• facebook
  • rss
  • Czarniecki wypadł z lasu...

    Andrzej Capiga

    |

    Gość Sandomierski 16/2013

    dodane 18.04.2013 00:00

    Na obrzeżach miasta rozegrała się jedna z większych bitew podczas szwedzkiego potopu. Prawie nikt o niej już nie pamięta.

    Wydarzenia z 28 marca 1656 r. opisuje w swoje książce „Potop szwedzki. Bitwa pod Niskiem” Mieczysław Barnat, mieszkaniec Racławic koło Niska, regionalista. – Pomysł napisania książki podsunął mi jakieś dziesięć lat temu Tadeusz Fedorowski, były dyrektor LO im. Stefana Czarnieckiego w Nisku. Było to podczas obchodów 90-lecia założenia tej szkoły. Mobilizowali mnie też koledzy z Towarzystwa Ziemi Niżańskiej, którego jestem członkiem od trzech lat. Ostatecznie to towarzystwo wydało książkę – wspomina pan Mieczysław.

    Czego nie ma w podręcznikach?

    O bitwie ze Szwedami pod Niskiem wie zaledwie garstka jego mieszkańców. A była to jedna z większych potyczek z najeźdźcami z północy, które zostały stoczone w latach 1656–1657. Nie ma jej też w szkolnych podręcznikach do historii. – Może dlatego, że przyćmiła ją ta z 7 kwietnia pod Warką, gdzie polskie wojska odniosły całkowite zwycięstwo nad armią Karola Gustawa – tłumaczy autor książki. Publikacja została zaprezentowana w auli LO im. Stefana Czarnieckiego w Nisku na konferencji „Spotkanie z Czarnieckim”, któ- re zorganizowało Towarzystwo Ziemi Niżańskiej. Przed spotkaniem członkowie towarzystwa zapalili znicze na mogile z krzyżem upamiętniającą bitwę pod Niskiem. „Atak nastąpił późnym wieczorem, kiedy duża część wojska szwedzkiego była poza obozem. Czarniecki z kilku tysiącami żołnierzy wypadł z lasu, zniósł drobny oddział poszukujący żywności oraz straż szwedzką i goniąc ją, wpadł do obozu” – tak początek bitwy opisuje historyk Adam Kernstern. Atak zagroził nawet samemu królowi Karolowi Gustawowi. Na pomoc przyszła mu jednak jazda. Czarniecki musiał się wycofać. Mimo bowiem liczebnej przewagi polskie wojsko nie dorównywało militarnym kunsztem szwedzkiemu.

    Odda mu potomność

    Pamiątkami, które zostały po bitwie, są mogiła z krzyżem w Racławicach oraz obelisk z kapliczką na granicy z Niskiem. Przy budowie ronda natomiast pracownicy znaleźli zmurszałe kości oraz kamienne kule po szwedzkiej armii. Zdaniem Mieczysława Barnata, mieszkańcy ziemi niżańskiej powinny uczcić przypadającą w 2015 r. 350. rocznicę śmierci Stefana Czarnieckiego. – Mógłby to być pomnik hetmana, jego popiersie na postumencie lub duża metalowa płaskorzeźba przedstawiająca bitwę pod Niskiem. Do realizacji tego projektu można by zaangażować Andrzej Pityńskiego, słynnego rzeźbiarza z Ulanowa, mieszkającego obecnie w USA – podkreślił pan Mieczysław. W ten sposób miałyby się spełnić słowa króla Jana Kazimierza, który mianując Stefana Czarnieckiego wojewodą kijowskim, powiedział między innymi: „I resztę zaś, co nie dostaje do nagrody zasług nieśmiertelnych Czarnieckiego, odda mu późna potomność”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół