął w miejscu i nie ruszał się. Odpada każdy, kto poruszy się choćby troszkę. Parę razy z rzędu wygrała jedna z dziewczynek. – Ta muszka wygląda, jakby była z kamienia. Nawet powieka jej nie drgnie – śmieje się pani Ania. – Preferujemy przede wszystkim zabawy ruchowe, które uczą działania zespołowego, mają charakter integracyjny – podkreśla pani Małgorzata. – Chodzi o nauczenie dzieci przebywających na jednym placu zabaw pewnych reguł współdziałania, a także, co okazuje się niezwykle ważne, umiejętności radzenia sobie i pogodzenia z przegraną – dodaje pani Anna. Opiekunowie mają do dyspozycji różne akcesoria ułatwiające zajęcia z dziećmi. Plansze do twistera, obręcze do hula-hoop, piłki do koszykówki i siatkówki, kredy do rysowania na chodniku, a nawet farbki do malowania twarzy. W trakcie zajęć nie brakuje konkursów i nieodzownych w takich wypadkach nagród. Choć są skromne, to dzieciom sprawiają wielką frajdę, bo zostały zdobyte dzięki umiejętnościom czy wiedzy. W planach jest ponadto wycieczka do Kurozwęk, lekcje tenisa ziemnego, które poprowadzi instruktor, wyjście do kina, wizyta w tarnobrzeskim muzeum, a także rowerowa wycieczka do stadniny koni w Mokrzyszowie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół