• facebook
  • rss
  • Ostatni taki zajazd

    dodane 27.09.2012 00:30

    O karach, których nie było oraz bitwie na parasolki i ziemniaki z Dorotą Kozioł, pisarką i malarką, rozmawia Marta Woynarowska.

    Marta Woynarowska: Jak zrodził się pomysł napisania książki o kościołach wznoszonych bez pozwoleń władz komunistycznych, które Pani nazwała „kościołami budowanymi nocą”?

    Dorota Kozioł: – Myśl o tej książce zrodziła się niedawno. Ale sam pomysł spisania tych wydarzeń sprzed lat powstał w 1990 r. Pracowałam wówczas w redakcji tygodnia „Siarka”. Był to czas postępującej odwilży, nie istniała już oficjalna cenzura, niemniej pisanie o tak trudnych i wciąż bulwersujących sprawach jeszcze nie wszystkim się podobało. Trzeba było mieć sporo odwagi, by na łamach prasy poruszać takie tematy. Redaktorem naczelnym był wówczas Leszek Leżoń, który nie należąc do strachliwych, zaczął wymyślać trudne, niewygodne tematy. Wśród nich zalazł się cykl o bohaterach przez lata PRL-u prześladowanych i pogardliwie nazywanych „zaplutymi karłami reakcji” oraz moje kościoły budowane nocą. Teraz, po latach, Piotr Duma zaproponował, bym powróciła do tego tematu. Ponieważ uznałam, że opublikowanie samych artykułów to troszkę za mało, wzbogaciłam je o nowe wątki, w dotarciu do których bardzo pomógł mi Sławek Stępak, mający prawdziwy skarbiec materiałów z historii regionu. Za co jestem mu bardzo wdzięczna.

    O których kościołach, kaplicach będzie można przeczytać w Pani książce?

    – Będzie w niej osiem rozdziałów, każdy poświęcony innemu obiektowi. Skupiłam się na świątyniach z terenu Tarnobrzega i okolic. Opisane więc zostaną m.in. dzieje kościołów w Zakrzowie, Nagnajowie, dwóch tarnobrzeskich – Męki Pańskiej i na Serbinowie, w Chodkowie. Postanowiłam zamieścić również sprawę kaplicy szpitalnej oraz zniknięcia figury św. Barbary stojącej przed lecznicą.

    Wprawdzie był to czas odchodzenia starego systemu, niemniej część uczestników wydarzeń wciąż żyła. Ułatwiało to czy utrudniało Pani pracę?

    – Trzeba było przede wszystkim dotrzeć do dokumentów, świadków, którzy nie byli pewni, czy aby „stare” nie wróci. Dlatego też bali się mówić. Zajęło mi to sporo czasu, ale cykl artykułów o kościołach budowanych nocą powstał. Poruszałam w nich temat nie tylko samych świątyń, ale przedstawiłam również wydarzenia związane z „zajazdem na Wielowieś”, które długo ciągnęły się za mną i redakcją. Mieliśmy bowiem wytoczone sprawy sądowe przez urażonych i obrażonych uczestników wydarzeń. Naturalnie tych stojących po stronie ówczesnych władz. Groziły nam niewyobrażalnie wysokie kary pieniężne, a nawet więzienia. Szczęśliwie wszystko stopniowo wyjaśniało się i ani nie musieliśmy nikomu płacić odszkodowań za ujmę na honorze, ani oglądać nieba zza krat.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół