• facebook
  • rss
  • Współczesny sir Galahad

    ks. Tomasz Lis

    |

    Gość Sandomierski 29/2012

    dodane 19.07.2012 00:00

    Ich zbroja to pełne wiary serce, a miecz – niesione miłosierdzie. Prawdziwi mężczyźni i prawdziwi katolicy wstępują w zastępy Rycerzy Kolumba.

    Patrząc na statystyki kościelnej frekwencji czy też na udział w parafialnych grupach modlitewnych i formacyjnych, można odnieść wrażenie, że Kościół niewieścieje. Nie chodzi wcale o walkę o parytety czy równouprawnienie, lecz jasne stwierdzenie, że mężczyźni zdecydowanie rzadziej uczestniczą w życiu Kościoła i parafii niż kobiety. Choć, jak mówią przekorni, przecież na 12 apostołach Chrystus oparł początek swojej wspólnoty. Można by pomyśleć, że nie ma dziś pomysłu na duszpasterstwo mężczyzn. I choć w niejednej parafii dziesiątki ministrantów czy lektorów służą do Mszy św., to potem jako dorośli mężczyźni giną gdzieś pod chórem lub za kościelnym filarem. – Do dziś pamiętam ministranturę po łacinie. Aby ksiądz dopuścił do ołtarza, trzeba było znać Confiteor, Credo, Sanctus i A gnus – wymienia pan Stanisław, obecnie kościelny. – Jednak gdy się zaczęło kawalerkę, to i ministrantura się skończyła. Zawsze potem mi tego brakowało – dodaje.

    Formacyjne szeregi

    Coraz częściej na kościelnych uroczystościach spotykamy elegancko ubranych panów w biało-żółtych szarfach z herbem Knights of Columbus. To znak rozpoznawczy przynależności do, największej na świecie katolickiej organizacji mężczyzn, Rycerzy Kolumba. – Do Polski przybyli dopiero w 2006 r., a w naszej diecezji pierwsza rada powstała dwa lata temu. Jest to dopiero początek działania tej najstarszej organizacji katolików świeckich na świecie na naszym gruncie, ale rokujący bardzo dobrze. Jako organizacja (zakon) jesteśmy tym oczekiwanym przez wielu mężczyzn miejscem, gdzie mogą włączyć się aktywnie w życie Kościoła, wykorzystując swoje osobiste umiejętności i talenty – tłumaczy Krzysztof Zuba, rejonowy delegat Rycerzy. Historia organizacji ma już 130 lat. Pod koniec XIX wieku w New Haven w Ameryce miejscowy proboszcz ks. Michael McGivney, widząc ciężką sytuację biednych irlandzkich emigrantów, postanowił coś zrobić, by polepszyć los swoich parafian i wzmocnić przy okazji ich poczucie wartości. Zjednoczył mężczyzn, którzy pracowali ciężko, ale nie byli pewni losu swojego ani swoich najbliższych. Założeniem powstałej organizacji bratniej były wzajemna pomoc i wspieranie się na wypadek śmierci, straty pracy czy innych losowych wypadków. Zorganizowano więc jeden z pierwszych systemów ubezpieczeń społecznych dla katolickich rodzin. Jego członkowie mieli się charakteryzować mocną formacją duchową i być wsparciem dla Kościoła. – Sprowadzenie Rycerzy na polski grunt było zamierzeniem bł. Jana Pawła II, udało się to jednak dopiero po jego śmierci. Na terenie naszej diecezji działają już trzy rady – w Ostrowcu, Tarnobrzegu i Ożarowie, kolejne powstają zaś w Sandomierzu i Rytwianach. Mimo że jesteśmy nową grupą na terenie diecezji, staramy się dość mocno wejść w posługę charytatywną, świadcząc także pomoc naszym proboszczom i działając na rzecz młodzieży, rodziny i obrony życia – dodaje pan Krzysztof. Działania współczesnych katolickich rycerzy skupiają się w konkretnych radach. Tam tworzą wspólnotę, tam odbywają się formacyjne spotkania i wyznaczane są wspólne działania. Mimo że jest to organizacja międzynarodowa, to jednak główne zadania skupiają się na lokalnym gruncie. – Działamy przede wszystkim dla tych, wśród których żyjemy – uzupełnia rycerz.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół