• facebook
  • rss
  • Metryka poszła precz

    Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 24/2013

    dodane 13.06.2013 00:00

    Sala tonie w mroku, jedyny snop światła pada na drzwi, w których staje ona – Markiza...

    Stylowa suknia, kapelusz i ten kokieteryjny, a zarazem pełen dumy uśmieszek – prawdziwa dama z minionej epoki. – Bardzo się cieszę, że pani Ela Chrobak zdecydowała się przyjąć tę rolę, wymagającą wszak odwagi i sporo finezji – mówi Andrzej Wilgosz, opiekun i reżyser teatru „Bez Metryki” Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Ostatni premierowy spektakl „Słowa o »Słówkach« Boya-Żeleńskiego” zgromadził w sali kameralnej Tarnobrzeskiego Domu Kultury wierną rzeszę widzów, którzy entuzjastycznie przyjęli występ.

    Słówka i dorożki

    – Po przedstawieniu „Julian Tuwim – Wspomnienie” zastanawiałem się, po czyje teksty sięgnąć tym razem – opowiada Andrzej Wilgosz. – Z pomocą przyszedł pan Bolesław Ziemba, wielki miłośnik twórczości Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Panowie mieli jednak twardy orzech do zgryzienia, wybór tekstów wobec ogromu materiału nie był rzeczą prostą. – Podczas selekcji odrzuciliśmy ze względów obyczajowych utwory zawierające jakieś niecenzuralne zwroty – wyjaśnia reżyser. – Pozostawiliśmy 11 tekstów, które pozwoliły niektórym aktorom zagrać konkretną postać. Pan Bolek miał nawiązywać np. do Fryderyka Járosego. Zresztą całe przedstawienie było utrzymane w konwencji teatru w teatrze. Impuls do założenia grupy teatralnej dała informacja, która napłynęła z Fundacji dla Uniwersytetu Jagiellońskiego o Ogólnopolskim Przeglądzie Amatorskich Teatrów Uniwersytetów Trzeciego Wieku „Międzypokoleniowa Twórczość Teatralna”. Warunkiem uczestnictwa był udział seniorów oraz dzieci w wieku do lat 13. Dzięki energii Krystyny Frąszczak, prezes tarnobrzeskiego UTW, oraz zaangażowaniu i profesjonalizmowi Andrzeja Wilgosza udało się stworzyć wymagany zespół. – Choć przyznaję, że miałem przez chwilę ogromne obawy i byłem trochę sparaliżowany tremą, kiedy zobaczyłem w grupie państwa Zosię i Bolesława Ziembów – zwierza się teatrolog. – Pani Zofia była moją nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 3. To oni zarazili mnie miłością do teatru, co skończyło się studiami teatrologicznymi. Po intensywnych próbach, na początku grudnia 2008 r. pojechali do Krakowa z „Wieczorem sentymentalnym” opartym na tekstach Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, wśród których nie mogło zabraknąć „Zaczarowanej dorożki”. Zajęli trzecie miejsce. Oprócz gry aktorskiej doceniona została dekoracja autorstwa Bożeny Wójtowicz-Ślęzak, instruktorki TDK, artystki-malarki, która nadal wyczarowuje poetyckie klimaty do kolejnych spektakli teatru. Taki sukces należało naturalnie szybko wykorzystać i kuć żelazo póki gorące. Nagrodzony w Krakowie spektakl zaprezentowali również tarnobrzeskiej publiczności. Niebawem zrodził się pomysł na kolejne przedstawienie. Tym razem wybór padł na Juliana Tuwima. Przed miesiącem był Boy-Żeleński, a w głowie pana Andrzeja rodzi się już następny pomysł. – Marzy mi się prezentacja niemal zupełnie niewykorzystywanego w przedstawieniach dorobku pisarzy młodopolskich – rozmarza się reżyser.

    Jest zespół

    – Mamy za sobą wystawienie trzech sztuk, dzięki którym zgraliśmy się, wiemy, że możemy na siebie liczyć – podkreśla Janusz Bartela. Dla zespołu istotne są również wcześniejsze doświadczenia sceniczne części artystów teatru „Bez Metryki”. Bolesław Ziemba brał udział w różnych konkursach recytatorskich, należał również w latach 70. do amatorskiego teatru. Bogatą karierą kabaretową może natomiast poszczycić się Janusz Bartela. – To zamierzchłe czasy, przełom lat 60. i 70., kiedy podjąłem pracę jako chemik – opowiada. – Miałem niekiedy wolny czas i nie bardzo wiedząc, jak go zagospodarować, przychodziłem do Tapimy. Poznałem tam kilku kolegów, z którymi otrzymaliśmy od pana Kazia Chlebowskiego propozycję udziału w kabarecie, nazwanym później „Kaktusik”, który działał przy Młodzieżowym Domu Kultury. Występowaliśmy nie tylko w Tarnobrzegu, ale również w innych miastach Polski. Ale po kilku latach zespół jakoś się rozpadł. Kiedy zatem pani Krysia Frąszczak zapowiedziała utworzenie teatru, niemal skakałem z radości, bo znowu mogłem wrócić do tego, co mnie pasjonowało. Obok pana Janusza na sceniczną „karierę” zdecydowali się Elżbieta Chrobak, Janina Szul, Zofia i Bolesław Ziembowie, Zenona Kłos i Maria Pantula. – Teraz, po tej trzeciej premierze, mogę śmiało i z pełnym przekonaniem stwierdzić, że mamy świetny, zgrany zespół teatralny – zapewnia reżyser. – To ogromna zasługa Andrzeja – wtrąca Janusz Bartela. – To on daje nam pewność siebie. Nie sposób grać, będąc spiętym, to uniemożliwia oddanie całej głębi tekstu i postaci. On od razu to wychwytuje i szybko sprowadza nas na właściwe tory. – Przed każdym występem biorę na siebie całą złą energię, którą, niestety, kiedy coś idzie nie tak, wyładowuję na siedzącym obok Rysiu Janiku, naszym oświetleniowcu – śmieje się Andrzej Wilgosz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół