• facebook
  • rss
  • Siostry z lasu

    Andrzej Capiga,
 Marta Woynarowska

    |

    Gość Sandomierski 21/2012

    dodane 25.05.2012 00:27

    Ludzie. Siostra Gizela, przełożona, i siostra Elwira pochylają się
nad prostokątnym poletkiem.
Sadzą kapustę. Muszą się uwijać, póki pogoda sprzyja.
Siąpi lekki deszcz. Przełożona podnosi się z kolan. Dzwoni komórka.Obowiązki wzywają.

    Radnogórski klasztor Zgromadzenia Sióstr św. Józefa położony jest na skraju sporego kompleksu leśnego, blisko Zdziechowic w gminie Zaklików. Popularnie mówi się o nim jako o domu na Radnej Górze. Był to majątek Anny Nagórskiej – poetki, humanistki, nauczycielki i wychowawczyni młodego pokolenia w okresie II Rzeczypospolitej i w czasie II wojny światowej, a późnej inicjatorki wielu oświatowych akcji – który przekazała siostrom na własność.


    Jak feniks z popiołów

    
Matka Eugenia Rekrucka, decydując się wraz z zarządem zgromadzenia na przyjęcie Radnej Góry, tak opisała posiadłość w piśmie do kurii biskupiej w Lublinie: „Jest to dom parterowy z zabudowaniami gospodarskimi i ośmiomorgową parcelą, zapisaną przez Pannę Annę Nagórską na własność Zgromadzenia. Życzeniem fundatorki jest, by powyższą placówkę zużytkowało Zgromadzenie na dom wypoczynkowy sióstr. Pragnę jednak, by po zagospodarowaniu się i odbudowie domu, który obecnie jest prawie w zupełnej ruinie, rozwinąć tam działalność charytatywną”.


    Ówczesny biskup lubelski Stefan Wyszyński bardzo życzliwie przyjął siostry józefitki w swej diecezji, o czym świadczy pismo do matki przełożonej z 5 listopada 1947 r., w którym czytamy m.in.: „...Przesyłam Matce Przełożonej słowa radości i życzenia, by nowy dom stał się miejscem chwały Bożej i chrześcijańskich cnót czynnej miłości Braci w naszym Panu. Nowemu Domowi udzielam pasterskiego błogosławieństwa”. Po upływie roku biskup Wyszyński odwiedził Radną Górę, czym niewątpliwie dodał otuchy siostrom dźwigającym dom z ruin.
Remont posiadłości rozpoczęły siostry od miejsca przeznaczonego na kaplicę domową, którą udało się urządzić na wiosnę 1949 r. Poświęcił ją miejscowy proboszcz ks. Józef Cieślicki. W obrzędzie uczestniczyli także matka generalna Eugenia Rekucka, fundatorka Anna Nagórska wraz z Henrykiem Tarnowskim, który był wielkim dobrodziejem radnogórskiej wspólnoty. W lipcu 1980 r. siostry józefitki podjęły ryzyko budowy nowego domu, a kilka lat później także i kaplicy św. Józefa – głównego patrona zgromadzenia. Znaczącym wydarzeniem w historii klasztoru na Radnej Górze było także wmurowanie kamienia węgielnego poświęconego z przeznaczeniem dla kaplicy przez Jana Pawła II. Pomysłodawcą tego wydarzenia był ks. prałat Kazimierz Kos.
W gościnnych murach siostry podejmowały wiele znaczących osobistości, niewątpliwie najważniejszą z nich był bp Stefan Wyszyński, późniejszy kardynał i prymas Polski. Chętnie przyjeżdżał do Radnej Góry śp. abp Józef Życiński, a także wszyscy biskupi sandomierscy. Nie tak dawno odwiedził siostry bp Krzysztof Nitkiewicz, podczas wizytacji parafii w Zaklikowie.


    Ora et labora

    
„Serce przy Bogu, ręce przy pracy” – to hasło Zgromadzenia Sióstr św. Józefa, które powstało we Lwowie w 1884 r., a założył je św. ks. Zygmunt Gorazdowski. Jak na co dzień realizują je siostry józefitki spytaliśmy przełożoną
s. Gizelę. – Dzień rozpoczynamy od modlitwy o godz. 6.30 – opowiada
s. Gizela. – Spotykamy się w kaplicy, gdzie zazwyczaj czeka już na nas ksiądz kapelan. I chociaż bardzo nie chciałoby się zejść, to nie ryzykujemy, bo ks. Marian Kowalczyk, kapelan sióstr, i tak szybko sprowadziłby na modlitwę – żartuje siostra przełożona. W ciągu dnia siostry modlą się zgodnie z godzinami wyznaczonymi przez brewiarz. Odmawiając Różaniec, dzięki s. Elwirze mogą posługiwać się niezwykłymi paciorkami. – Dzisiaj posiałam łezki Matki Bożej, z którego ziarenek będę mogła później robić różańce – cieszy się s. Elwira. – Niebawem jadę do sanatorium, więc wezmę sobie ziarna i będę się relaksować przy ich wykonywaniu, bo to dla mnie i radość, i odpoczynek.
Większość czasu pochłaniają siostrom zwykłe domowe zajęcia: sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie i jeszcze praca na roli.
– Mamy pole, około 5 hektarów łącznie z lasem i łąkami, ale uprawiamy tylko trochę, pół morgi. Głównie warzywa i zboże dla kur. Ziemia jest słaba, szóstej klasy. Niewiele się udaje. Jak jest upał to prawie wszystko nam więdnie, a resztę zjedzą dziki i sarny. Nie narzekamy. Łaski Panu Bogu nie robimy. Pracy ciężkiej się nie boimy. Mamy satysfakcję, bo same na siebie zarabiamy. Nie stać nas na najmowanie pracowników – powiedziała przełożona.
Obecnie na Radnej Górze przebywa 10 sióstr. Wszystkie to emerytki, ale naprawdę tego nie widać. Po tym jak zwinnie uwijają się w polu, fachowo obsługują skomplikowany piec w kotłowni, dziarsko krzątają się przy kuchni i przy grządkach, można by powiedzieć, iż nic tylko kandydatki do nowicjatu się spotkały! Ponadto pracy w samym domu też nie brakuje. A jeszcze las spory dookoła, w którym trzeba robić przycinkę i drewno na opał przygotować, posortować, poukładać, by zimą nie marznąć. Grzyby pozbierać, ususzyć, zamarynować. I siostry robią to wszystko z uśmiechem na ustach. Na chwałę Bożą. Piękny a zarazem budujący to widok. Do niedawna siostry uczyły religii w szkole w Zdziechowicach, ale teraz już nie, bo brakuje dzieci. Jedna świecka katechetka wystarcza. Siostry odwiedzają także pobliskie domostwa, niosąc pociechę duchową i moralne wsparcie chorym i będącym w potrzebie, głównie starszym mieszkańcom. – Większość młodych wyjechała do miast – wyjaśnia s. Gizela – do Kraśnika, Stalowej Woli, Lublina. Starsi, którzy pozostali, często czują się osamotnieni, stąd nasze wizyty, chwile rozmowy, które dają im pewną radość, odmianę w ich codziennej samotności. Opiekę medyczną sprawują bowiem pielęgniarki środowiskowe, gdyż żadna z sióstr nie posiada ku temu stosownego przygotowania.
W domu na Radnej Górze organizowane są również rekolekcje i spotkania formacyjne. – Jednorazowo możemy przyjąć 40 osób. Przeważnie są to dni skupienia dla kleryków, przyjeżdżają członkowie Domowego Kościoła oraz różne parafialne grupy – dodaje s. Gizela. Z gościnności sióstr chętnie korzystają też osoby indywidualne, które szukają tu spokoju, wyciszenia albo – zwłaszcza jesienią – grzybów, w które obfitują okoliczne lasy. – Jak jest sprzyjająca pogoda, to już w maju można wybrać się na maślaki – mówi s. Gizela.


    Złota rączka

    
– Przedstawiciele naszego zgromadzenia pracują tutaj chyba od ponad 40 lat – mówi ks. Marian Kowalczyk SCJ ze zgromadzenia księży sercanów. – Mój poprzednik ks. Józef Piekorz był kapelanem sióstr przez 34 lata, pomagał przy budowie nowego domu. A dwa lata temu ja przejąłem schedę po nim. Trafiłem tu z Sosnowca, więc odświeżam swoje płuca – śmieje się. Ksiądz Kowalczyk jest w radnogórskim domu jedynym mężczyzną, więc na jego barki spada trud naprawy cieknących kranów, wyrwanych kontaktów. – Co chwilę mnie wzywają, bo np. drzwi się nie chcą domknąć albo zamek się zaciął – śmieje się ks. Marian. Obok posługi siostrom kapelan oddaje swój czas okolicznym wiernym, sprawując w kaplicy Msze św., na które zwłaszcza w niedziele przychodzi dużo osób, bo do kościoła parafialnego niektórzy mają nawet 10 km. – Ponadto w ciągu ostatnich dwóch lat ponad sto osób przyjęło z moich rąk sakrament namaszczenia chorych – dodaje. Wprawdzie siostry „nie gonią” go do pracy na roli, ale jak sam zaznacza, jako człowiekowi z podhalańskiej wsi, ten „chleb” nie jest obcy i jak trzeba to zakasuje rękawy i idzie w pole. Dzisiaj akurat, pech chciał, zepsuła się tylna wycieraczka przy aucie, którą ks. Marian musiał wymienić, w czym chwilowo mu przeszkodziliśmy. 


    Święci patroni

    
Mamy bardzo dużo intencji z prośbą o wstawiennictwo św. Józefa – mówi ks. Kowalczyk. – Wiele jest również próśb za wstawiennictwem s. Gracjany – zauważa s. Gizela – która zginęła w wypadku we Lwowie, a była osobą wielkiej pobożności. Wiemy, że nasze modlitwy pomagają, mieliśmy bowiem niejeden przykład łaski Bożej. Kiedyś rodzina człowieka, któremu lekarze nie dawali żadnych szans, prosiła o modlitwę w jego intencji do św. Józefa. Dzisiaj mężczyzna jest zdrowy i może z powodzeniem sam funkcjonować. Wyzdrowiał również inny człowiek cierpiący na nowotwór złośliwy. Każdy taki przypadek siostry skrupulatnie zapisują, m.in. dla pamięci potomnych. Szczególną czcią otaczany jest również założyciel zgromadzenia sióstr józefitek, św. ks. Zygmunt Gorazdowski, za przyczyną którego ludzie doznają wielu łask.
Wierni nie zapominają o modlitwach sióstr, kierując do nich podziękowania za okazaną pomoc, za modlitwę i wstawiennictwo. Czują bowiem, że nie są sami, że ktoś myśli o nich, troszczy się i modli.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół