• facebook
  • rss
  • Oazowa reaktywacja

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 29/2013

    dodane 18.07.2013 00:00

    Lato. „Narodzić się na nowo” to hasło obecnego roku formacyjnego Ruchu Światło–Życie. Na wakacjach z Bogiem wypocznie ponad 600 młodych ludzi.

    Poranek. W ośrodku wszyscy jeszcze śpią, tylko kilka osób uwija się w kuchni, aby przygotować śniadanie. To zadanie grupy gospodarczej – musi wyrobić się przed modlitwami. Do kaplicy wczłapują pierwsze osoby. Z kupki książek na stoliku każdy bierze mały brewiarz. Jeszcze chwila i kaplicę wypełni oazowy śpiew uwielbienia. Poranne psalmy przebudzają najbardziej zaspanych, potem jest chwila na osobistą modlitwę. – Wielu wydaje się, że to takie nudne i jednostajne. Jednak codzienny rytm oazy pomaga potem złapać dyscyplinę w ciągu roku i tak zaplanować dzień, aby na wszystko starczyło czasu – opowiada Edyta Markowicz z oazy w Skorodnem.

    Przy śniadaniu gwar. Truskawkowy dżem znów jest hitem i smakuje jak nigdzie indziej. Po śniadaniu animatorzy wyznaczają kolejne zadania. – Codziennie rano losujemy osobę, która staje się „głośnym przyjacielem”, czyli osobą, z którą spędzamy danego dnia dużo czasu. Razem siedzimy na posiłkach, idziemy na spacer, poznajmy siebie nawzajem. To potem pomaga w nawiązywaniu przyjaźni i znajomości i nie pozwala nam być samotną wyspą – tłumaczy Klaudia Kawecka. Słychać strojenie gitar, ktoś do dużej sali wnosi bębenki – to znak, że czas na wspólny śpiew i „szkołę liturgii”. To wszystko ma przygotować do Mszy św., która zawsze jest w centrum każdego dnia. – Nie wszystko na oazie przychodzi łatwo. Ja mam problemy z „namiotem spotkania”, ale za to bardzo lubię wspólny śpiew. Nie wiem, jak inni to znoszą, bo podobno zamiast śpiewać beczę, ale wyznaję zasadę, że kto fałszuje, ten dwa razy lepiej się modli – przyznaje Grzegorz Buczek, wchodząc na wspólny śpiew. A w kuchni już pełną parą idą przygotowania do obiadu. – U nas ziemniaki obierają chłopcy. Sami sobie wybrali i idzie im naprawdę nieźle. To takie przygotowanie do domowych zadań. Tutaj niektórzy po raz pierwszy doświadczają, że przy cebuli trzeba popłakać – z uśmiechem wyjaśnia Iwona Hebda, animatorka w Olchowej. W samo południe brzmią dzwonki. „Przyjdź z pokłonem, ludu Boży” rozpoczyna wspólną Mszę św. Dziś rozważają tajemnicę odnalezienia Jezusa w świątyni. – Módlmy się, aby każdy z nas dobrze i odpowiedzialnie wybierał w swoim życiu drogi powołania i z Bożą pomocą je realizował – brzmi jedno z wezwań w modlitwie powszechnej. W cieniu bieszczadzkiej lipy odbywa się spotkanie formacyjne. Pismo Święte odkrywa tutaj swoje tajemnice. Każdy ma szansę powiedzieć, co dla niego ważne, a czego do końca nie rozumie. Animator pomaga rozwiać wątpliwości. To przygotowanie do wieczornego „namiotu spotkania”, gdzie każdy ma szansę wyszeptać Jezusowi wszystko, co ma w sercu. Siłę oazowej młodości można poznać podczas pogodnych wieczorów. – Heja, smutasy! Teraz wspólnie tańczymy i śpiewamy, by pobudzić bieszczadzkie niedźwiedzie – zachęca jeden z prowadzących wspólną zabawę animatorów. Dzień się kończy. Indywidualna modlitwa przez Najświętszym Sakramentem wycisza serca. „Zasypia świat piosenką kołysany” – śpiewają na dobranoc Maryi. Podsumowaniem oazy jest dzień wspólnoty, najczęściej zbiega się on z dniem, w którym przeżywane jest zesłanie Ducha Świętego. – Wszyscy czekają na ten dzień, w którym spotykamy się z innymi grupami oazowymi. To takie wielkie wspólne święto. Przejmująca jest godzina świadectwa, podczas której dzielimy się naszymi przeżyciami ze wspólnie spędzonego czasu – tłumaczy Dominik Broda.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół