• facebook
  • rss
  • Jak hartował się cech

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    Odkrywane przez archeologów narzędzia, ozdoby czy fragmenty naczyń mówią nam wiele o ludziach, którzy je zrobili, używali – o ich sposobie życia. Na podstawie takich przedmiotów określa się etap rozwoju i kulturę danej społeczności.

    Motor rozwoju

    Z działalnością szewców, garncarzy, kowali, powroźników, cieśli czy gorzelników szedł nie tylko rozwój ekonomiczny, ale także edukacyjny i kulturalny. Zapewniali oni podstawowe produkty do codziennej egzystencji oraz organizowali handel, płacili podatki, fundowali szpitale, kościoły i instytucje publiczne i kształcili kolejne pokolenia rzemieślników.

    – Patrząc na historię wielu miast, w tym także Ostrowca Świętokrzyskiego, to właśnie istnienie cechów rzemieślników stanowiło o jego rozwoju i powstaniu pierwszych grup społecznych. Więzi zawodowe rzemieślników łączyły ich nie tylko w organizację mającą bronić własnych praw i interesów, ale także działającą na rzecz społeczeństwa i dobra innych – tłumaczy Jerzy Białas, starszy ostrowieckiego Cechu Rzemiosł i Przedsiębiorców. Dziś rzemieślnicze pracownie zastępują wielkie zakłady i przedsiębiorstwa, gdzie zamiast wykwalifikowanych mistrzów pracują na liniach produkcyjnych bezduszne automaty. – Nasze pokolenie jest świadkiem wielkich zmian gospodarczych i społecznych. To, co było kiedyś domeną rzemieślnika, dziś przejął przemysł, a sam mistrz przekwalifikował się w menedżera czy przedsiębiorcę. Dostosowaliśmy się do potrzeb rynku. Myślę jednak, że jeśli ktoś chce, to także i w dobie przemysłu może być nadal wspaniałym rzemieślnikiem: dbając o jakość produktu, prawa pracownika, szkoląc następne pokolenia i utrzymując na miarę możliwości kontakt z klientem – wyjaśnia J. Białas. Rzemieślnikiem i przedsiębiorcą był przez lata Marian Kuzka, masarz z Ostrowca Świętokrzyskiego. Uczył się jeszcze u przedwojennego mistrza masarskiego, by potem stworzyć własny zakład produkcyjny. – Mimo że już jestem emerytem, to jednak co jakiś czas lubię powrócić do masarstwa. Szczególnie na święta lub inne uroczystości rodzinne czy cechowe trzeba zasmakować prawdziwej kiełbasy albo dobrej wędzonki. Rzetelnej roboty nauczył mnie Roman Gawrycki, mistrz tej sztuki. Potem była praktyka w państwowych zakładach, aż wreszcie prywatny zakład, który powstał w najtrudniejszych czasach lat 80. – wspomina pan Marian. Mówiąc o transformacji rzemiosła w produkcję masową, podkreśla, że nadal podstawą powinna być rzetelność. – Wejście nowych technologii i zasad ekonomii rynkowej nie może być usprawiedliwieniem dla produkcji złego wyrobu. Prawdziwy rzemieślnik nie pozwala sobie na fuszerkę. Dla niego liczy się kunszt i jakość towaru. Myślę, że już zachłysnęliśmy się tanim i kiepskiej jakości wyrobem i jako społeczeństwo zaczynamy doceniać solidny produkt. Tylko żeby było nas na niego stać, to wtedy będzie dobrze – podsumowuje emerytowany rzemieślnik.

    Cech – wielość w jedności

    Różnorodność specjalizacji rzemieślników łączy wiekowa tradycja zbierania się w cechy. Od początku miały one za zadanie podnoszenie kwalifikacji samych rzemieślników, obronę ich praw i działanie na rzecz lokalnej społeczności. – Prawa cechowe nadawali właściciele danego miasta lub sam król. Obchodzony jubileusz ostrowieckiego cechu wiąże się z przywilejem cechowym nadanym w 1762 r. przez księżną Konstancję z Denhoffów dla okolicznych rzemieślników. Do istniejącego cechu kowali dołączyła ona: złotników, zegarmistrzów, ślusarzy, rusznikarzy, kotlarzy, ludwisarzy, mieczników, puszkarzy, iglarzy, rymarzy, garncarzy, młynarzy i wielu innych, aby zorganizować jeden cech zwany szynkowym – wyjaśnia pan Białas, starszy ostrowieckiego cechu. Współczesna organizacja rzemieślnicza dalej kultywuje tradycje sprzed wieku, jednocząc rzemieślników i broniąc ich praw. – Znaczenie cechu jednak podupada. Kiedyś, by otworzyć nowy zakład, obligatoryjnie trzeba było należeć do organizacji. Cech nadawał uprawnienia czeladnicze i mistrzowskie i mógł je odebrać, gdy produkt lub usługa nie spełniały wymagań. Dziś przynależność nie jest obowiązkowa, otwierając działalność trzeba tylko kilku pozwoleń. Współcześnie zadaniem cechu jest obrona przed niewłaściwą konkurencją i kultywowanie pięknej tradycji – dodaje pan Kuzka, długoletni działacz ostrowieckiego cechu. O pielęgnowanie zwyczajów rzemieślniczych dba kapelan rękodzielników i przedsiębiorców ks. Krzysztof Rusiecki. – Od wieków cechy swoją działalność społeczną i dobroczynną wiązały z posługiwaniem Kościoła. Podobnie i dziś wspomagają tych, którzy są w potrzebie, kultywują patriotyczne tradycje i dają świadectwo wiary podczas wielu uroczystości – tłumaczy krajowy duszpasterz rzemiosła. Opowiadając o posłudze kapelana, wspomina rzemieślnicze pielgrzymki na Jasną Górę czy do Rzymu oraz na uroczystości o charakterze narodowym.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół