• facebook
  • rss
  • Zwycięskie starcie z Moskalami

    Andrzej Capiga, Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 23/2013

    dodane 06.06.2013 00:00

    Historia. Polacy wojenkę mają chyba we krwi. Z roku na rok przybywa bowiem nie tylko rekonstrukcyjnych grup, ale także widzów spragnionych przeniesienia się w czasie i zakosztowania adrenaliny.

    Szacuje się, że w Polsce działa ok. 500 różnego rodzaju grup rekonstrukcji historycznych, skupiających, bagatela, 100 tys. osób. Najliczniejszą z nich stanowią bractwa rycerskie, przyciągające miłośników średniowiecza obu płci. Wszak rycerz nie mógł się obejść bez swojej pani. Na terenie naszej diecezji działa kilka bractw, z których najbardziej znana jest Chorągiew Rycerstwa Ziemi Sandomierskiej, założona i prowadzona przez Karola Burego. Ale nie można zapomnieć o Hufcu Rycerstwa Ziemi Opatowskiej oraz Grupie Rekonstrukcji Historycznej „Ab Initio”, działającej przy Staszowskim Ośrodku Kultury. Miłośnicy kawaleryjskich tradycji naszego wojska z Sandomierza i Tarnobrzega zgodnie wybrali 14. Pułk Ułanów Jazłowieckich, bodaj najsłynniejszy przedwojenny oddział.

    Bitwa za bitwą

    W roku bieżącym jednak najbardziej rozchwytywanymi grupami rekonstrukcyjnymi są zespoły wcielające się w formacje z drugiej połowy XIX stulecia. Jak Polska długa i szeroka, obchodzona jest 150. rocznica wybuchu powstania styczniowego. Wzięcie mają przede wszystkim partie powstańcze, ale również oddziały wojsk carskich. Wszak bez wroga bić się nie sposób. – W tegorocznym kalendarzu mamy zapisanych już ponad 40 imprez z naszym udziałem – zauważa Robert Matusik z buskich Żuawów Śmierci. – A to jeszcze nie wszystko. Poza tym jest ogromny rozrzut, zaproszenia otrzymaliśmy bowiem z całej Polski – Warszawy, Krakowa, Częstochowy, Małogoszczy, Kielc. Muzeum Historyczno-Archeologiczne w Ostrowcu Świętokrzyskim wspólnie z Miejskim Centrum Kultury przygotowało inscenizację historyczną pt. „Zwycięska bitwa pułkownika”. Rekonstrukcja ta odnosi się do wydarzeń, jakie miały miejsce 4 maja 1863 r. pod Jeziórkiem (dzisiejszy Sudół), gdzie powstańcze oddziały pułkownika Dionizego Czachowskiego stoczyły zaciętą bitwę z wojskami carskimi majora Klewcowa. W bitwie tej poległ rosyjski dowódca wraz z 90 dragonami. Po stronie powstańców straty wyniosły ośmiu zabitych powstańców. W widowisku przygotowanym przez grupy rekonstrukcyjne z Radomia i Kielc wzięły udział ponadto 132 osoby, które odegrają role pieszych oddziałów powstańczych, strzelców, kosynierów oraz oddziałów piechoty rosyjskiej i szwadronów kawaleryjskich. Jedną z grup, która prezentowała się niezwykle okazale podczas tej rekonstrukcji, byli Żuawi Śmierci, legendarny oddział okresu powstania styczniowego. Na jego rekonstrukcję zdecydowała się grupa pasjonatów z Buska-Zdroju. Oddział istnieje od 11 lat.

    Zaczęło się w Grochowiskach

    Dowódcą tej grupy w randze kapitana jest Robert Osiński. Dlaczego wybór padł na Żuawów Śmierci? – Po pierwsze to formacja powstańcza, która swoją najsłynniejszą bitwę stoczyła w Grochowiskach, niedaleko Buska – wyjaśnia Robert Osiński. – Ponadto udało mi się kiedyś nabyć na giełdzie, zupełnie przypadkowo, oryginalny sztucer Lorenza – broń, w którą byli uzbrojeni Żuawi Śmierci. Pierwszy mój występ w Grochowiskach w 2002 r. był samotny, ale już rok później uczestniczyliśmy jako 5-osobowa grupa. – Pan Robert, z którym znałem się wcześniej, zaproponował mi udział w oddziale – opowiada Robert Matusik. – Pomyślałem, dlaczego nie spróbować. Ponieważ jestem nauczycielem historii i WOS w Zespole Szkół Techniczno-Informatycznych w Busku-Zdroju, gdzie przeważa płeć męska, miałem nadzieję, że na 600 chłopa pewnie znajdą się wariaci tacy jak my – dodaje z żartem. – I 15 marca 2003 r. wyszliśmy na pole bitwy pod Grochowiskami. Ponieważ i nam, i publiczności nasza formacja bardzo się spodobała, stwierdziliśmy, że warto to kontynuować. I tak w kolejnym roku było nas ośmiu, potem szesnastu. W chwili obecnej grupa liczy dwudziestu kilku umundurowanych członków, wśród których, obok studentów i uczniów, są nauczyciele, pracownicy naukowi z Warszawy i innych ośrodków akademickich w kraju. – Są to głównie panowie, ale były również trzy dziewczyny – dodaje Robert Matusik.

    Wojskowy dryl

    Wymagania są surowe, do oddziału przyjmowani są tylko uczniowie zdyscyplinowani i niemający problemów z nauką. – Powiem szczerze, że podziwiam naszych chłopców, którzy muszą wstać skoro świt, by dotrzeć na miejsce zbiórki. Często po imprezie jesteśmy na miejscu ok. 22. Przecież trzeba się jeszcze rozpakować, umyć. A następnego dnia czeka szkoła, gdzie nie mogą liczyć na taryfę ulgową, także z mojej strony. Wszak „noc huzarska, służba cesarska”. Duży nacisk dowództwo kładzie na kwestię wychowawczą. – Każdy chłopak wie, kim byli Żuawi Śmierci – mówi Robert Osiński. – Znają historię oddziału, daty i miejsca wszystkich bitew. Zresztą bycie żuawem jest czymś nobilitującym, chociaż w początkach naszej działalności koledzy ze szkoły podkpiwali sobie z naszych chłopców. Dzisiaj natomiast im bardzo zazdroszczą. Niektórzy zgłaszają się do oddziału nawet jako kilkunastoletni chłopcy, jak na przykład syn Roberta Matusika, który miał zaledwie 12 lat. Obecnie najstarszy powstaniec ma 69 lat i walczy ramię w ramię ze swym synem, który pełni funkcję broniarza oddziału. Liczebność grupy z roku na rok wzrasta, mimo iż przynależność do niej wiąże się z licznymi wyjazdami i jest kosztowna. Wprawdzie grupa zrezygnowała z oryginalnej broni, ale i tak jej replika, kupowana w Niemczech, bo tam najtaniej, to wydatek rzędu 500 euro! – Jest to broń z certyfikatami, sprawdzona. Mamy zatem pewność, że nikomu nie stanie się krzywda – podkreśla Robert Osiński. – Mundury naturalnie są szyte specjalnie dla każdego członka oddziału. Są dokładnym odwzorowaniem oryginalnych mundurów Żuawów Śmierci, znajdujących się w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego. Na kompletne uzbrojenie i umundurowanie jednego żuawa potrzeba ponad 4 tys. złotych. Często zdarza się, że starszy brat, podejmując studia i wyjeżdżając z Buska-Zdroju, oddaje swój mundur młodszemu. W bitwie pod Jeziorkiem buscy żuawi jak zawsze zaprezentowali żelazną wojskową dyscyplinę i bojowe zgranie. A widok czarnych mundurów z białym krzyżem na piersiach i czerwonymi fezami w dymie strzelniczym długo pozostanie w pamięci widzów.

    Żuawi Śmierci

    Był to oddział sformowany w Ojcowie przez francuskiego pułkownika François Rochobrune’a w lutym 1863 r. Wzorowany był na francuskich Żuawach Śmierci. Cechą charakterystyczną oddziału była nieugiętość, wiązała ich bowiem przysięga zabraniająca poddawania się. Mogli tylko zwyciężyć albo zginąć. Uczestniczyli w bojach pod Miechowem, Chrobrzem, Grochowiskami. Ostatnią bitwę stoczyli 5 maja 1863 r. pod Krzykawką, gdzie poległo 21 członków oddziału.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół