Nowy numer 16/2018 Archiwum

Organiści mają głos

Muzyka. Z reguły są niewidoczni dla wiernych, bo pracują na chórze. Mają za to, jak żartobliwie twierdzą, bliższy kontakt z Bogiem.

Już św. Augustyn zwrócił uwagę, że muzyka i śpiew są uroczystym językiem Kościoła, a nie tylko sztuką. – Wypowiedź Doktora Łaski nie straciła na aktualności. Od początku myśli zbawczej, jaką prowadził Kościół, śpiew był zawsze uroczystą proklamacją słowa Bożego i tekstów liturgicznych. Związek muzyki i śpiewu z liturgią był zawsze istotny i taki pozostanie do końca. Zgodnie z soborową liturgiczną reformą każdy chrześcijanin, w tym szczególnie organista, jest powołany do uczestnictwa w liturgii sakramentalnej, a zwłaszcza we Mszy św. Organista ze względu na naturę, świętość i dostojeństwo liturgii, właściwie w niej uczestniczy, gdy wykonywana przez niego gra na organach jest jak najbardziej doskonała – twierdzi prof. Zdzisław Janiec z KUL.

Rodzinne tradycje
Ewa Maziarz, organistka z parafii Opatrzności Bożej w Stalowej Woli, pochodzi z Lubaczowa. W Stalowej Woli pracuje już piąty rok. Posługę organistki rozpoczęła w małej miejscowości Baszna Dolna. Nie trafiła do tego zawodu przypadkiem. W jej rodzinie zawód organisty jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

– Mój tata jest organistą od ponad dwudziestu lat, podobnie jak jego dwaj bracia oraz brat mojej mamy. Rodzice, zwłaszcza tata, starali się rozwinąć we mnie, jak i w moim rodzeństwie, pasję do muzyki sakralnej. Obecnie organistką jest też moja siostra Ania, która zastępuje mnie w parafii Opatrzności Bożej. Podstawy gry na organach zdobył także, uczęszczający do III klasy gimnazjum, brat Piotr (równolegle uczy się też w Instytucie Muzyki Sakralnej w Przemyślu); dwaj pozostali bracia, Bartłomiej i Mateusz, też powoli poznają tajniki tego zawodu – mówi Ewa Maziarz.
Muzyki zaczęła się uczyć jeszcze w przedszkolu. W gimnazjum z kolei to tato był jej pierwszym nauczycielem muzyki sakralnej. Wtedy to, w rodzinnej parafii, zgłębiła tajniki gry na organach. Z czasem mogła już grać razem z tatą, a nawet go zastępować. Po gimnazjum pani Ewa wstąpiła do Instytutu Muzyki Sakralnej w Przemyślu. Szkoliła się u ks. prof. Mieczysława Gniadego. Po trzech latach zdobyła dyplom organisty.
Bycie organistą to nie tylko granie, ale przede wszystkim realizacja powołania. Można znać budowę organów, pieśni liturgiczne, ale jeśli nie posiada się fundamentu wiary wyniesionego z rodzinnego domu, nie powinno się tego zawodu wykonywać. Organista przecież uzupełnia liturgię Mszy świętej; dobierając właściwie muzykę i pieśni, pomaga wiernym łatwiej wejść w tematykę poszczególnych Ewangelii. Bp Marian Rojek, pasterz mojej rodzinnej diecezji, podczas tegorocznych rekolekcji dla organistów podkreślił, że organiści mają poniekąd klucze do serc ludzkich, gdyż ludzie zamykają się teraz na słowo, a muzyka łatwiej pozwala im otworzyć się na innego człowieka i Pana Boga – podkreśla pani Ewa.
Często wierni nie reagują również na śpiew. Pani Ewie, w parafii Opatrzności Bożej, takie sytuacje raczej się nie zdarzają, ale wie, że w innych owszem. – Jeżeli organista stara się wykonać swoją pracę naprawdę rzetelnie, tak jak potrafi najlepiej i daje z siebie wszystko, to wierni to czują i włączają się w śpiew. Dużo też zależy od warunków pracy organistów, szczególnie, co chciałabym zauważyć, od atmosfery panującej w parafii, ale także od instrumentów, nagłośnienia, projektora oraz od właściwego wykształcenia samego organisty. Staram się nauczyć wiernych nowych pieśni liturgicznych, nie śpiewamy tylko tych znanych. Oczywiście najgłośniej i najchętniej ludzie śpiewają podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wynika to chyba z faktu, iż są to święta radosne, ludzie bardzo je przeżywają.
Dobry organista powinien cały czas się dokształcać, chociażby dlatego, by wprowadzać nowe pieśni. – Uczestniczę w spotkaniach dla organistów. W diecezji sandomierskiej najbliższe będzie w listopadzie. Organizuje się dokształcające wykłady, proponowane są książki, śpiewniki. W diecezji zamojsko-lubaczowskiej, skąd pochodzę, szkolenia mamy jeszcze bardziej rozbudowane. Zjazdy są trzydniowe – wymienia pani Ewa.
Praca organisty koncentruje się głównie na niedzielach i świętach. Pani Ewa wszystkie święta spędza w Stalowej Woli. – Gra nigdy nie była dla mnie męką, stąd też każdego dnia będąc w pracy, nie czekam na urlop, ferie czy wakacje z niecierpliwością. Tu, w parafii Opatrzności Bożej, poprzez atmosferę, którą tworzy proboszcz ks. Jerzy Warchoł, czuję się jak w drugiej rodzinie. Wszystko, do czego doszłam i dążę, zawdzięczam postawie moich rodziców i dziadków, ks. Mieczysława Gniadego oraz ks. Jerzego. To właśnie oni pokazali mi, że pasja i taka posługa dostarczają przeżyć estetycznych, przynoszą zadowolenie i radość, choć niekiedy stanowią źródło trudności – mówi Ewa Maziarz.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma